kazimierz dolny
imieniny: Czesława i Hieronima
Piątek 20 lipca 2018
Brulion on-line NR3
Malarska treść egzystencji
Góra wapienna (czyli Albrychtówka, vel Albrechtówka)
Fotografie Stanisława Terleckiego
"Wybudował dom wysoko"
Uczniowie cieśli nad grodarzem - czyli o architekturze w Kazimierzu
Malowane Canonem
Aleksander Błoński - Mój alfabet Kazimierza
Znalazłem się w miejscu niezwykłym
Jest takie miejsce w Kazimierzu
Dni wody i słońca
Na dawnej fotografii
Co Kopernik, rybak i wzorowy żołnierz mają wspólnego...z Kazimierzem Dolnym
Nieco informacji o żydach, bożnicach i cmentarzach żydowskich Kazimierza Dolnego (cz.2)
"Robiłem dobre zdjęcia" - Jerzy Szwartz (1911-2001)
Moja babcia Izabella Lenkiewiczowa
Dlaczego Kazimierz...?
Zapuszczanie korzeni


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR3 -> Moja babcia Izabella Lenkiewiczowa

  Moja babcia Izabella Lenkiewiczowa

Babcia mając 63 lata zaczęła rzeźbić. Ja byłam inicjatorką tego faktu, ponieważ uwielbiałam bawić się gliną, jakiej w okolicach Kazimierza jest wiele. Moje próby zrobienia twarzy ludzkiej zakończyły się rozpoczęciem kariery rzeźbiarskiej babci i interwencją profesora A. Michalaka. Kazał nam przyjść do siebie po większe ilości surowca, z którego powstały wspaniałe portrety nie tylko okolicznych mieszkańców, ale członków rodziny, postaci historycznych i Madonny „uśmiechającej się lekuchno, jakby z pomieszaniem — słodko i niewinnie” (artykuł A. Bocian). W tym czasie babcia mieszkała w tak zwanym „Meksyku”, czyli maleńkim pokoju z kuchenką na terenie patio spichlerza. Miejsce to zostało opisane przez Felicję Uniechowską w 1970 r. w czasopiśmie „Ty i ja”, w następujący sposób … „na podwórko pani Lenkiewicz wchodzi się przez dawną bramę boczną spichlerza, nie oczekując zobaczenia niczego prócz zachwaszczonej ruiny. Zaskoczenie jest całkowite! Widzimy uporządkowany ogródek pełen pięknych kwiatów, leżaki, wybieloną ścianę przybudówki, będącej właściwym mieszkaniem i malowniczą studnię. Samo mieszkanie urządzone jest z pewną nonszalancją. Panuje w nim nastrój beztroski, skutecznie skrywający więcej niż skromne wyposażenie. Całe umeblowanie tego pokoju stanowi duży stół z dwoma krzesłami, zwykły tapczan nakryty wiśniową secesyjną pluszową kapą oraz »toaletka« sporządzona z nakrytego deską żeliwnego trójnogu znalezionego wśród złomu i pomalowanego na kolor złoty, na której to podstawie stoi oparte o ścianę lustro w drewniej ramie. Spore malowidło przyozdabia część ściany — i to już właściwie wszystko”.

Pozwoliłam sobie przytoczyć dość długi fragment artykułu, ponieważ to miejsce już nie istnieje. Natomiast dla mnie i kilku kuzynek pozostanie najwspanialszym wspomnieniem z dzieciństwa. Babcia Iza lub Bela, jak ją nazywały koleżanki, nie poprzestała na rzeźbieniu i zajmowaniu się wnuczkami. Zawsze żywo interesowała się sprawami swojego miasta. Działała w Lidze Kobiet, walczyła o ławki i kosze na śmieci na bulwarze, założyła z panem Daczką chór, współpracowała z Domem Kultury, a nawet strofowała ks. proboszcza, jeśli wg niej było trzeba. Chętnie spotykała się z malarzami zarówno tymi starszymi, jak i wówczas jeszcze młodymi, jak Jasio Łazorek, Hieronim Sobkowiak czy Andrzej Siemiński. Wielu przyjezdnym artystom wynajmowała pokoje po bardzo przystępnych cenach.

Jej charakterystyczną sylwetkę rozpoznawali wszyscy — wyprostowana postawa, duży słomkowy kapelusz i rękawiczki, w chłodne wieczory peleryna. Zawsze twierdziła, że „Każdy musi coś kochać, musi cieszyć się z każdego dnia, nie może zmarnować ani chwili, bo nie da się jej powtórzyć”. Miała rację. Stosuję się do tych zasad, a przede wszystkim do jednej — kocham Kazimierz. Tą miłością do naszego miejsca na Ziemi zaraziła również mojego syna Michała, który prawie każdego dnia uwiecznia pędzlem piękno naszego miasteczka I jego okolic.

Mając dziewięćdziesiąt lat babcia recytowała „Pana Tadeusza” tak wspaniale, że sam Daniel Olbrychski oniemiał z zachwytu. Szkoda, że nie dożyła wersji filmowej epopei narodowej — pewnie dokonałaby kilku trafnych korekt.Babcia dożyła 92-lat z „impetem i fantazją”, jak pisała pani Anna Bocian. Teraz spogląda na swój Kazimierz z góry i kiedy coś nie jest wg niej w porządku, stuka laseczką, której używała dopiero pod koniec życia, bo jak twierdziła „w moim wieku wypada chodzić z laską”.

1 2
Zobacz zdjęcia

Przed domem, ok. 1940 r.

W  łodzi,  z  siostrzenicą  Kazimierą  Pakowską  z  Broniewiczów




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe