kazimierz dolny
imieniny: Wiktora i Małgorzaty
Środa 17 października 2018
Brulion on-line NR4
KRWAWA ŚRODA - 18 listopada 1942 - Krwawa Środa
KRWAWA ŚRODA - Relacje świadków
KRWAWA ŚRODA - Fragment książki "Wspomnienia i dokumenty" [ T.1 s.174-175]
KRWAWA ŚRODA - W XXX rocznice "Krwawa Środa"
KRWAWA ŚRODA - To już 60 lat! Krwawa Środa w Kazimierzu Dolnym n/Wisłą
KRWAWA ŚRODA - Ponure dni w historii Kazimierza
WOJNA - "Przysięgam być wiernym ojczyźnie mej, Rzeczpospolitej Polskiej"
WOJNA - Partyzancki samotny grób przy kościele p.w. św. Anny
WOJNA - Wspomnienia o akcji pod Zastowem
Początki chrześcijaństwa w Kazimierzu n/Wisłą
Okruchy Pamięci
Inny Kazimierz: kolorystów, awangardy, arsenałowców
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Od Andrzeja Kołodziejka do piwka...
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Spotkanie z malarzem
O śniegu, sankach i świetach
O dziesiątej w kawiarni na rogu rynku i lubelskiej
Notatki z natury
Był sobie hotel...
Willa pod różami
Wermanowie z Kazimierza
Wspomnienia Pani Heleny Werman
Jak daleko, jak blisko...
Teatr uliczny


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR4 -> Wermanowie z Kazimierza

  Wermanowie z Kazimierza

Życie zwyczajne

Wacław Werman po powrocie z obozu zaczepił się o pracę byle jaką, bo życiorys nie pozwalał na zbyt wysokie aspiracje. Zaczął w Lubelskiej Spółdzielni Spożywców jako konwojent, a odszedł po wielu latach z lubelskiego „Społem” jako ceniony kierownik działu gastronomii. Radiotechnikę porzucił dla kalkulatora i biurowej dokumentacji. W pewnym sensie wrócił do rodzinnych, kupieckich tradycji.
   
Antoni Werman, zostając w Kazimierzu wziął natomiast udział w powojennej odbudowie miasteczka kładąc w tym dziele znaczącą cegiełkę.
   
Jak opowiada pani Helena, Antoni nie pozbył się po wojnie swoich kupieckich pasji. Biorąc liczne pożyczki kupili ruiny kamienicy w Rynku (pod ósemką), próbując najpierw wyremontować to, co z niej zostało. Gdy jednak wszystko runęło, bowiem podpiwniczenie budynku prawie nie istniało, musieli wznieść dom od nowa, ściśle według projektu Karola Sicińskiego, rekonstruującego po wojnie pierwotny wygląd kazimierskiego Rynku. Musiał więc być pochyły dach kryty gontem, okna od frontu odpowiedniego formatu itp. W jednym Antoni Werman nie ustąpił  na parterze zaprojektował sklepi to okazały: z dwoma wystawami, sporym wnętrzem i zapleczem.
   
Po raz pierwszy weszliśmy do swego domu w 1948 roku  wspomina pani Helena.  Antoni otworzył sklep, cieszył się swoim handlowym królestwem, nowym życiem. Nie trwało to jednak długo. W 1949 roku handel prywatny przestał w Polsce istnieć niszczony domiarami podatkowymi. Kupiecki rodowód był „klasowo obcy”, nie należało się nim szczycić.
   
Helena Wermanowa wyciąga jeszcze jeden pożółkły arkusz papieru. Podanie Antoniego z 1949 r. z prośbą o pracęw Państwowej Centrali Handlowej w Lublinie, której podlegała także sieć upaństwowionych sklepów w Kaz-mierzu. Widocznie doceniono tam kwalifikacje przed-wojennego kupca bo pracę otrzymał. Kierował dwoma placówkami handlowymi w miasteczku przez dwa lata, do czasu aż przejęła je Samopomoc Chłopska.
   
Późniejsze koleje losu Antoniego Wermana były różne. Czas pewien był bez pracy, mając „prywaciarski życiorys” i dopiero po 1956 roku nieco odżył kiedy dyrekcja MHD powierzyła mu prowadzenie dużego sklepu spożywczego w Rynku (na rogu, naprzeciwko SARP). Zrobił z niego istne cacko, pierwsze w Kazimierzu delikatesy, z którymi nie mogły konkurować geesowskie sklepiki „z mydłem i powidłem”. Pamięta się o tym w miasteczku do dziś.
   
Pod koniec życia Antoni Werman zszedł jednak ze swego posterunku za sklepową ladą i przez 10 lat prezesował spółdzielni SCh „Zgoda” w Kazimierzu. Ciężko chorując, odszedł na rentę. Zmarł w 1979 r.
   
Dziś nad dawnym sklepem Antoniego Wermana widnieje napis „Galeria”, a estetycznie urządzone wnętrze wabi kolorowymi obrazami i gustownym barkiem z kawą, winami i koniakami. Dwie duże wystawy zaprojektowane przez Antoniego, przydały się. Można zaglądając do środka odczytać czy kazimierski pejzaż malował Gnatowski, Kołodziejek czy może ktoś mniej znany. Galerię prowadzi córka Antoniego  Maria wraz z synem Maciejem. Nazwisko już nie to, bo córka po mężu nazywa się Żuk, lecz tradycji rodzinnej stało się zadość. Maciej zamierza zostać menedżerem przemysłowym, robić coś wielkiego. Galeria pomoże w starcie do tego celu.
   
Historia rodu Wermanów zatoczyła zatem wielkie koło. Kupieckie tradycje kultywowane przez kilka pokoleń znów odżywają, aczkolwiek nie jest to prosta kontynuacja masarskiego rzemiosła czy delikatesowego handlu. Maria Żuk, z domu Werman, doktor chemii i specjalista toksykolog
w puławskim Instytucie Weterynarii, zdobywczyni kilku stypendiów na amerykańskich uczelniach, odkryła oto w sobie żyłkę przedsiębiorczości.
   
Ród Wermanów, którego cząstkę historii próbowałam przedstawić jawi się zatem jak żyła szczerego złota w szarej codzienności życia. Oni przetrwali. Nie robili nic wielkiego, po prostu rzetelnie pracowali, żyli uczciwie, służyli krajowi. Tak niewiele i tak dużo zarazem.
 
1 2 3 4
Zobacz zdjęcia



Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe