kazimierz dolny
imieniny: Agnieszkii
Niedziela 21 stycznia 2018
Brulion on-line NR4
KRWAWA ŚRODA - 18 listopada 1942 - Krwawa Środa
KRWAWA ŚRODA - Relacje świadków
KRWAWA ŚRODA - Fragment książki "Wspomnienia i dokumenty" [ T.1 s.174-175]
KRWAWA ŚRODA - W XXX rocznice "Krwawa Środa"
KRWAWA ŚRODA - To już 60 lat! Krwawa Środa w Kazimierzu Dolnym n/Wisłą
KRWAWA ŚRODA - Ponure dni w historii Kazimierza
WOJNA - "Przysięgam być wiernym ojczyźnie mej, Rzeczpospolitej Polskiej"
WOJNA - Partyzancki samotny grób przy kościele p.w. św. Anny
WOJNA - Wspomnienia o akcji pod Zastowem
Początki chrześcijaństwa w Kazimierzu n/Wisłą
Okruchy Pamięci
Inny Kazimierz: kolorystów, awangardy, arsenałowców
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Od Andrzeja Kołodziejka do piwka...
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Spotkanie z malarzem
O śniegu, sankach i świetach
O dziesiątej w kawiarni na rogu rynku i lubelskiej
Notatki z natury
Był sobie hotel...
Willa pod różami
Wermanowie z Kazimierza
Wspomnienia Pani Heleny Werman
Jak daleko, jak blisko...
Teatr uliczny


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR4 -> Teatr uliczny

  Teatr uliczny

Zaraz po wojnie przy Puławskiej zamieszkiwało kilka kóz. U Tadka koza trzymana była w dawnej spiżarni restauracyjnej nieczynnego hotelu „Bristol”. Lubiłem patrzeć, jak wysuwała różowy nos przez dziurę wyciętą w drzwiach. – Zrobiono z niej pasztet. – poinformował mnie Tadek, gdy pewnego dnia nie spotkałem jej na stałym miejscu.

Zupełnie natomiast nie wiem, co stało się z czarną kozą babci Łysiowej, zajmującej ostatnie zabudowania ulicy. Dalej były jeszcze ruiny dwóch domów i kilka stromych ścieżek, którymi wracałem na spóźniony obiad.       

Chałupka Łysiowej tuli się do zbocza porośniętego śliwkowym sadem. Pewnego dnia sprzedała całą tę posiadłość i wyjechała nie wiadomo gdzie, wywożąc astronomiczną dla nas kwotę kilkudziesięciu tysięcy złotych, które podobno zapłacił adwokat z Radomia.

Ale to było później, bo na razie do transakcji jeszcze nie doszło. Jest wieczór. Łysiowa zamyka kozę w piwnicy, a na początku ulicy, zaraz za Farą, otwierają się schowane w grubym murze drzwi. Wyłania się z nich wraz z rowerem Pan Organista. Na rowerze jedzie do swojej przyszłej, drugiej żony, mieszkającej na samym początku dolnej Puławskiej, zaraz za transformatorem. Obok organistówki, w miejscu, gdzie manierystycznym szczytem pysznił się kiedyś dom sprowadzonych dla śpiewania godzinek mansjonarzy, w budynku wzniesionym na ruinach mansjonarii, rozgrywa się tragedia. Zdesperowana żona zatapia nóż w piersi męża.
– „Kto się w opiekę odda Panu Swemu, Ojcu, Synowi, Duchowi Świętemu” – słychać śpiew z Fary.

Pełna opowieść o ulicy Puławskiej to też wydarzenia tragiczne i mroczne. Skamieniały ze zgrozy widzę listopadowy dzień, zapisany w historii miasteczka jako „Krwawa Środa”. W ciszy słychać jadące od Puław samo-chody z wojskiem. Niemcy czekali z akcją do późnej jesieni, aż opadną liście, mogące zasłaniać uciekających ludzi. O pierwszej w nocy obstawili Kazimierz. Zacieśniając obławę, szli od domu do domu. Szukali partyzantów, posługując się przygotowanymi listami.

Ojciec dziewięciomiesięcznego Tadeusza uciekł na zbocze za hotelem. Jedna z wersji mówiła, że niósł ciepłe okrycia dla córek, które schroniły się tam wcześniej. Wypatrzony w świetle wstającego dnia, padł ścięty serią z karabinu  maszynowego.

Życie odwraca klasyczną dramaturgię i najpierw pada strzał a później jest naznaczone jego konsekwencją dalsze życie całej rodziny.
    
Ulica wymusza jedność miejsca: podążają nią Żydzi, pędzeni przez jadących na koniach Niemców. Wszyscy niosą to, co udało im się zabrać ze swojego dobytku. Jakaś starsza kobieta dźwiga pierzynę. Jest jej bardzo ciężko. Opada z sił. Trudno jej podjąć decyzję o pozbyciu się ciężaru. W końcu porzuca pierzynę pod płotem. Ostatni raz ogląda się za nią i widzi jak zabiera ją mieszkanka Puławskiej, jedna z wielu obserwatorów wyjścia.                       
– A kto po tobie weźmie pierzynę? – woła Żydówka.

Wiele lat później toczący się z góry autobus z zepsutymi hamulcami masakruje siedzącą na ławce kobietę, tę która przywłaszczyła sobie pierzynę. Dzieje się to w innym czasie i miejscu. Tylko jedność akcji zostaje zachowana.

Nad ulicą górują ruiny zamku a kawałki gruzu staczają się aż pod ściany przybudowanych do stoku domów. Kiedyś, gdy zamek przydatny był w wojnach, nie pozwalano budować tak blisko, gdyż zakamarki i załomy zabudowy mogły po-służyć za schronienie nacierającym. Zamek przestał być potrzebny od ostatniej wojny ze Szwedami. Podczas tej przedostatniej, zwanej „potopem”, właśnie ulicą Puławską wjeżdżał do miasta oddział wojska. Wracają z bitwy, która rozegrała się miedzy Gołębiem a Włostowicami. To żołnierze hetmana Czarnieckiego. Rozgrzani walką, w której musieli ustąpić pola Szwedom, plądrują miasteczko i mordują siedemdziesięcioro jego starozakonnych mieszkańców. Pamięć o tym pogromie przechowały księgi w bożnicy, w której corocznie, przez prawie trzysta lat, modlono się za zabitych wtedy. Dziś nikt nie pozostał na straży dawnych grobów. Nowe zbrodnie zmiotły tamtą pamięć a nowi mieszkańcy modlą się za swoich poległych.                      
1 2 3
Zobacz zdjęcia
Hotel przy Puławskiej

Ojciec Tadeusza, Lucjan Pałka w latach 20.

Rys. Jerzy Gnatowski, Ulica Puławska (dolna)




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe