kazimierz dolny
imieniny: Czesława i Hieronima
Piątek 20 lipca 2018
Brulion on-line NR3
Malarska treść egzystencji
Góra wapienna (czyli Albrychtówka, vel Albrechtówka)
Fotografie Stanisława Terleckiego
"Wybudował dom wysoko"
Uczniowie cieśli nad grodarzem - czyli o architekturze w Kazimierzu
Malowane Canonem
Aleksander Błoński - Mój alfabet Kazimierza
Znalazłem się w miejscu niezwykłym
Jest takie miejsce w Kazimierzu
Dni wody i słońca
Na dawnej fotografii
Co Kopernik, rybak i wzorowy żołnierz mają wspólnego...z Kazimierzem Dolnym
Nieco informacji o żydach, bożnicach i cmentarzach żydowskich Kazimierza Dolnego (cz.2)
"Robiłem dobre zdjęcia" - Jerzy Szwartz (1911-2001)
Moja babcia Izabella Lenkiewiczowa
Dlaczego Kazimierz...?
Zapuszczanie korzeni


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR3 -> Dlaczego Kazimierz...?

  Dlaczego Kazimierz...?

Różne okoliczności sprawiły, że odwiedzić i nieco zwiedzić Kazimierz mogłem dopiero po kilku latach. Mój sztywny motocykl awo i wyboista, wybrukowana „kocimi łbami” szosa nałęczowska tak mnie wytrzęsły, że straciłem ochotę na zwiedzanie miejsc, które mnie z powietrza mocno zaciekawiły. Chyba do tego zaniechania przyczyniło się też zabawne, jak dzisiaj oceniam, zdarzenie. Gdy już po raz drugi okrążałem rynek (tak jak teraz robi większość przybywających tu turystów), po wypiciu drugiej butelki ciepłej lemoniady, musiałem szukać pośpiesznie miejsca, do którego podobno królowie chodzili piechotą. Rezultat tych poszukiwań był na tyle odstręczający, co i grożący katastrofą. Na moje szczęście, dotarcie biegiem z rynku do porastającej brzegi Wisły faszyny zajęło mi tylko kilka minut. Po kąpieli w czystej jeszcze wówczas Wiśle (do której mam duży sentyment, jako że swoje dzieciństwo przeżyłem w Toruniu i Ciechocinku, nad jej brzegami), lepszą drogą, przez Puławy, wróciłem do domu; przyznaję nieco rozczarowany.

Minęło znowu kilka lat, zanim ponownie znalazłem się w Kazimierzu. W PTTK-owskim spichlerzu wypadło mi prowadzić obóz treningowy lubelskiej kadry motocyklowej. Po takich obozach, przez kilka lat z rzędu odbywały się tu Rajdy Nadwiślańskie, a ja uczestniczyłem w ich organizacji z coraz z większą ochotą. Przy tej okazji poznałem lepiej miasto oraz jego bliższe i dalsze okolice, a także zdołałem pozyskać przyjaźń wielu mieszkańców, nie licząc zawartych znajomości z ciekawymi ludźmi, którzy podobnie jak później ja, często wybierali Kazimierz, jako ulubione miejsce wypoczynku. Wiem jak, ale nie wiem dokładnie kiedy, znowu zawładnął mną urok tego miejsca i to na tyle, że wszystkie krótkie urlopy w następnych latach sprowadzały mnie pod Górę Trzech Krzyży, bo autentycznie za tym miejscem i miejscowymi przyjaciółmi zacząłem tęsknić. O „kazimierzakach” (przepraszam; może lepiej o „kazimierzanach”) można by napisać sporej objętości esej, obfitujący zarówno w wyliczanie ludzkich zalet, jak i w opisy wzruszających, bądź zabawnych scen, które dane mi było z nimi przeżyć, a które pozostawiły w mojej pamięci niezatarte wspomnienia. Chociaż nie są oni pozbawieni naszych ogólnonarodowych wad, trudno byłoby ich określić, jako ludzi tuzinkowych. Wszak często spotyka się tutaj niebanalne indywidualności i niemało też ciekawych oryginałów. Z wieloma spośród nich miałem chyba coś wspólnego: „wiatr w głowie”.

Wszystko to sprawiło, że na początku lat siedemdziesiątych przyciągnąłem na parking PZMot (za stacją benzynową), swój „wóz Drzymały”, przerobiony z polowej radiostacji lotniskowej. Przyjaciele nazwali go „Kapliczką”, a Pan Konserwator Zabytków szukał sposobów, które zmusiłyby mnie do wyjazdu z tą, rzeczywiście nie najlepiej prezentującą się „landarą”, poza teren parku krajobrazowego. Ja zaś byłem szczęśliwy. Mogłem przyjeżdżać kiedy chciałem, miałem gdzie spać, nie sprawiając znajomym i przyjaciołom kłopotu. Miałem tu własny kąt, mogłem w Kazimierzu być „u siebie”.
1 2 3
Zobacz zdjęcia
Jeszcze niezabudowana działka na Czerniawach

Kazimierski Heliopolis widziany z lotu ptaka




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe