kazimierz dolny
imieniny: Marka i Jarosława
Środa 25 kwietnia 2018
Brulion on-line NR3
Malarska treść egzystencji
Góra wapienna (czyli Albrychtówka, vel Albrechtówka)
Fotografie Stanisława Terleckiego
"Wybudował dom wysoko"
Uczniowie cieśli nad grodarzem - czyli o architekturze w Kazimierzu
Malowane Canonem
Aleksander Błoński - Mój alfabet Kazimierza
Znalazłem się w miejscu niezwykłym
Jest takie miejsce w Kazimierzu
Dni wody i słońca
Na dawnej fotografii
Co Kopernik, rybak i wzorowy żołnierz mają wspólnego...z Kazimierzem Dolnym
Nieco informacji o żydach, bożnicach i cmentarzach żydowskich Kazimierza Dolnego (cz.2)
"Robiłem dobre zdjęcia" - Jerzy Szwartz (1911-2001)
Moja babcia Izabella Lenkiewiczowa
Dlaczego Kazimierz...?
Zapuszczanie korzeni


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR3 -> Dlaczego Kazimierz...?

  Dlaczego Kazimierz...?

Na początku lat osiemdziesiątych, po kilku latach pracy za granicą, zarobione tam pieniądze mogłem zainwestować w zakup działki. Korzystając z przychylności właścicieli, miejscowej władzy i wojewódzkiego architekta udało mi się u wylotu ulicy Czerniawy kupić kawałek piaszczystego pola z walącą się stodołą i uzyskać zgodę na budowę domu. Marzyło mi się siedlisko w wiejskim stylu, w którym zamierzałem spędzić resztę życia, gdy przestanę latać. Zarówno budowa, jak i zagospodarowywanie otoczenia domu zielenią, rozbudziły we mnie niespodziewanie sporo nowych pasji. Rozsmakowałem się w pracy fizycznej, której ocena była zawsze prosta: albo coś się udało i cieszyło, albo okazało się być „do kitu” i pozostawało doświadczenie; żadnych dwuznaczności. Przyglądanie się, jak rosną posadzone drzewa i krzewy łaskotały dumę, bo nigdy wcześniej do grzebania w ziemi mnie nie ciągnęło. Najwyraźniej obudził się we mnie atawizm po przodkach.
Kazimierzowi przybył jeszcze jeden „obcy”. Z czasem przestałem się tym przydomkiem przejmować, bo przekonałem się, że większość obecnych, tak zwanych „swoich”, mieszkańców miasta, też wcale nie wywodzi swojego rodowodu z Kazimierza. Różnica sprowadza się więc tylko do daty zasiedlenia. Nasuwa się więc pytanie: po ilu latach dołącza się tutaj do tych „swoich”?

Siedlisko moje nosi trochę pretensjonalną nazwę „Heliopol”, którą można odczytać z postawionej między drzewami łopaty wirnika śmigłowca. Oto skąd ta nazwa. Kiedy pracowałem w Egipcie, miałem swoją główną kwaterę w kairskiej dzielnicy Heliopolis. Często gościłem tam kolegów oficerów z naszego kontyngentu wojsk ONZ, które pilnowały pokoju na Bliskim Wschodzie oraz LOTowskie załogi, odpoczywające w Kairze przed następnym lotem rejsowym. Kiedyś, gdy na stole pozostał jeszcze lód, a zabrakło już tego, do czego tenże w upalnym tropiku powinien służyć, sprowokowałem konkurs na nazwę chałupy, która już zaczęła powstawać w Kazimierzu. Zamelinowaną dużą butelkę whisky wygrała stewardesa Grażyna. „Na tę chałupę Ryszard zarabiał i oszczędzał tutaj w Heliopolisie i nazwa Heliopol jest godna tego, co nam o swych zamierzeniach opowiedział”. Inne propozycje odpadły.
Grażyna w rok później, razem z innymi moimi kolegami i znajomymi, straciła życie w pierwszej katastrofie Iła 62 przed Okęciem. Spotkawszy się po pogrzebie na koleżeńskiej stypie, pośród wspominków pojawił się też wątek kairski. Zapytany, jak się w końcu nazywa moje kazimierskie domostwo, musiałem ze skruchą odpowiedzieć: „nazwy jeszcze nie ma”. Nie mogłem nie złożyć przyrzeczenia, że nazwa Heliopol — dla pamięci Grażyny i całej zabitej w katastrofie załogi — na końcu Czerniaw wkrótce się pojawi. Tak musiało się stać.

Zapytany przez Prezesa TPKMD dlaczego właśnie Kazimierz, długo nie mogłem sobie samemu na to pytanie krótko odpowiedzieć. Stąd ta przydługa opowieść, wywołana wspomnieniami zdarzeń, które z Kazimierzem i w Kazimierzu udało mi się szczęśliwie przeżyć — bagatela — w ciągu 50-ciu lat. O rany! Tempus rzeczywiście fugit.

To jest chyba trochę tak jak z miłością. Zbieg różnych, często dziwnych i nieprzewidzianych okoliczności sprawia, że jako obiekt swoich uczuć wybieramy bez przykładowo właśnie tę, powiedzmy ... blondynkę. Dlaczego zaś ulegliśmy jej czarowi, na ogół trudno nam sobie w szczegółach uświadomić. Ważne, że jest nam dobrze i że do innych obiektów nas nie ciągnie.

PS. Dzisiaj niechętnie wyjeżdżam z Kazimierza!
1 2 3
Zobacz zdjęcia
Jeszcze niezabudowana działka na Czerniawach

Kazimierski Heliopolis widziany z lotu ptaka




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe