kazimierz dolny
imieniny: Anastazji
Poniedziałek 22 stycznia 2018
Brulion on-line NR5
Listy do "brulionu" - Drużyna WOPR w Kazimierzu Dolnym
Listy do "brulionu" - Batalion "Parasol"
Listy do "brulionu" - Wspomnienia czy oszczerstwa?
Widokówki - Kazimierz na dawnych widokówkach
Widokówki - O pocztówkach i kazimierskiej architekturze
Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste
Wspomnienia - Aptekarze
Rocznica - 20. rocznica śmierci Jerzego Kuncewicza
Sylwetki - Mój stryj Bolesław
Sylwetki - Bolesław Kurzawiński 1898 - 1987
Wspomnienia - Tamte czasy
Szkoła - Opowieść o prawdziwym człowieku
Dom w Kazimierzu - Dom Michalskiego
Kazimierzacy - Dzieje życia Florentyny Walencik
Kazimierzacy - Moja historia zaczęła się w Kazimierzu...
Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu
Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego
Sylwetki - Edward Kalinowski
Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik
Listy spod studni - Hałaśliwi, męczący, źli


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR5 -> Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste

  Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste

Prusz za kierownicą, a my wszyscy w tyle. Brat wyszedł wcześniej, udając się na wschód według rozkazu wojskowego.

Przebyliśmy straszną gehennę, wędrując pod obstrzałem niemieckim. Jak benzyna się skończyła, Ojciec kupił konia z furmanką i Prusz z szofera awansował na woźnicę. Pod Kowlem dostaliśmy się pod panowanie Związku Radzieckiego. Polska straciła z takim trudem zdobytą nie-podległość. Zatrzymaliśmy się kilka dni w Kowlu. Tam Prusz odnalazł mego brata i po długich rozważaniach ze swoimi paniami wrócili przez zieloną granicę do Warszawy, a my zostaliśmy pod okupacją radziecką i przeżyliśmy bardzo trudny okres życia na terenie Rosji. Oswobodzenie zastało nas w Samarkandzie w Uzbekistanie, skąd po 6-cio tygodniowej podróży w bydlęcych wagonach wróciliśmy do Polski.

Wracając do przedwojennego Kazimierza trudno nie wspomnieć o takich bywalcach jak John, prof. Skoczylas, prof. Bartłomiejczyk, Lorentowiczówna, Słupski, Topolski, Eryk Lipiński, bracia Sajdenbeutlowie, Kanarek, Michalak, Tuwim, Słonimski. Wielu z nich było naszymi gośćmi. Gościliśmy również wielu aktorów, jak Gierasińscy, Bodo i inni. Swoimi dowcipami i humorem niejednego rozśmieszali do łez.

Nie można się dziwić, że Kazimierz był lubiany i często odwiedzany przez ludzi, którzy nadawali szczególny charakter temu zakątkowi. Do dużych atrakcji miasteczka należały corocznie odbywające się bale kostiumowe malarzy. Inicjatorką i organizatorką była moja Matka i dzięki pomocy dowcipnej grupy studentów ASP, zabawa ta była dużym i wesołym wydarzeniem. Ściany „Sali balowej” były dekorowane karykaturami malowanymi przez Topolskiego. Na jednym z afiszów była karykatura mojego Ojca, trzymającego na kolanach Esterkę. Mamie ten rysunek nie przypadł do gustu. Ja miałam strój według projektu Zuzi Pruszkowskiej. Obcisła góra, spódnica szeroka zakończona kołem drucianym, podwiniętym do góry, tworzącym kosz wypełniony kwiatami, na głowie czapka, przypominająca szypułkę z pręcikami i słupkiem. Jako nastolatka byłam przejęta tym wystąpieniem, tym bardziej, że przypadło mi otworzyć bal, tańcząc, jako pierwsza para mazura. Partnerem był prof. Bartłomiejczyk, ubrany w kontusz, wysokie buty i rogatywkę z pawim piórem. Dziarsko w takt muzyki prowadziliśmy orszak tańczących. Tak zaczynało  się  szaleństwo  trwające  do  białego  rana.

Każdego wtorku na rynku miasteczka odbywał się jarmark. Zjeżdżało bardzo dużo furmanek z bliższych i dalszych wsi. Rynek był przepełniony straganami sprzedającymi ubrania, obuwie i najrozmaitsze świecidełka, obrazy o tematyce religijnej, książeczki do nabożeństwa, medalioniki i masę różnych innych przedmiotów. Tam się kupowało nabiał, drób, owoce, warzywa prosto od chłopów. Targowisko trwało od wczesnego ranka do południa.
Któregoś wtorku, p. Gierasiński, będąc w dobrym humorze, wpadł na pomysł urządzenia straganu. Rozłożył plandekę na trotuarze obok apteki i pościągał najrozmaitsze graty od nas i od sąsiadów. Było tam pełno starych garnków, butelek i innych staroci. Dominowały stare tenisówki E. Johna, który też uczestniczył w tym handlu. John był stale tak samo ubrany: zielony wypłowiały beret, w którym spał, koszula z chusteczką zawiązana pod szyją, spodnie z grubego brezentowego płótna, rozszerzane na dole i tenisówki, które przy zakupie były jeszcze białe i w których od razu wycinał otwory, by stopy się nie pociły i mogły wietrzyć. Gierasińska naganiała zdziwione baby, a letnicy, udający się na plażę, otaczali ten punkt sprzedaży, pękając ze śmiechu, bo odbywało się to w pełnej humoru atmosferze. Takich ad hoc wesołych imprez było dużo, potęgowały one nastrój beztroskiego urlopu, spędzanego w tym pięknie położonym nad Wisłą miasteczku, w którym w każdym zaułku można było

1 2 3
Zobacz zdjęcia
Stanisław Lichtson. Ojciec

Budynek apteki w budowie. Lata 20




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe