kazimierz dolny
imieniny: Zyty i Teofila
Piątek 27 kwietnia 2018
Brulion on-line NR5
Listy do "brulionu" - Drużyna WOPR w Kazimierzu Dolnym
Listy do "brulionu" - Batalion "Parasol"
Listy do "brulionu" - Wspomnienia czy oszczerstwa?
Widokówki - Kazimierz na dawnych widokówkach
Widokówki - O pocztówkach i kazimierskiej architekturze
Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste
Wspomnienia - Aptekarze
Rocznica - 20. rocznica śmierci Jerzego Kuncewicza
Sylwetki - Mój stryj Bolesław
Sylwetki - Bolesław Kurzawiński 1898 - 1987
Wspomnienia - Tamte czasy
Szkoła - Opowieść o prawdziwym człowieku
Dom w Kazimierzu - Dom Michalskiego
Kazimierzacy - Dzieje życia Florentyny Walencik
Kazimierzacy - Moja historia zaczęła się w Kazimierzu...
Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu
Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego
Sylwetki - Edward Kalinowski
Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik
Listy spod studni - Hałaśliwi, męczący, źli


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR5 -> Wspomnienia - Tamte czasy

  Wspomnienia - Tamte czasy

Nikt wtedy nie myślał ani o strzyżeniu trawników, ani o wygo-dach, ale ludzie mieli świadomość, że codzienna ciężka praca pozwala im przetrwać, wychować dzieci i zachować własną, specyficzną niezależność...

Wspominam też ludzi wtedy tu, w Kazimierzu poznanych. Przyjechałam do Wyląg po długiej wędrówce, którą odbyliśmy wspólnie z mężem po jego powrocie z kampanii wrześniowej – z Beresteczka, przez Litwę – we wrześniu 1941 roku. Wśród poznanych wtedy mieszkańców Kazimierza była m.in. p. Janina Petrykowska, młoda wtedy zupełnie, interesująca kobieta, za okupacji niemieckiej wysiedlona z rodziną z Poznania.

Zatrudniona w Kazimierzu jako kierowniczka apteki, będącej uprzednio własnością osiadłej tu od lat rodziny Lichtsonów – zaproponowała mi pracę. Na tamte lata był to niewątpliwy akt odwagi cywilnej. Żona przestępcy politycznego, skazanego na dożywotnie więzienie miała niewielkie szanse na zdobycie jakiejkolwiek pracy, a okazanie jej pomocy mogło okazać się zgubne. A jednak p. Janina Petrykowska, mająca za sobą cięż-kie przejścia wysiedlenia – zaproponowała mi tę pracę!Jedyną przeszkodą okazały się realia tamtych lat: jak codziennie, bez względu na pogodę i porę roku dotrzeć na czas z Wyląg do Kazimierza, a potem znów pokonać tę samą przestrzeń z powrotem? Ta sytuacja sprawiła, że nie zdecydowałam się zostać „pomocą” w aptece, ale do końca moich dni pamiętać będę, że pani Janka podała mi wtedy pomocną dłoń i gotowa była na wiele przykrości ze strony ówczesnych władz. Znajomość nasza i przyjaźń przetrwała długie lata – i trwa nadal w następnym pokoleniu...

Jak nie wspomnieć wspaniałych kazimierskich lekarzy – życzliwego ludziom doktora Wajdę, a potem doktora Leszczyńskiego, zawsze gotowego do niesienia ludziom pomocy. Doktor Stanisław Leszczyński znany był z tego, że nigdy nie ruszał się z domu bez walizeczki z podręcznymi lekami, bo ktoś może potrzebować natychmiastowej pomocy. Ileż to razy wzywany do chorego wychodził dyskretnie, bez ostentacji ze spotkań towarzyskich czy imienin po to, by jechać końmi do jakiejś odległej wsi – bez względu na pogodę czy porę roku. A trzeba też stwierdzić, że mieszkańcy wsi właśnie w niedzielę i święta najchętniej wzywali lekarza...

Doktorostwo Leszczyńscy byli ludźmi o otwartych sercach, niezwykle gościnnymi i towarzyskimi. Imieniny doktora – przypadające 8-go maja i imieniny jego żony – pięknej, oddanej rodzinie i życzliwej ludziom pani Hanki, obchodzone uroczyście 26 lipca były ważnymi wydarzeniami kazimierskiego towarzyskiego życia.

Wbrew wszystkiemu zawsze było doskonałe jedzenie i zawsze jakiś wspaniały tort – doktorowa umiała i lubiła organizować przyjęcia! Pamiętam też że czasem na takich spotkaniach szlagiery lat międzywojennych śpiewali w duecie doktór, mający doskonały głos i kochający muzykę wraz z panią Zofią Walczakową – barwną postacią kazimierskiego świata tamtych lat.

Podobnie jak za okupacji takie spotkania towarzyskie były wtedy niezwykle potrzebne. Tworzyły więzi, umacniały przy-jaźnie i przynosiły chwile radości i zabawy, a przede wszystkim pokazywały że człowiek nie jest sam. Poczucie osamotnienia było wtedy naszym strasznym wrogiem...

Nie można też nie wspomnieć zaprzyjaźnionych z nami i także bywających w Wylągach pp. Romanowskich. Pani Katarzyna, nazywana przez przyjaciół panią Kasią, a przez męża Katią
1 2 3 4
Zobacz zdjęcia
Agnieszka Ewa Dąbrowska i Maria Nowicka-Maruszczyk w salonie dworu w Wylągach




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe