kazimierz dolny
imieniny: Wiktora i Małgorzaty
Środa 17 października 2018
Brulion on-line NR4
KRWAWA ŚRODA - 18 listopada 1942 - Krwawa Środa
KRWAWA ŚRODA - Relacje świadków
KRWAWA ŚRODA - Fragment książki "Wspomnienia i dokumenty" [ T.1 s.174-175]
KRWAWA ŚRODA - W XXX rocznice "Krwawa Środa"
KRWAWA ŚRODA - To już 60 lat! Krwawa Środa w Kazimierzu Dolnym n/Wisłą
KRWAWA ŚRODA - Ponure dni w historii Kazimierza
WOJNA - "Przysięgam być wiernym ojczyźnie mej, Rzeczpospolitej Polskiej"
WOJNA - Partyzancki samotny grób przy kościele p.w. św. Anny
WOJNA - Wspomnienia o akcji pod Zastowem
Początki chrześcijaństwa w Kazimierzu n/Wisłą
Okruchy Pamięci
Inny Kazimierz: kolorystów, awangardy, arsenałowców
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Od Andrzeja Kołodziejka do piwka...
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Spotkanie z malarzem
O śniegu, sankach i świetach
O dziesiątej w kawiarni na rogu rynku i lubelskiej
Notatki z natury
Był sobie hotel...
Willa pod różami
Wermanowie z Kazimierza
Wspomnienia Pani Heleny Werman
Jak daleko, jak blisko...
Teatr uliczny


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR4 -> Notatki z natury

  Notatki z natury

 21. II. 2002 Fotografia, a raczej dagerotyp jeszcze; w wielkim kufrze dziadka na strychu znaleziony sepiowy portret młodej dziewczyny w owalu. Połowa XIX wieku. Bukwami wyciśnięty napis firmy fotograficznej w Petersburgu. Dziewczyna z portretu o tak prowokującym spojrzeniu, wręcz pytającym:– Proszę cóż mi powiesz – człowieku? Ten wzrok, intrygujący, nie znoszący sprzeciwu, zniewalający.   
Mówię więc, być może chaotycznie, dygresyjnie, wiedziony tajemnym nakazem, wręcz magicznym, nie pojętym zupełnie. Dowiedziałem się, że owa dziewczyna jest moją prababką.

Na fotografii w scenerii atelier, gdzie udrapowane ciężkie kotary, kolumienka. Ona stoi oparta ramieniem o fotel w długiej sukni do ziemi, zapewne jedwabnej, bo połyskliwej. W ręku trzy-ma złożony wachlarz, z pewnością rekwizyt pracowni.

Stoi zgrabna w pięknym kontra-poście, trochę nieobecna, ze wzrokiem somnambuliczki utkwionym we mnie. 

Daję jej trzydzieści pięć lat – ona bierze, bo nawet nie drgnęła. Jakby nie liczyć lat od niej czy ode mnie – zawsze będzie za dużo lub za mało, a nasz stosunek do siebie nieco kazirodczy. Gdyby dodać jeszcze ów aspekt bliskiego pokrewieństwa – to patologia i kryminał gotowe. A ona bądź co bądź – powabna.

23. II. 2002 Dziewczyna z portretu dalej emanuje. Jej obraz zatarty, mglisty, ale kiedy zamykam oczy – widzę ostro, jak przez mikroskop: mantylkę na głowie, misterną koronkę żabociku, włosy ciemne, połyskliwe, tu i ówdzie skręcone.

Widzę więcej i lepiej, nie tylko ją, ale wszystko. I słyszę: teraz wtóruje mi właśnie porywający walc „Na sopkach Mandżurii” – w wykonaniu dętej orkiestry. Jest to utwór pełen zadumy, szeroki jak step, a smutek z niego bije wielki, rozległy. Jest w nim też coś z nadziei życia i pogodzenia się z jego kresem. 


5. III. 2001 Powrócę na chwilę do 1972 roku – przelotem we Francji, Nancy – europejski festiwal orkiestr dętych. Tam na żywo można było objąć rękoma ową muzykę, która wprost w uszy, ale przez serce.  „Fale Dunaju”, „Fale Amuru” i jeszcze potężny „Walc Sewastopolski”, kiedyś śpiewany przez Marka Bernesa.

Utkwiły nam w pamięci i dziś możemy je zanucić, usłyszeć. Jest w nas cała muzyka, niemal każdy dźwięk instrumentu z osobna. Skoro pamiętamy – to żyjemy. .

Owe pomruki soprofondo na trzy czwarte waltorni. Wielkich tub, sakshornów, nieco wyższych rogów, puzonów, trąbek, kornetów. Od czasu do czasu trzask talerzy, połączony niby sykiem węża. I głuchy dźwięk wielkiego bębna tołumbasa. Ale cóż znaczą słowa wobec muzyki. Albo malarstwo w porównaniu ze słowem czy muzyką – czystą abstrakcją. .

15. III. 2001 Ta pani, na dagerotypie, w sepiowym owalu, niedawno tak, bo przecież wczoraj (ach, ta względność czasu…)  w połowie XIX wieku. .

Dziewczyna oczytana, nawet nieco malowała, ale tego nie mogłem znaleźć, chociaż dziadek bardzo mnie przekonywał. Miło mi było i budująco, bo i po niej, nie tylko po moim pradziadku zdobiącym sanie – mam plastyczne uzdolnienia. Grała na fortepianie i na lutni (strój to zaiste prosty – gitarowy) i śpiewała nieco, altem oczywiście. Lutnia i alt – piękne połączenie

Kiedy była na wsi szła w pole w sukni jasnej, latem w szerokim kapeluszu aby osłonić twarz przed słońcem. Zbierała naręcze kwiatów, tonęła do połowy w łące i przynosiła wielki bukiet na fortepian, by potem nieco ochłonąwszy zagrać sonatę D-mol Beethovena, a zaraz potem Impromptu Chopina.

1 2 3
Zobacz zdjęcia
Rys. Jerzy Gnatowski

Rys. Jerzy Gnatowski

Rys. Jerzy Gnatowski

Rys. Jerzy Gnatowski

Rys. Jerzy Gnatowski

Rys. Jerzy Gnatowski




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe