kazimierz dolny
imieniny: Wiktora i Małgorzaty
Środa 17 października 2018
Brulion on-line NR4
KRWAWA ŚRODA - 18 listopada 1942 - Krwawa Środa
KRWAWA ŚRODA - Relacje świadków
KRWAWA ŚRODA - Fragment książki "Wspomnienia i dokumenty" [ T.1 s.174-175]
KRWAWA ŚRODA - W XXX rocznice "Krwawa Środa"
KRWAWA ŚRODA - To już 60 lat! Krwawa Środa w Kazimierzu Dolnym n/Wisłą
KRWAWA ŚRODA - Ponure dni w historii Kazimierza
WOJNA - "Przysięgam być wiernym ojczyźnie mej, Rzeczpospolitej Polskiej"
WOJNA - Partyzancki samotny grób przy kościele p.w. św. Anny
WOJNA - Wspomnienia o akcji pod Zastowem
Początki chrześcijaństwa w Kazimierzu n/Wisłą
Okruchy Pamięci
Inny Kazimierz: kolorystów, awangardy, arsenałowców
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Od Andrzeja Kołodziejka do piwka...
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Spotkanie z malarzem
O śniegu, sankach i świetach
O dziesiątej w kawiarni na rogu rynku i lubelskiej
Notatki z natury
Był sobie hotel...
Willa pod różami
Wermanowie z Kazimierza
Wspomnienia Pani Heleny Werman
Jak daleko, jak blisko...
Teatr uliczny


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR4 -> KRWAWA ŚRODA - Relacje świadków

  KRWAWA ŚRODA - Relacje świadków

Jeszcze coś do mnie mówił, więc zapraszam go do środka ale on nie chce. Myślę sobie: Boże Święty, co robić! Spojrzałam bokiem, drabina pusta, męża już nie ma. Trudno, będę z nim gadać. Weszłam do sklepu, a ten żołnierz stanął w drzwiach między kuchnią a sklepem i zaczął mnie pytać o różne rzeczy. Już nie pamiętam o co. Rozmowa ta trwała pewnie z pół godziny. W końcu pomyślałam, że muszę otworzyć sklep. Kiedy podeszłam do drzwi sklepu, zobaczyłam, że przechodzi obok niemiecki oficer. Podchodzi do drzwi i woła tego żołnierza, który ze mną rozmawiał, mówi żeby natychmiast szedł, bo już wyjeżdżają. Pomyślałam: Bogu dzięki. Szybko zamknęłam okiennicę i rozpłakałam się. Przez cały ten czas byłam potwornie spięta, teraz nerwy puściły. Ten Niemiec mógł w każdej chwili strzelić do mnie, ale widocznie miałam jeszcze żyć. Ale tego, co wtedy przeżyłam, nie życzę największemu wrogowi.
   
Wojsko niemieckie przyjechało do Kazimierza około 12 w nocy, a wyjechało około siedemnastej. Jeździli po okolicznych wsiach. Byli w Zbędowicach, Bochotnicy.”

Pani Magda Bartnik: „W tym czasie naczelnikiem poczty w Kazimierzu był Niemiec, żołnierze zabierali ludzi na Górach m.in. jego pracowników. Poszedł do dowódcy tej akcji i nie pozwolił na to, aby tym ludziom stała się krzywda. Stwierdził, że to są jego pracownicy i on za nich odpowiada. Poręczył za wszystkich mieszkańców Gór.
   
Ja mieszkałam wtedy z rodzicami na Górach, do szkoły chodziliśmy przez Krzyżową Górę. Tego dnia jedno z dzieci wybrało się jak zwykle do szkoły, żołnierz który spotkał tego chłopca, kazał mu wracać do domu. Na Górach nikogo nie aresztowali. Większość pracowników poczty mieszkała właśnie na Górach”.

Pani Apolonia Szymkowiak opowiada, co słyszała od swojej matki.
„Cała rodzina mieszała w Rzeczycy, tam też Niemcy łapali.
Jej ojciec uciekł przez okno do lasu. Niemcy złapali ojca pani Poli i jego brata. Wywieźli ojca do Oświęcimia i tam zginął.

Pan Goliszek, ojciec Marka Goliszka, już był zabrany do samochodu, już go wieźli z innymi ale miał na sobie buty oficerki i złoty sygnet na palcu. Żołnierz kazał mu zdjąć buty
i sygnet, kazał mu skakać w biegu z samochodu. Wyskoczył, strzelili do niego ale tylko go postrzelili.
   
Bardzo dużo ludzi zginęło w Bochotnicy i Zbędowicach. Tam mordowali całe rodziny, wyciągali z domów i rozstrzeliwali.”

Mówi pani Halina Wolnowa:
„W Zbędowicach ocalała jedna dziewczynka i to właśnie ona po latach odsłoniła pomnik upamiętniający te krwawe wydarzenia w wiosce. Opowiadała wtedy również swoje przeżycia, jak się uratowała.”

Pani Halina Furtas:
„Gestapo było po tej stronie Wisły, ale również i na drugim brzegu, pilnowali żeby nikt się nie przedostał. Przecież ludzie chowali się w faszynie, całe szczęście, że nie przepływali,
bo  wybiliby  ich  jak  kaczki.”

Pani Irena Łubek:
„To, co działo się w Kazimierzu i okolicach w Krwawą Środę
18 listopada 1942 r. to była akcja odwetowa za wcześniejszą akcję partyzancką. Partyzanci postrzelili komendanta granatowej policji Mikołaja Łagodę. W odwecie za to Niemcy urządzili tę straszliwą łapankę.
   
Akcja rozpoczęła się już w nocy. Była może dwunasta, może pierwsza. Mieszkałam wtedy przy ul. Puławskiej, w tym domu, w którym mieszkam teraz, na wysokości parkingu dla autokarów. Nocą wszyscy usłyszeliśmy, że jadą samochody ciężarowe, jeden za drugim. W pokoju, gdzie spałam okno wychodziło na stronę północną, z tej właśnie strony jechały samochody i świeciły w nasze okna, to nas obudziło. Jechało tych samochodów 30, może 40, były to tzw. budy, ciężarówki z plandekami. Obudziliśmy się bardzo przestraszeni. Mieszkałam wtedy z wujostwem, a z nami mieszkali państwo Kelowie. Pan Kel był kierownikiem garbarni. Przybiegł wtedy do nas i pyta mojego wujka: „Co się dzieje panie Aleksandrze?” Ale wujek też nic nie wiedział.
1 2 3 4 5
Zobacz zdjęcia



Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe