kazimierz dolny
imieniny: Czesława i Hieronima
Piątek 20 lipca 2018
Brulion on-line NR4
KRWAWA ŚRODA - 18 listopada 1942 - Krwawa Środa
KRWAWA ŚRODA - Relacje świadków
KRWAWA ŚRODA - Fragment książki "Wspomnienia i dokumenty" [ T.1 s.174-175]
KRWAWA ŚRODA - W XXX rocznice "Krwawa Środa"
KRWAWA ŚRODA - To już 60 lat! Krwawa Środa w Kazimierzu Dolnym n/Wisłą
KRWAWA ŚRODA - Ponure dni w historii Kazimierza
WOJNA - "Przysięgam być wiernym ojczyźnie mej, Rzeczpospolitej Polskiej"
WOJNA - Partyzancki samotny grób przy kościele p.w. św. Anny
WOJNA - Wspomnienia o akcji pod Zastowem
Początki chrześcijaństwa w Kazimierzu n/Wisłą
Okruchy Pamięci
Inny Kazimierz: kolorystów, awangardy, arsenałowców
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Od Andrzeja Kołodziejka do piwka...
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Spotkanie z malarzem
O śniegu, sankach i świetach
O dziesiątej w kawiarni na rogu rynku i lubelskiej
Notatki z natury
Był sobie hotel...
Willa pod różami
Wermanowie z Kazimierza
Wspomnienia Pani Heleny Werman
Jak daleko, jak blisko...
Teatr uliczny


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR4 -> ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Od Andrzeja Kołodziejka do piwka...

  ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Od Andrzeja Kołodziejka do piwka...

Z dziesięć lat temu, po powrocie z Paryża, pisałem, że gdyby gdziekolwiek na świecie impresjonizm, post-impresjonizm, w naszym nadwiślańskim światku najbardziej adekwatnym terminem wydaje się być koloryzm, święcił takie triumfy jak w Polsce, wybudowano by specjalnie dla owych kolorystów w Krakowie, Warszawie lub we Wrocławiu galerię i traktowano by ją jak narodową relikwię. Nie chodzi o zwykłe epigoństwo, tanie naśladownictwo, tego pełno w świecie. Chodzi o to, co tamte kierunki dały naszym malarzom a przede wszystkim co oni wnieśli do nurtu, nazwijmy bardzo umownie, światowego koloryzmu. W Polsce, jak nigdzie indziej, impresjonizm zyskał własną podbudowę filozoficzną, krytyczną, nasi malarze wprowadzili do niego wątki, o których nad Sekwaną nikomu się nie śniło (np. kresową aurę, słowiańsko-wschodnią nostalgię, wrażliwość, zupełnie inną od zachodniej, bo czerpiącą ze słowiańskich korzeni, ale i tę drugą szlachecko-hajdamacką, która przelewa się wręcz np. przez płótna Michałowskiego prekursora koloryzmu przecież, Józefa Brandta, Chełmońskiego i wielu innych). Otóż malarstwo Andrzeja Kołodziejka jest najlepszym dowodem, że nurt impresjonistyczny w szerokim rozumieniu tego terminu, wciąż tutaj nad Wisłą jest żywy i jest realizowany na najwyższym poziomie. Kto wątpi, niech się wybierze na pierwszy lepszy Salon Jesienny do Grand Palais i zobaczy te wszystkie knoty-koty wycięte z tektury i pomalowane na jasny orzech, cudaniewidy robione przez sparyżowanych Japończyków, itp. (Pisuar Duchampa przy takich „dziełach” wygląda jak arcydzieło!). My tutaj, nad Wisłą i Odrą, i Bugiem też, wciążw kompleksach, jakbyśmy przepraszali, że w ogóle żyjemy, i nie mamy pojęcia co robić, kiedy pojawi się facet, który jedzie pod Barcelonę, żeby zobaczyć niebo Chełmońskiego (Plaża pod Barceloną 1995) czy maluje Janowiec nad Wisłą skowyczący jakąś niesamowitą, kresową tęsknotą (Janowiec 1999), której na tzw. Zachodzie nie namaluje nikt, bo nie ma tej wrażliwości, jego podświadomość przechowuje zupełnie inne obrazy z przeszłości, które wywołują takie a nie inne projekcje artystyczne. No i tam psychika koduje zupełnie inne światło, niebo i pejzaż. Łódki też niby każdy może malować, ale czy takie jak Kołodziejek w lutym, w Kazimierzu (Przedwiośnie 1992)? Zamiast tedy obnosić się z tym co mamy najlepszego
i pokazywać innym, raczej skłonni jesteśmy bąknąć nad piwem: to takie polskie, nasze, prowincjonalne… Zupełnie nie pamiętając, że właśnie prowincja, obrobiona rzetelnym warsztatem (malarskim, literackim, w muzyce mamy również to samo), jest świadectwem inności, właśnie oryginalności.

Nadzianych snobów najeżdżających hordami Kazimierz (jeśli ktoś podejrzewa mnie o wyjątkową zjadliwość informuję, że dla każdego twórcy nie ma nic wartościowszego jak facet z forsą inwestujący w sztukę, przekłada to się po paru setkach lat na dzieła, które może podziwiać tzw. ogół w renomowanych muzeach), uprzejmie uczulam: machnijcie w takim Kazimierzu, Lublinie lub Puławach galerię z prawdziwego zdarzenia i po-stawcie człowieka, który ściągnie najlepsze obrazy polskich kolorystów począwszy od Pankiewicza, Podkowińskiego, Chełmońskiego, Wyczółkowskiego poprzez Komitet Paryski, Witkacego aż po Kołodziejka. Wyłożona kasa
w sposób bezpośredni przełoży się na miejsce w historii sztuki. Wystarczy jeden człowiek i parę lat pracy. Potem należy poinformować otwartą Europę, że jest coś interesującego do zobaczenia, o czym nie miała do tej pory pojęcia. I Europa zacznie przyjeżdżać i oglądać, tak jak my jeździmy do d'Orsay. W razie wątpliwości jechać do Paryża i obejrzeć wszystko co się da w galeriach i muzeach (ale oglądać stojąc, z otwartymi oczami, nie na klęczkach!). Warunek powodzenia jest jeden: przepędzić stada kolesiów i kolegów kolesiów, które do Galerii Polskich Kolorystów będą się pchały jak oszalałe (porównaj: aktualna sytuacja polityczna w kraju),
i zgromadzić dzieła wybitne. Warszawa, Kraków i Wrocław niech dalej dumają nad piwkiem…


P.S.
Oczywiście, że to będzie kosztowało majątek. Ale kto powie-dział, że życie jest łatwe, nawet dla nadzianego snoba?
1 2 3 4

Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe