kazimierz dolny
imieniny: Zyty i Teofila
Piątek 27 kwietnia 2018
Brulion on-line NR5
Listy do "brulionu" - Drużyna WOPR w Kazimierzu Dolnym
Listy do "brulionu" - Batalion "Parasol"
Listy do "brulionu" - Wspomnienia czy oszczerstwa?
Widokówki - Kazimierz na dawnych widokówkach
Widokówki - O pocztówkach i kazimierskiej architekturze
Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste
Wspomnienia - Aptekarze
Rocznica - 20. rocznica śmierci Jerzego Kuncewicza
Sylwetki - Mój stryj Bolesław
Sylwetki - Bolesław Kurzawiński 1898 - 1987
Wspomnienia - Tamte czasy
Szkoła - Opowieść o prawdziwym człowieku
Dom w Kazimierzu - Dom Michalskiego
Kazimierzacy - Dzieje życia Florentyny Walencik
Kazimierzacy - Moja historia zaczęła się w Kazimierzu...
Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu
Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego
Sylwetki - Edward Kalinowski
Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik
Listy spod studni - Hałaśliwi, męczący, źli


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR5 -> Listy do "brulionu" - Wspomnienia czy oszczerstwa?

  Listy do "brulionu" - Wspomnienia czy oszczerstwa?

dowolnie, stosownie do własnych interesów manipulować, powołując się przy tym na sprawiedliwość Boską, a także na własne obowiązki wobec historii i potomnych.
Czy jednak obowiązki wobec historii były rzeczywistą przyczyną powstania jej wspomnień?
Istnieje stare powiedzenie, że kiedy nie wiadomo, o co chodzi, to zazwyczaj chodzi o pieniądze. W tym wypadku chodziło nie tyle o pieniądze, ile raczej o potwierdzenie prawa do ziemi i zalegalizowanie istniejącego od okupacji stanu posiadania.

W czasie, kiedy nasz Ojciec był żołnierzem AK i WIN, a potem siedział jako więzień polityczny w wiezieniu stalinowskim z dożywotnim wyrokiem – przywłaszczenie sobie należnej mu części majątku – ziemi, wyposażenia domu i gospodarstwa nie było trudne. Było zupełnie proste. Po wyjściu z wiezienia Ojciec nie dopuszczał myśli, że mógłby procesować się z siostrą o zwrot zagarniętych przez nią pamiątek rodzinnych czy mebli i długo nie mógł uwierzyć, że pragnie ona pozbawić go należnej mu części ojcowizny. Wniosek Janusza Szczepkowskiego o przyznanie mu całości majątku, skierowany do Państwowej Komisji Uwłaszczeniowej na początku lat 70-tych rozwiał ostatecznie wszelkie złudzenia. Janusz bowiem, oczywiście w porozumieniu z matką, wystąpił o uwłaszczenie go na całości majątku tj. na 30 ha. Komisja przyznała mu tylko 13 ha. To go nie zadowoliło.
Wraz z Matką chcieli całości. Odwołał się do sądu i w wyniku procesu prawa do 24 ha uzyskał Skarb Państwa, prawa do 4 ha otrzymał nasz Ojciec, a Janusz prawa do 2 ha.
Wnuczki J. Szczepkowskiej piszą w przedmowie; „wskutek sądowych operacji Władysława Siła-Nowickiego w latach siedemdziesiątych wylągowska ziemia stała się własnością Skarbu Państwa”. Czy można uwierzyć, że nie wiedzą jak było naprawdę??

Dla autorki wspomnień uzyskanie prawa do całości majątku było ważne, bo umożliwiałoby usunięcie z wylągowskiego domu brata z rodziną. Nieudana próba zagarnięcia całości stała się dla niej prawdziwą katastrofą życiową: z samozwańczej właścicielki stała się zaledwie rezydentką…„Cytowane” we wspomnieniach ciotki pogardliwe, twarde słowa: „Wszystko tu jest moje. Moje! Jak ci się nie podoba, to fora ze dwora!” wcale nie nasza Babka Antonina wykrzykiwała do naszego Ojca (bo kiedy zresztą i dlaczego miałaby to robić?!), ale właśnie Janina Szczepkowska – do Janusza, kiedy to sprzeciwiał się jej woli w sprawach związanych z gospodarowaniem Wylągami. Podkreślała w ten sposób, że to ona jest właścicielką i „Panią” na Wylągach, a Janusz jedynie zarządza gospodarstwem i nie ma nic „do gadania”.

Po bezpowrotnej, ostatecznej utracie swoich praw do majątku – takie stawianie sprawy nie było już możliwe…

Książka – zapewne wbrew intencjom autorki – odsłania także jej stosunek do zasad postępowania przestrzeganych przez przyzwoitych ludzi.
Otóż na przykład o tym, jak wraz z Januszem włamała się do naszego pokoju w zamiarze przyłączenia go do zajmowanej przez siebie części domu pisze tak: „W pierwszych dniach maja mieliśmy też wizytę policji na skutek skargi obu córek mecenasa o „włamanie do dawnego salonu samowolnie zajętego”. Nie było to żadne włamanie. Klucz do tego pokoju był zawsze w naszym posiadaniu. Chcieliśmy zobaczyć, co się tam dzieje”.
Innymi słowy pisze ona - mam prawo wchodzić do cudzego mieszkania i robić tam, co mi się podoba.

Wspomnienia Janiny Szczepkowskiej mają także i zalety – dzięki nim wiemy wreszcie (przynajmniej częściowo), jakie pamiątki rodzinne, zagarnięte przez ciotkę zachowały się w części wylągowskiego domu zajmowanego dawniej przez ciotkę a obecnie przez jej wnuczki. Wyjaśniły się także niektóre, dotychczas niezrozumiałe wydarzenia.

1 2 3 4 5 6 7 8
Zobacz zdjęcia



Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe