kazimierz dolny
imieniny: Agnieszkii
Niedziela 21 stycznia 2018
Brulion on-line NR4
KRWAWA ŚRODA - 18 listopada 1942 - Krwawa Środa
KRWAWA ŚRODA - Relacje świadków
KRWAWA ŚRODA - Fragment książki "Wspomnienia i dokumenty" [ T.1 s.174-175]
KRWAWA ŚRODA - W XXX rocznice "Krwawa Środa"
KRWAWA ŚRODA - To już 60 lat! Krwawa Środa w Kazimierzu Dolnym n/Wisłą
KRWAWA ŚRODA - Ponure dni w historii Kazimierza
WOJNA - "Przysięgam być wiernym ojczyźnie mej, Rzeczpospolitej Polskiej"
WOJNA - Partyzancki samotny grób przy kościele p.w. św. Anny
WOJNA - Wspomnienia o akcji pod Zastowem
Początki chrześcijaństwa w Kazimierzu n/Wisłą
Okruchy Pamięci
Inny Kazimierz: kolorystów, awangardy, arsenałowców
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Od Andrzeja Kołodziejka do piwka...
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Spotkanie z malarzem
O śniegu, sankach i świetach
O dziesiątej w kawiarni na rogu rynku i lubelskiej
Notatki z natury
Był sobie hotel...
Willa pod różami
Wermanowie z Kazimierza
Wspomnienia Pani Heleny Werman
Jak daleko, jak blisko...
Teatr uliczny


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR4 -> Wermanowie z Kazimierza

  Wermanowie z Kazimierza

Czwarte pokolenie

Józef Werman, budowniczy skromnej kamieniczki przy ul. Klasztornej, która przetrwała w swym pierwotnym kształcie do dziś, był więc przedstawicielem trzeciego pokolenia Wermanów, którzy w Kazimierzu żenili się, płodzili dzieci i rzetelnie pracowali dla ich przyszłości. Nie były to kariery błyskotliwe i szybkie. Ich średnia zamożność nikogo nie kłuła w oczy, ale przecież powoli pięli się w górę, tworząc nową mieszczańską klasę miasteczka. Rosnący dobrobyt takich jak oni stanowił podwalinę pomyślności nie tylko całego rodu ale
i Kazimierza. Handel w mieście to przecież podatki, a podatki to zasobna kasa miejska.
   
Gdy przyjechałam do Kazimierza, do pani Heleny Wermanowej, żony Antoniego brata p. Wacława, padło pytanie dlaczego właściwie chcę pisać o Wermanach. Były tu w Kazimierzu świetniejsze rody: Ulanowscy, słynni garbarze,z których rodu wywodził się jeden z najlepszych przed-wojennych burmistrzów Kazimierza, Berensowie, od kilku wieków związani z miasteczkiem...
   
Cóż mogłam odpowiedzieć. Chyba tylko to, że patrycjusze tworzą wielką historię lecz o przetrwaniu miast i państw decydują ci, którzy bez rozgłosu robią swoje, pracują jak potrafią najlepiej, a kiedy trzeba walczą.
   
A więc Antoni, syn masarza z ul. Klasztornej. W rodzinie mówiło się o nim, że był urodzonym kupcem, miał to we krwi. Wszystko czego się tknął w tym fachu nabierało blasku, wielkomiejskiego polotu, iście amerykańskiej przedsiębiorczości.
   
Czy pani wie, mówi pani Helena, że mój mąż w swoim sklepie kolonialnym przed wojną miał już telefon, a specjalny posłaniec zanosił zamówione artykuły do pensjonatów? W dawnej masarni przy ul. Klasztornej 4, Antoni założył w latach trzydziestych coś w rodzaju delikatesów. Podsuszane wędliny sprowadzał aż ze Zdołbunowa, wielkiego folwarku na kresach, towary kolonialne miał tylko najlepszych marek. Trudno było z nim konkurować. Swoje handlowe talenty łączył pan Antoni z osobistym urokiem i aktorską wręcz powierzchownością. Wyszłam za mąż za najprzystojniejszego chłopaka w Kazimierzu, mówi p. Helena i pokazuje zdjęcia. Oto wysoki, ciemnowłosy mężczyzna ze śmiejącymi się oczyma na spacerze z nią na kazimierskim Rynku, oto zdjęcie ślubne z 1942 roku. Ślub był w Janowcu bo stamtąd pochodziła panna młoda. Brali go w kwietniu, na Wielkanoc, a dopiero w czerwcu p. Helena kończyła 18 lat. Bo poznali się przez zupełny przypadek, gdy p. Helenka wracając z ojcem do Janowca poszła do sklepu przy ul. Klasztornej kupić dla niego papierosy. Przystojny. sprzedawca wydawał resztę i nie spuszczał z niej oka. W najbliższą niedzielę przyjechał wraz z kolegami na mszę do kościoła w Janowcu, gdzie śpiewała w chórze lecz ona na jego widok po prostu czmychnęła. Ale cóż, serce nie sługa; po roku starań przystojnego kawalera, wyszła za niego stając się szczęśliwą. panią Wermanową.
   
Siedzimy w domu Wermanów przy Rynku (nr 8) i oglądamy pamiątki. Oto dyplom kupiecki Antoniego z 1934 roku. Terminował w Składzie Win i Towarów Kolonialnych Tomasza Żurka w Lublinie przy Krakowskim Przedmieściu 19. Z pożółkłego dokumentu spisuję, iż. Antoni: „pilnie wiernie i rzetelnie się sprawował i stosownie do przepisów Księcia Namiestnika Królewskiego (!) z dnia  11 stycznia 1817 roku, czas umówiony odsłużył”. I dalej: „po przekonaniu się o jego dobrych postępkach tak we względzie moralnym jak i posiadaniu nauk, niniejszy list na ukończenie praktyki zezwala upraszając wszystkich PP kupców, tak zagranicznych (!) jak i krajowych, a szczególnie członków Zgromadzenia Kupców, aby Wermanowi Antoniemu w przedsięwzięciach jego pomocni i przychylni być raczyli, co w każdym podobnym zdarzeniu wzajemnie uczynić gotów będzie”. I podpisy: wyzwalającego, starszego cechu i podstarszego. Tak to w owym czasie promowano adepta kupieckiego rzemiosła bacząc, aby w zarabianiu pieniędzy o moralności i solidarności pamiętał.
   
Antoni Werman musiał być od początku uznawany w cechu za zdolnego ucznia, bowiem pracę uzyskał w 1935 roku w najlepszym i. największym podówczas „Handlu Gastronomiczno-Kolonialnym Radzymiński i s-ka” przy Krakowskim Przedmieściu 56 w Lublinie. Po 2 latach, na skutek choroby ręki zmuszony był zwolnić się od Radzymińskiego, aby po pewnej przerwie rozpocząć handlowanie na własną rękę w rodzinnym Kazimierzu.
   
Miasteczko, które odkryli jakby na nowo malarze i artyści w latach dwudziestych osiągnęło pełny rozkwit w następnym dziesięcioleciu, kiedy to udało się rozreklamować zdrowotne walory Kazimierza. Miasto żyło z letników, którzy zjeżdżają tu tłumnie mając do dyspozycji coraz więcej hoteli i pensjonatów a także możliwość otarcia się o kolorowy świat warszawskiej cyganerii artystycznej; sławnych malarzy, literatów i poetów.
   
W roku 1933, na 600-lecie Kazimierza, ukazało się wydawnictwo magistratu miasta, które zamieściło m.in. zestawienie liczby wycieczkowiczów i letników, którzy corocznie je odwiedzali. W roku 1932 bawiło np. w Kazimierzu ponad 11 tys. przyjezdnych, w tym kilka tysięcy letników. Mieli oni do dyspozycji ok. 60 pensjonatów i hoteli.
   
Miał sklep Antoniego Wermana wytworną klientelę i prosperował znakomicie. Sam właściciel zdobywał kupieckie doświadczenie i uznanie. Tuż przed wojną wziął udziałw przetargu na urządzenie nowoczesnego sklepu w Poniatowej rozbudowywanej w ramach COP, i na dwa tysiące ofert uzyskał pierwszą lokatę. Zaczął już nawet przygotowywać całe przedsięwzięcie kiedy wybuchła wojna.
1 2 3 4
Zobacz zdjęcia



Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe