kazimierz dolny
imieniny: Agnieszkii
Niedziela 21 stycznia 2018
Brulion on-line NR5
Listy do "brulionu" - Drużyna WOPR w Kazimierzu Dolnym
Listy do "brulionu" - Batalion "Parasol"
Listy do "brulionu" - Wspomnienia czy oszczerstwa?
Widokówki - Kazimierz na dawnych widokówkach
Widokówki - O pocztówkach i kazimierskiej architekturze
Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste
Wspomnienia - Aptekarze
Rocznica - 20. rocznica śmierci Jerzego Kuncewicza
Sylwetki - Mój stryj Bolesław
Sylwetki - Bolesław Kurzawiński 1898 - 1987
Wspomnienia - Tamte czasy
Szkoła - Opowieść o prawdziwym człowieku
Dom w Kazimierzu - Dom Michalskiego
Kazimierzacy - Dzieje życia Florentyny Walencik
Kazimierzacy - Moja historia zaczęła się w Kazimierzu...
Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu
Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego
Sylwetki - Edward Kalinowski
Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik
Listy spod studni - Hałaśliwi, męczący, źli


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR5 -> Wspomnienia - Aptekarze

  Wspomnienia - Aptekarze

W 1940 roku nielegalnie przekraczając „zieloną granicę” zjawili się w Kazimierzu wszyscy Petrykowscy: Józef Petrykowski (mój dziadek) oraz jego synowie Aleksander, Ludomir, Jerzy, zięć Zembal z córką Basią i rodzina Chmielnickich (krewni ze strony babci) – w sumie dziesięć osób. W mieszkaniu nad apteka zrobiło się ciasno, tym bardziej, że niebawem dotarła tu również siostra mojej mamy – Maryla (późniejsza Szmausowa) i gosposia moich rodziców Maria Hańczyk. Obu im groziło zesłanie na roboty do Niemiec, uciekły więc tutaj, oddalając wyrok. Rodzinny najazd zachwiał pewność mojej matki w rychły powrót do Poznania, ciągle jednak miała nadzieję, że tam wróci.

Bracia ojca zajęli się handlem, otworzyli wielobranżowy sklep koło apteki, w domu Lichtsona. Zamieszkali w domu Blicharskich (dzisiejsza Dzwonnica). Wkrótce zaczęli wrastać w środowisko Kazimierza. Siostra mojej mamy wyszła za mąż za Wacka Szmausa – syna właścicieli pensjonatu na Czerniawach. Jerzy Petrykowski ożenił się z Jadwigą Nowakówną.

W 1944 – zmarł w Warszawie Józef Petrykowski – mój dziadek. Pochowany w niewiadomym miejscu, w zbiorowej mogile nie doczekał się własnego grobu. Niemcy w Poznaniu zlikwidowali cmentarz, gdzie pochowana była jego żona (moja babka) z córką. W ten sposób okupant pozbawił nas związku z przeszłością.

W mieszkaniu nad apteką przeżyliśmy całą okupację. Tam również urodziłam się ja.
Dwa razy przesiedleni mieszkaliśmy w Mareczkach i Wojciechowie koło Nałęczowa. W Wojciechowie moja matka otworzyła prymitywną aptekę, resztki lekarstw przywiozła na fur-mance z Kazimierza. Ladę stanowiły dwie deski oparte o ramy łóżka, na której w dzień ustawiała wagę i medykamenty. Dużo ludzi korzystało z tej apteki, a niektórym z nich leki uratowały życie. Z wysiedlenia wracaliśmy każdorazowo do obrabowanego mieszkania i zdewastowanej apteki.

Koniec wojny, jak wszyscy, rodzice moi powitali euforycznie. Szybko jednak okazało się, że była to zbyt wczesna euforia. Milicja Obywatelska upatrzyła sobie mieszkanie nad apteką jako stosowny lokal na swoje potrzeby. Bez uprzedzenia i zapowiedzenia przedstawiciele władzy w 1945 roku wkroczyli do mieszkania i kazali się nam natychmiast wynosić. Matka próbowała oponować, ale wypchnięto ją kolbami na korytarz, wraz ze mną płacząca i trzymającą się jej spódnicy. Nie pozwolono się nam nawet spakować. Nasze rzeczy wiązane w prześcieradła i koc zrzucane były wraz z meblami w przestrzeń klatki schodowej. Niewiele ocalało z tego pogromu. Mieszkaliśmy parę dni w aptece a potem dzięki wyjątkowej uprzejmości pani Zakrzewskiej zamieszkaliśmy w hotelu Berensa.

W 1946 roku wrócił Stanisław Lichtson, zatrudnił moją matkę jako farmaceutę a zaraz potem wydzierżawił jej aptekę na okres jednego roku, od lipca 1946 do lipca 1947 roku.
Nie była to pewna posada i być może dlatego ojciec mój w marcu 1947 roku kupił (na nazwisko matki) aptekę w Wąwolnicy.
Matka moja nie akceptowała tej decyzji i pozostała w Kazimierzu do sierpnia 1947 roku. Potem apteka w Wąwolnicy zostaje sprzedana i rodzice moi wyjeżdżają do Poznania, aby odzyskać mieszkanie, kino i majątek po dziadku. Ja pozostałam w Kazimierzu u cioci. Niestety, okazało się, że w mieszkaniu gospodaruje przedstawiciel nowej władzy – towarzysz partyjny, a kino i inne nieruchomości zostały upaństwowione.
W tym czasie Stanisław Lichtson zdecydował się sprzedać aptekę z gwarancją stałego wynajmu lokalu. Tak więc za pożyczone pieniądze kupiono w grudniu 1947 roku aptekę w Kazimierzu.

Zamieszkaliśmy wówczas w domu p. Potworowskich na ulicy Krakowskiej. Matka z trudem rozstawała się ze swoim marzeniem o powrocie do Poznania. Jednak nie zdawała sobie sprawy, że wrastała coraz bardziej w tutejsze środowisko. Przestała być anonimowa, była potrzebna. Zresztą warto zauważyć, że moja matka kochała swoją pracę zawodową i przedkładała ją ponad wszystko. Nawet życie rodzinne nie fascynowało jej w taki sposób jak apteka. Dla mnie nostalgiczna tęsknota matki do Poznania była zupełnie niezrozumiała.

Urodziłam się tutaj, byłam dzieckiem prowincji, dla którego miasto nie miało żadnego uroku. Pozorna stabilizacja moich rodziców trwała dwa lata. 8 stycznia 1951 roku upaństwowiono apteki. Matka moja, używając wielkich protekcji postarała się o pozostawienie na stanowisku kierownika apteki, ojciec pracował jako księgowy. Byłam zbyt małym dzieckiem, abym mogła zrozumieć sytuację, w jakiej się zna-leźliśmy, ale trzeba było zaczynać wszystko od początku. Niestety, nie zdążyli, gdyż we wrześniu 1951 roku zmarł mój ojciec. Zostałyśmy same, w zmienionych warunkach materialnych, w trudnych i nieciekawych czasach nie było nam łatwo.

Matka moja pracowała w kazimierskiej aptece do 1970 roku.
Zmarła we wrześniu 1984 roku w Krynicy. Oboje moi rodzice pochowani są na kazimierskim cmentarzu.

1 2 3
Zobacz zdjęcia
Janina Petrykowska w Aptece

Dr K. Wjada z żoną i Mieczysław Petrykowski

Autorka na rękach u Celiny Karmańskiej. Obok Mieczysław Petrykowski




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe