kazimierz dolny
imieniny: Jerzego i Wojciecha
Poniedziałek 23 kwietnia 2018
Brulion on-line NR5
Listy do "brulionu" - Drużyna WOPR w Kazimierzu Dolnym
Listy do "brulionu" - Batalion "Parasol"
Listy do "brulionu" - Wspomnienia czy oszczerstwa?
Widokówki - Kazimierz na dawnych widokówkach
Widokówki - O pocztówkach i kazimierskiej architekturze
Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste
Wspomnienia - Aptekarze
Rocznica - 20. rocznica śmierci Jerzego Kuncewicza
Sylwetki - Mój stryj Bolesław
Sylwetki - Bolesław Kurzawiński 1898 - 1987
Wspomnienia - Tamte czasy
Szkoła - Opowieść o prawdziwym człowieku
Dom w Kazimierzu - Dom Michalskiego
Kazimierzacy - Dzieje życia Florentyny Walencik
Kazimierzacy - Moja historia zaczęła się w Kazimierzu...
Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu
Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego
Sylwetki - Edward Kalinowski
Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik
Listy spod studni - Hałaśliwi, męczący, źli


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR5 -> Wspomnienia - Tamte czasy

  Wspomnienia - Tamte czasy

i pan Zygmunt do Kazimierza trafili w czasie okupacji i zamieszkali w budynku, gdzie do niedawna jeszcze mieściła się miejska łaźnia – przy ul. Senatorskiej. On, przedwojenny oficer, zwracający uwagę swoim wyglądem i postawą, ona wesoła i bezpośrednia, mówiąca z charakterystycznym wschodnim akcentem byli gościnni i wbrew wszystkiemu – weseli. Dobrze się z nimi rozmawiało i dobrze się z nimi rozumiało... Pan Zygmunt w latach 50. zesłany został w głąb Rosji za przynależność do AK. Znaleźli się tam wtedy również i nasz sąsiad z Wyląg, Aleksander Próchniak oraz nasz przyjaciel, Tadeusz Fedorczuk, stale mieszkający z żoną we Włochach pod Warszawą. Tadeusz i Stenia – jego żona, którzy przyjechali do Wyląg jeszcze w czasie okupacji z racji politycznego zaangażowania Tadeusza nie czuli się bezpiecznie w domu i zamieszkali u naszego sołtysa, Franciszka Kozaka na Wylągach. Okazało się jednak, że bezpiecznie dla ludzi związanych z konspiracją nie było nigdzie. Wszyscy trzej – wraz z Próchniakiem i Romanowskim – wrócili szczęśliwie
z zesłania po trzech latach, bogatsi o wiedzę na temat Uralu...

Były też w Kazimierzu tamtych lat ważne dla nas miejsca. Jednym z nich był bar mleczny, znajdujący się wtedy obok poczty, z dużą, zacienioną werandą i miłą obsługą. Przez długie lata prowadziły go dwie siostry, miłe, zawsze uprzejme i uśmiechnięte panie serwujące dania mleczne, naleśniki, doskonałą, suto omaszczoną kaszę hreczaną oraz – lody. Właśnie na lody szło się czasem w niedzielę, po mszy św. w Farze. Lody zawsze bardzo ułatwiały moim córkom cztero-kilometrowy powrót piechotą do domu...

Wspomnieć też muszę tutaj i naszego listonosza – pana Czarnotę, który długie lata roznosił pocztę po wsiach podkazimierskich. Przynosił listy także i do nas, na Wylągi. Najpierw, jak mi się zdaje, chodził w swoją długą i trudną trasę na piechotę, potem zaś jeździł rowerem. Nikomu się wtedy nie śniło nawet, że listonosz mógłby mieć do dyspozycji samochód... Pan Czarnota był sympatycznym i bardzo uczynnym człowiekiem i wspominamy go z wielką życzliwością.

Od któregoś momentu, od kiedy kupił sobie mały aparat fotograficzny stał się on nie tylko dostarczycielem wiadomości, listów a czasem paczek i depesz – ale i samoistnym twórcą niezwykle cennych informacji: robił zdjęcia!Te małe, czarno – białe oczywiście zdjęcia robione w Wylągach a czasem nawet w Kazimierzu są jedynymi jakie posiada-my z tamtych długich lat. Posyłane do więzienia – ukazywały więźniowi bliskich ludzi i miejsca tak dobrze mu znane, a tak strasznie wtedy niedostępne...

Wspomnieć też tu muszę także i inną ważną kazimierską instytucję – pocztę, a więc i panie na poczcie pracujące, zawsze uprzejme i miłe, długimi latami przyjmujące nasze listy, a między tymi listami – raz w miesiącu list do więzienia i raz w miesiącu paczkę żywnościową. Mogła ona ważyć 3 kg i zawierać 1 kg cukru, 1 kg tłuszczu i 1 kg cebuli lub czosnku. Na wysyłanie witamin czy lekarstw trzeba było mieć zezwolenie z prokuratury, a na podania w tej sprawie odpowiadano zawsze odmownie – bo więzień miał wszystko to co było mu potrzebne...

Dziś, wspominając tę tak odległą i prawdę mówiąc – ponurą przeszłość widzę jednocześnie, ile było w niej jasnych chwil, ile ludzkiej przyjaźni i życzliwości, które otaczały człowieka i pozwalały mu przetrwać.I myśląc o tym, jak dużo było siły i wiary w ludziach tamtych czasów – życzę, aby tę niezbędną siłę umiały w sobie odnaleźć następne pokolenia.

1 2 3 4
Zobacz zdjęcia
Agnieszka Ewa Dąbrowska i Maria Nowicka-Maruszczyk w salonie dworu w Wylągach




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe