kazimierz dolny
imieniny: Zyty i Teofila
Piątek 27 kwietnia 2018
Brulion on-line NR4
KRWAWA ŚRODA - 18 listopada 1942 - Krwawa Środa
KRWAWA ŚRODA - Relacje świadków
KRWAWA ŚRODA - Fragment książki "Wspomnienia i dokumenty" [ T.1 s.174-175]
KRWAWA ŚRODA - W XXX rocznice "Krwawa Środa"
KRWAWA ŚRODA - To już 60 lat! Krwawa Środa w Kazimierzu Dolnym n/Wisłą
KRWAWA ŚRODA - Ponure dni w historii Kazimierza
WOJNA - "Przysięgam być wiernym ojczyźnie mej, Rzeczpospolitej Polskiej"
WOJNA - Partyzancki samotny grób przy kościele p.w. św. Anny
WOJNA - Wspomnienia o akcji pod Zastowem
Początki chrześcijaństwa w Kazimierzu n/Wisłą
Okruchy Pamięci
Inny Kazimierz: kolorystów, awangardy, arsenałowców
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Od Andrzeja Kołodziejka do piwka...
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Spotkanie z malarzem
O śniegu, sankach i świetach
O dziesiątej w kawiarni na rogu rynku i lubelskiej
Notatki z natury
Był sobie hotel...
Willa pod różami
Wermanowie z Kazimierza
Wspomnienia Pani Heleny Werman
Jak daleko, jak blisko...
Teatr uliczny


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR4 -> KRWAWA ŚRODA - Relacje świadków

  KRWAWA ŚRODA - Relacje świadków
 
Mój wujek był wojskowym, znał dość dobrze niemiecki, spędził pięć lat w niewoli niemieckiej. Często rozmawiali z panem Kelem na tematy wojskowe.
   
Wujek stwierdził, że musi to być jakaś poważna akcja, nigdy się jeszcze nie zdarzyło, aby jechało tyle wojska. Owszem były łapanki, ale jechało kilka ciężarówek, nigdy jednak tak dużo.
   
W końcu słyszymy mowę niemiecką koło naszego domu, na ulicy. Nagle ktoś zaczyna się dobijać do drzwi domu, w bardzo ordynarny sposób. Weranda wtedy była nie oszklona, drzwi wejściowe prowadziły prosto do korytarza. Strach nasz był ogromny. A tu słyszymy zza drzwi mowę rosyjską: „Otwierit! Otwierit!” Jesteśmy wszyscy bardzo wystraszeni. Kelowie wpadli do naszego pokoju, nikt nie zapala światła i nikt nie otwiera. Dobijanie się trwało może 15, może 20 minut. Drzwi były dosyć delikatne, ale otwierały się na zewnątrz, więc nie zdołali ich wyważyć. W pewnej chwili uciszyło się, odetchnęliśmy z ulgą. Nie upłynęło jednak pół godziny i znów walenie do drzwi, jeszcze bardziej natarczywe. My w dalszym ciągu nie otwieramy. W końcu zaczęło świtać, na niebie jaśniało. Zaczęłam wyglądać przez okno. Pamiętam, na parapecie stały w doniczkach oleandry, ja zasłonięta tymi kwiatami patrzę i widzę trzy postacie na naszym podwórku. Wydawało mi się, że stał ktoś w kapeluszu, potem zobaczyłam, że to był hełm. Zaczynają znowu dobijać się do drzwi. My dalej nie otwieramy. Widzę, że jedna z tych postaci przechodzi na podwórko do naszych sąsiadów, do drugiego mojego wujka i zaczynają się do nich dobijać. Zobaczyłam, że wujek otwiera im drzwi i pokazuje ręką nasz dom. Potem okazało się że do naszych domów dobijał się Ukrainiec, kiedy spytał wujka dlaczego nikt mu w domu obok nie otwiera, czy tam nikt nie mieszka? Wujo odparł, że mieszkają, ale na pewno boją się otworzyć.
   
W końcu zrobiło się całkiem widno, wujek, już ubrany schodzi na dół i na kolejne pukanie do drzwi otwiera. Stojący w drzwiach Ukrainiec zamachnął się na wujka, ale wujek zaczął mówić do niego po niemiecku.
   
Taki rudy Niemiec, pamiętam go dobrze, bo później na moich oczach zabił kobietę – pyta wujka dlaczego nie otwierał? Wujek odparł: – Ja w nocy nikomu nie otwieram. Myślałem, że to bandyci i nie otwierałem. I to go uratowało.
   
Powiedzieli do wujka, żeby otworzył pomieszczenia gospodarcze i wyniósł na ulicę kilka snopków słomy. Tam była straż wojskowa i chcieli na nich posiedzieć.
   
Już wtedy słychać było od strony miasta krzyki i strzały. My nie wiedzieliśmy w ogóle co się dzieje. Ciocia mówi do mnie: „Słuchaj Irenko musisz się schować, bo w mieście dzieje się coś złego.” Początkowo schowałam się na strych. Ale ciocia wchodzi na ten strych i mówi: „Musisz zejść ze strychu, bo podobno szukają po strychach. Może położysz się do łóżka.” Niemcy potwornie bali się tyfusu i w ogóle wszelkich chorób. Ciocia obawiała się, że mogą zabrać mnie na roboty do Niemiec. Nie chciałam kłaść się do łóżka, zaczęłam kręcić się po domu i ciągle patrzyłam z okna na  to  co  działo  się  na  zewnątrz.
   
Nagle patrzę, a hitlerowiec, ten rudy, który stukał do naszych drzwi, razem z Ukraińcem, prowadzą dwie kobiety. Rozpoznałam je. Mieszkały w willi „Renia”, w tej gdzie dziś mieszkają państwo Lasotowie. Znałam te panie z widzenia, często przechodziłam koło domu, w którym mieszkały. Widzę, jak prowadzą te kobiety wzdłuż Wisły, a płynęła wtedy tuż przy starej ulicy, nie było jeszcze przecież wału. Ukrainiec prowadził młodszą, Niemiec starszą. Co się dzieje dalej? Niemiec spycha tę starszą z nasypu drogi i strzela do niej. Ta młodsza zaczęła strasznie krzyczeć chwyciła tego Niemca za rękę, a on popchnął ją w stronę Wisły i strzelił. To wszystko działo się na moich oczach. Pamiętam do dziś, jak wyglądały.
Ta młodsza kobieta miała długi warkocz, do pasa, a ta starsza, miała siwe włosy, upięte w koczek. Obie były z gołymi głowami i bez płaszczy. A to był przecież listopad, było chłodno.
   
Widzę, co się dzieje dalej. Ci dwaj żołnierze idą teraz
do naszego domu. Wyobraźcie sobie jak byliśmy wszyscy przerażeni. Okazało się, że szukają mojego wuja. Ale wujek gdzieś się zawieruszył, nikt nie wiedział gdzie. Żołnierze zaczęli się rozglądać coś mówić do siebie po niemiecku, my nie odpowiadaliśmy, bo nic nie rozumieliśmy. W końcu weszli na drugie podwórko i zabrali sąsiada – Pana Gizę. Kazali, żeby wziął łopatę, następnie poszli do pana Sijki, wówczas Sijkowie mieszkali w spichlerzu (dziś Muzeum Przyrodnicze). Potem kazali im iść do miejsca gdzie leżały zwłoki zabitych kobiet. Jedną zakopali w dole po piasku i tego grobu nie było widać. Drugą zakopali w dole ziemnym. Później usypaliśmy w tym miejscu kamienną mogiłę. Przez pewien czas grób był widoczny, potem zarósł wikliną. Kiedy sypano wał zapomnieliśmy o tych mogiłach. Nikt nie pomyślał o tym aby przenieść zwłoki tych kobiet na cmentarz. Mam czasem wyrzuty sumienia. Wtedy chodziłam do pracy, wychowywałam dzieci i nie pomyślałam o tym, aby zająć się tą sprawą. Nie udało mi się dowiedzieć, jak te kobiety się nazywały. Znalazłam koło naszego domu strzępy ich dokumentów, ale nie można było niczego odczytać. Tak więc pod wałem spoczywają zwłoki dwóch nieznanych kobiet. Miejsce to znaj-duje się mniej więcej na wysokości budynku dyrekcji Muzeum Przyrodniczego.
1 2 3 4 5
Zobacz zdjęcia



Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe