kazimierz dolny
imieniny: Wiktora i Małgorzaty
Środa 17 października 2018
Brulion on-line NR4
KRWAWA ŚRODA - 18 listopada 1942 - Krwawa Środa
KRWAWA ŚRODA - Relacje świadków
KRWAWA ŚRODA - Fragment książki "Wspomnienia i dokumenty" [ T.1 s.174-175]
KRWAWA ŚRODA - W XXX rocznice "Krwawa Środa"
KRWAWA ŚRODA - To już 60 lat! Krwawa Środa w Kazimierzu Dolnym n/Wisłą
KRWAWA ŚRODA - Ponure dni w historii Kazimierza
WOJNA - "Przysięgam być wiernym ojczyźnie mej, Rzeczpospolitej Polskiej"
WOJNA - Partyzancki samotny grób przy kościele p.w. św. Anny
WOJNA - Wspomnienia o akcji pod Zastowem
Początki chrześcijaństwa w Kazimierzu n/Wisłą
Okruchy Pamięci
Inny Kazimierz: kolorystów, awangardy, arsenałowców
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Od Andrzeja Kołodziejka do piwka...
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Spotkanie z malarzem
O śniegu, sankach i świetach
O dziesiątej w kawiarni na rogu rynku i lubelskiej
Notatki z natury
Był sobie hotel...
Willa pod różami
Wermanowie z Kazimierza
Wspomnienia Pani Heleny Werman
Jak daleko, jak blisko...
Teatr uliczny


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR4 -> Notatki z natury

  Notatki z natury

 

 16/17. III. 2001 Eugeniusz Delacroix – miał w pracowni fortepian – sam trochę grał i był wielkim koneserem muzyki. Jego przyjaciel Fryderyk, tam w pracowni, improwizował, komponował. Eugeniusz był w euforii, pisał w listach do ludzi i w swoim dzienniku o tym niezwykłym pięknie grania przyjaciela Fryderyka. On zaś, Chopin w żadnym liście do bliskich o malarstwie, o uroku pracowni ani słowa. Nie widział obrazów, nie czuł atmosfery pracowni. Tak mu to było obojętne. Czy tylko muzycy geniusze są bierni na sztuki pikturalne? Że wspomnę Mozarta, który często bywał w Wenecji; koncertował, chodził przecież po niej, a w listach (szczególnie licznych) do ojca – nawet nie wspomniał o czarze miasta, o jego niezwykłej atmosferze. Nie widział jej uroku, może tylko słyszał?

 Nie możemy mieć im tego za złe, bo stworzyli tak magiczną, genialną muzykę. A miłość do nich i tak jest ogromna, choć nie odwzajemniona.

 27. III. 2001 Skąd tej śnieżnej wiosny pod powiekami wy-raźny obraz lata ledwie wczoraj widzianego? (Wczoraj – półtora wieku temu). Ona. Do połowy w puszystej łące zanurzona. Nad horyzontem pulsuje powietrze od nagrzanej ziemi. Motyle cicho klaskają skrzydłami. W nas granie, muzyka, uparte, dojmujące frazy z Nabucco Verdiego.

 Ona – już punkcikiem znikającym w oddali.

 Łąka białym puchem przykryta i gawrony na śniegu.

 

24. IV. 2001 Skrzętnie poukładane słowa, myśli pięknie osadzone w zdaniach nic nie znaczą, jeśli nie ma w tym czułości, wielkiego oddania, pietyzmu, zaintrygowania, czasem zwykłej ciekawości – jak przy malowaniu. Mówią, że słowa same przyjdą, jeśli się wie o czym się mówi i barwy ułożą się bezwiednie niby bez naszego udziału, skoro je widzimy.

8. VI. 2001 Obrazy jak żywe towarzyszą mi. Widocznie są skazą profesji malarza… Owe polne kwiaty mojej kuzynki rzucone na czarny jak heban fortepian. Puszystość bukietu z chabrami, makami, srebrną trawą, która jak pióropusze ptasich piór, jeszcze zmiękczają naręcze. Potem jak w kadrze kamery wzrok przenoszę na piękne dłonie, na klawiaturę fortepianu gdzie lewa ręka delikatnie dotyka basów, prawa niesie melodię śliczną – liryczną. Muzyka bieży, oddala się, zanika, obraz zaś zastyga. Jest zawsze blisko. Pod powiekami.

15. VII. 2001 Jeśli malarz jest niemuzykalny, jego sztuka nie osiągnie wyżyn (tak myślę). Słyszymy frazy, czasem Króla Filipa Verdiego, ową arię wspaniałą i gorącą. On – J. Verdi wtedy jeszcze płomienny, kiedy to 80-letni komponował. Czasami też słyszymy niebywałą, prostą arię J.S. Bacha na strunie „G”, lub suitę Albignioniego, czy piękne kadencje Boccheriniego. .

Kilka dni temu, kiedy malowałem grzywy pinii, już wiedziałem, że tę miękkość, puszystość osiągnąłem. Wówczas miałem pewność jak namalować czuprynę Kazia (7-lat). Kiedy z miękką pinią (obrazem) wracałem z pleneru, już nie byłem pewny, że tak właśnie trzeba malować włosy i miałem niejakie wątpliwości. Obiecałem (tak jak bym coś przeoczył) to na później – do następnego obrazu, którego z niecierpliwością oczekiwałem. Byłem pewien, całkowicie przekonany, że to nastąpi. To dobrze, bo jest nadzieja, szansa, że pokonam ów trzeci wymiar i miękkość rzeczy – w obrazie. Ale za każdym razem malowania owo przekonanie i rozległe wątpliwości się powtarzały. I już wiem, że dążenie do „dzieła” jest ważniejsze niż ono samo.

1 2 3
Zobacz zdjęcia
Rys. Jerzy Gnatowski

Rys. Jerzy Gnatowski

Rys. Jerzy Gnatowski

Rys. Jerzy Gnatowski

Rys. Jerzy Gnatowski

Rys. Jerzy Gnatowski




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe