kazimierz dolny
imieniny: Czesława i Hieronima
Piątek 20 lipca 2018
Brulion on-line NR4
KRWAWA ŚRODA - 18 listopada 1942 - Krwawa Środa
KRWAWA ŚRODA - Relacje świadków
KRWAWA ŚRODA - Fragment książki "Wspomnienia i dokumenty" [ T.1 s.174-175]
KRWAWA ŚRODA - W XXX rocznice "Krwawa Środa"
KRWAWA ŚRODA - To już 60 lat! Krwawa Środa w Kazimierzu Dolnym n/Wisłą
KRWAWA ŚRODA - Ponure dni w historii Kazimierza
WOJNA - "Przysięgam być wiernym ojczyźnie mej, Rzeczpospolitej Polskiej"
WOJNA - Partyzancki samotny grób przy kościele p.w. św. Anny
WOJNA - Wspomnienia o akcji pod Zastowem
Początki chrześcijaństwa w Kazimierzu n/Wisłą
Okruchy Pamięci
Inny Kazimierz: kolorystów, awangardy, arsenałowców
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Od Andrzeja Kołodziejka do piwka...
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Spotkanie z malarzem
O śniegu, sankach i świetach
O dziesiątej w kawiarni na rogu rynku i lubelskiej
Notatki z natury
Był sobie hotel...
Willa pod różami
Wermanowie z Kazimierza
Wspomnienia Pani Heleny Werman
Jak daleko, jak blisko...
Teatr uliczny


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR4 -> Okruchy Pamięci

  Okruchy Pamięci

Narodziny Baru Mlecznego.

Kiedy wzdłuż zielonego płotu Zielonej Tawerny idziemy nad Wisłę, spójrzmy w lewo, na drugą stronę ulicy.
Stoi tam niewielki dom, z wąziutkim cementowym tarasikiem od frontu. Dziś jest on słabo widoczny, zwłaszcza latem, kiedy tonie w zieleni. A w końcu lat czterdziestych była tu mleczarnia. Zwyczajny, niewielki sklep ze świeżutkim nabiałem, dostarczanym prosto z okolicznych wsi. Było tu i mleko z porannego udoju i masło w osełkach, ser biały w lniane zawinięty szmatki i jaja prosto od kury. Prowadziły tę mleczarnię dwie sympatyczne (identyczne) bliźniaczki, a zaopatrywały się tu głównie gospodynie domowe.

Z czasem pojawiły się tu bułki. I wtedy klientela zaczęła się zmieniać. Biegnący tędy do szkoły uczniowie
bądź zabierali bułki ze sobą, bądź w pośpiechu pochłaniali je na miejscu. Do świeżych bułek pasuje świeże masło, ba, ale co z nim zrobić, skoro nie ma noża? (Nie było wtedy mody na noszenie ze sobą noży). I tu z pomocą zaczęły przychodzić życzliwe panie bliźniaczki. Najpierw wypożyczały na chwilę nóż, a potem, już bez pytania, przecinały bułki i smarowały je masłem.

To właśnie był zarodek nieznanej tu przedtem instytucji, którą wkrótce zaczęto nazywać barem mlecznym. Potem już poszło prędko. Najpierw mleko, dotychczas zimne, zrobiło się gorące, bo czekało już na klientów w garnku na kotlinie. Potem dobiła do niego cienka herbatka, a wreszcie pojawiły się jaja, smażone na wielkiej, dopiero co nabytej patelni. Przybyły meble. Przy stoliczkach na małym tarasiku śniadali uczniowie, studenci, rybacy, a także murarze - których wielu pracowało przy odbudowie Kazimierza. Wśród studentów byłem także ja.

Kiedy mleczarnię formalnie przechrzczono na bar mleczny dokładnie nie wiadomo, ale kilka lat później przeniesiono ją do większego lokalu na Rynku. Nosiła już dumną nazwę Bar Mleczny i trwała tam przez długie lata. A obie Panie Bliźniaczki, prawie niezmienione, nadal spotkać można na Rynku. Tylko, że ja nadal nie wiem, która jest która.

Andrzej Kołodziejek

Kiedy przed laty wpadłem na chwilę do galerii Ryszarda Zdonka, zastałem go rozmawiającego z jakimś szpakowatym panem w okularach. Rozmowa najwyraźniej dotyczyła obrazu, koło którego obaj panowie stali. Ponieważ obraz był wyjątkowo ładny, a nieznany mi jegomość wyglądał na solidnego klienta, postanowiłem dla zabawy transakcję obu panów przyśpieszyć. Zacząłem z dużym zapałem analizować walory obrazu, tłumacząc jednocześnie dlaczego powinien on być natychmiast kupiony. Mój klient przysłuchiwał się temu uważnie, kiwał ze zrozumieniem głową i litościwie wysłuchał mnie do końca. Tak właśnie poznałem Andrzeja, któremu usiłowałem sprzedać jego własny obraz. Wkrótce bardzo go polubiłem. Malował wspaniale. W jego cudownych, cudownych kolorycie obrazach pełno było światła, powietrza i radości. Ta radość zresztą przewijała się u niego nie tylko w malarstwie. Był bowiem bardzo dowcipny. W czasie naszych częstych zbiorowych pogaduszek na kazimierskim „murku” mówił niewiele. Ale kiedy zabierał głos, było to arcydzieło humoru. Potrafił w kilku słowach podsumować każdy niemal poruszany temat. I zawsze trafiał w dziesiątkę i zawsze było to przezabawne. Uwielbialiśmy nasze „murkowe” spotkania z Andrzejem.

Dziś przy stoliku „na murku” stoi jedno bardzo puste krzesło.

1 2
Zobacz zdjęcia
Jadwiga i Sabina Sawczuk, gdy prowadziły bar mleczny




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe