kazimierz dolny
imieniny: Wiktora i Małgorzaty
Środa 17 października 2018
Brulion on-line NR5
Listy do "brulionu" - Drużyna WOPR w Kazimierzu Dolnym
Listy do "brulionu" - Batalion "Parasol"
Listy do "brulionu" - Wspomnienia czy oszczerstwa?
Widokówki - Kazimierz na dawnych widokówkach
Widokówki - O pocztówkach i kazimierskiej architekturze
Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste
Wspomnienia - Aptekarze
Rocznica - 20. rocznica śmierci Jerzego Kuncewicza
Sylwetki - Mój stryj Bolesław
Sylwetki - Bolesław Kurzawiński 1898 - 1987
Wspomnienia - Tamte czasy
Szkoła - Opowieść o prawdziwym człowieku
Dom w Kazimierzu - Dom Michalskiego
Kazimierzacy - Dzieje życia Florentyny Walencik
Kazimierzacy - Moja historia zaczęła się w Kazimierzu...
Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu
Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego
Sylwetki - Edward Kalinowski
Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik
Listy spod studni - Hałaśliwi, męczący, źli


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR5 -> Wspomnienia - Tamte czasy

  Wspomnienia - Tamte czasy

wtedy kierowniczkę sklepu – przywoziła końmi z piekarni w Kazimierzu chleb i inne artykuły niezbędne do życia. Prócz chleba można było kupić z reguły cukier, sól, marmoladę a także bardzo ważne – naftę, zapałki, świece i chyba niewiele więcej. Tak zresztą było wszędzie.

Na wsi jednak w każdym gospodarstwie były krowy, konie, kury, a często i owce. Mąka, nabiał, jajka, ziemniaki – były własne. Z nielegalnego, surowo ściganego uboju kupowało się czasem mięso czy słoninę – i można było przeżyć. Kobiety przędły wełnę i robiły z niej swetry, skarpety, rękawiczki. W sklepach takich luksusów nie było, a poza tym najczęściej nie było pieniędzy na ich kupno.

Tkałam na moim warsztacie prawie 10 lat, przez cały okres uwięzienia mojego męża. A potem, po roku 1956, po jego wyjściu z więzienia zamówienia na robotę raptem skończyły się jak nożem uciął!

Nie miałam zezwolenia na pracę chałupniczą, ani nie starałam się nigdy o nie, uważając że jako „żona bandyty” z pewnością go nie otrzymam. A jednak przez te długie lata nikt o moim warsztacie nie doniósł do władz, a ja mogłam w ten sposób utrzymywać moją rodzinę wprawdzie nielegalnie, ale skutecznie.

Czyż można sobie wyobrazić, że ówczesna milicja w Kazimierzu nie wiedziała o moim istnieniu i mojej pracy? Oni zawsze pierwsi wiedzieli wszystko i o wszystkich. Przez te wszystkie lata nie miałam jednak żadnych niespodziewanych i groźnych wizyt. Do tej pory myślę, czy było to tylko niedopatrzenie, w co trudno uwierzyć, czy też coś w rodzaju przyzwolenia na istnienie...

Cały ten długi i trudny okres naszego mieszkania w Wylągach bezpośrednio po wojnie i potem, kiedy obie moje córki uczyły się już w kazimierskim gimnazjum czuło się ludzką życzliwość i milczącą, dyskretnie okazywaną solidarność. Chociaż w tym czasie obowiązkowa była właściwie przynależność młodzieży do ZMP – Marysia nigdy nie zapisała się do tej organizacji i nie tylko nigdy nie miała z tego powodu żadnych przykrości ani od nauczycieli ani od dyrektora szkoły, p. Lucjana Dziwisińskiego, ale nawet nigdy nikt jej do zapisania się nie namawiał...

Dobrze też pamiętam moment, kiedy 1. grudnia 1956 roku wracaliśmy do domu po uwolnieniu męża z więzienia we Wronkach. Na dworcu PKS-u w Kazimierzu czekały na nas obie nasze córki, a wraz z nimi gromadka młodzieży. My przyjęliśmy to wtedy jako rzecz normalną – ale przecież nie zawsze i nie wszędzie było podobnie. Tamte, tak odległe dziś czasy był to okres zamykania się w sobie ludzi, okres strachu i obaw. Okres tak zasadniczo różny od lat 80-tych, lat naszej pierwszej „Solidarności”, a potem okresu stanu wojennego, które były czasem otwartych ludzkich serc! Dziś tak bardzo narzekamy na wszystko dookoła, i na to, że jest tak źle. A przecież wiele osób wie dokładnie, co znaczy życie naprawdę trudne i ciężkie. Wiele osób pamięta powojenne i późniejsze też niewesołe.

Wystarczy wspomnieć, jak wyglądały nasze wsie – Wylągi czy Skowieszynek w końcu lat 40-tych, 50-tych i 60-tych: bez szosy, oczywiście bez wody, drogi tonące w błocie wiosną i jesienią, a zimą często nieprzejezdne z racji zasp śnieżnych. Życie bez elektryczności, telefonów, bez autobusów i tak-sówek, bez samochodów dziś w prawie każdym domu obecnych, bez pięknych sadów, krzewów i kwiatów naokoło każde-go zabudowania i praktycznie bez pieniędzy.
1 2 3 4
Zobacz zdjęcia
Agnieszka Ewa Dąbrowska i Maria Nowicka-Maruszczyk w salonie dworu w Wylągach




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe