kazimierz dolny
imieniny: Wincentego i Wodzisława
Czwartek 19 lipca 2018
Brulion on-line NR4
KRWAWA ŚRODA - 18 listopada 1942 - Krwawa Środa
KRWAWA ŚRODA - Relacje świadków
KRWAWA ŚRODA - Fragment książki "Wspomnienia i dokumenty" [ T.1 s.174-175]
KRWAWA ŚRODA - W XXX rocznice "Krwawa Środa"
KRWAWA ŚRODA - To już 60 lat! Krwawa Środa w Kazimierzu Dolnym n/Wisłą
KRWAWA ŚRODA - Ponure dni w historii Kazimierza
WOJNA - "Przysięgam być wiernym ojczyźnie mej, Rzeczpospolitej Polskiej"
WOJNA - Partyzancki samotny grób przy kościele p.w. św. Anny
WOJNA - Wspomnienia o akcji pod Zastowem
Początki chrześcijaństwa w Kazimierzu n/Wisłą
Okruchy Pamięci
Inny Kazimierz: kolorystów, awangardy, arsenałowców
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Od Andrzeja Kołodziejka do piwka...
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Spotkanie z malarzem
O śniegu, sankach i świetach
O dziesiątej w kawiarni na rogu rynku i lubelskiej
Notatki z natury
Był sobie hotel...
Willa pod różami
Wermanowie z Kazimierza
Wspomnienia Pani Heleny Werman
Jak daleko, jak blisko...
Teatr uliczny


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR4 -> KRWAWA ŚRODA - Relacje świadków

  KRWAWA ŚRODA - Relacje świadków

Bardzo tragiczna historia wydarzyła się w rodzinie państwa Pałków. Nie wiem, na ile moja relacja będzie szczegółowa, znam ją z opowiadań kogoś znajomego.
   
Państwo Pałkowie mieli czworo dzieci. Trzy starsze córki i małego synka  Tadeusza. Dziś reżysera filmowego. Tadeusz był wtedy malutki, miał zaledwie kilka miesięcy. Pałkowie przed wojną prowadzili hotel i restaurację. Prawdopodobnie mieli w tym czasie trochę alkoholu. Gdy Niemcy przyjechali w Krwawą Środę do Kazimierza, pan Pałka z kimś znajomym postanowili ukryć ten alkohol gdzieś przy zamku. W listopadzie liście z drzew i krzewów opadły i góra zamkowa była odsłonięta. Kiedy obydwaj poruszali się byli z daleka dobrze widoczni. Nad Wisłą był ustawiony c.k.m. kiedy żołnierze zobaczyli, że coś się porusza puścili serię z karabinu. Znajomy pana Pałki schował się w jakimś lochu, natomiast
pan Pałka dostał serię po nogach. Udało mu się zsunąć z góry do domu. Po chwili dobiegli do domu żołnierze, dopadli go już w jego własnym domu i tam zastrzelili, na oczach żony
i dzieci. Krzyk rozpaczy dobiegał do naszego domu. To była straszna rozpacz.
   
Tego dnia słychać było ciągle strzały w całym mieście i okolicach. Potem dowiadywaliśmy się, że na ul. Krakowskiej kogoś zabili.
   
Z Kazimierza zabrano do Oświęcimia około stu osób, powróciło  44”
   
Mówi pani Anna Walencik, nauczycielka historii:
„Ja słyszałam relację z tych wydarzeń z ust mojego taty. To było bardzo żywe wspomnienie. Opisał je również w swoim pamiętniku, który przekazał na konkurs na wspomnienia więźniów zamku lubelskiego. W rok po śmierci mojego taty ukazała się książka, w której zebrano prace zgłoszone na ten konkurs.
   
Tata mój opowiadał, że tego dnia wszyscy byli w domu, nad ranem obudziły ich strzały. Dziadek ukrył tatę w piwnicy, dosłownie przykrył go kartoflami. Tata jednak pomyślał,
że jeśli Niemcy przyjdą i nie znajdą go, to zabiją babcię i dziadka. Miał wtedy 17 lat. Postanowił wyjść z ukrycia. Wszedł do domu, a w chwilę potem przyszli do domu żołnierze niemieccy i aresztowali mojego tatę. Wszystkich Polaków pędzono na rynek, gdzie stały budy niemieckie. Babcia pobiegła za tatą, chciała podać mu na drogę kawałek chleba. Jeden z żołnierzy uderzył ją kolbą karabinu, babcia upadła, nie udało jej się podać synowi pożywienia. Jeńcy byli w samych marynarkach, czy swetrach, niewielu zdążyło ubrać się przed aresztowaniem. Tata, przez szpary w plandece zorientował się, że jadą w kierunku Puław. Jeden z więźniów, który był prawdo-podobnie w szoku, cały czas powtarzał: „Ja ucieknę, ucieknę.” W pewnej chwili wyskoczył z samochodu. Zaraz żołnierze puścili za nim serię z karabinu maszynowego. Już nikt więcej nie próbował uciekać.
   
Zawieźli ich do Lublina, myśleli że jadą na Majdanek, ale okazało się, że umieszczono ich na zamku. Tato wspominał, że trzymali ich w okrągłej baszcie. W jednym pomieszczeniu było tyle ludzi, że nawet zapałka nie chciała się palić. Brakowało tlenu. Ktoś nawet zmarł z powodu tego zaduchu. Nawet fizjologiczne potrzeby musieli załatwiać w tym samym pomieszczeniu, bo przez kilka dni nikogo nie wypuszczali. Prawdopodobnie chcieli złamać ich psychicznie. Dopiero po kilku dniach rozdzielono więźniów do mniejszych cel.
Spali na cementowej posadzce, można było ewentualnie leżeć na papierowych workach.
   
Tata nie przebywał długo na zamku. Zastanawialiśmy się nad tym, dlaczego? Prawdopodobnie spowodowane było to tym, że tata przypadkowo, uratował kiedyś gestapowcowi życie”
   
Mówi pani Genowefa Szkołowa: „Często o tym myślę, że nie powinien był ratować wtedy tego Niemca”. Odpowiada Pani Walencik: „Widział, że ktoś się topi, nie wiedział kto. Ratował człowieka”
   
„To był najgorszy z żołnierzy” - stwierdza pani Genowefa.
   
„Nie wiemy dokładnie, ale kojarzymy te dwa fakty.
Nie mamy innego wytłumaczenia dlaczego, gdy inni więźniowie siedzieli na zamku tak długo, tata mój wyszedł tak szybko.”

Pani Szkołowa: „Ale pani tato ratował tego Niemca już po powrocie  z  zamku  lubelskiego.”

Pani Walencik: „Tak?!... My kojarzyliśmy, że miało to miejsce wcześniej. Jeśli było to później, to tym bardziej nie mam wytłumaczenia dla faktu, szybszego wyjścia z więzienia mojego ojca. Zresztą, jak wynika z moich studiów nad historią II wojny, Niemcy podejmowali wiele zupełnie dziwnych i  nie  wytłumaczalnych  decyzji.”
1 2 3 4 5
Zobacz zdjęcia



Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe