kazimierz dolny
imieniny: Marka i Jarosława
Środa 25 kwietnia 2018
Brulion on-line NR5
Listy do "brulionu" - Drużyna WOPR w Kazimierzu Dolnym
Listy do "brulionu" - Batalion "Parasol"
Listy do "brulionu" - Wspomnienia czy oszczerstwa?
Widokówki - Kazimierz na dawnych widokówkach
Widokówki - O pocztówkach i kazimierskiej architekturze
Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste
Wspomnienia - Aptekarze
Rocznica - 20. rocznica śmierci Jerzego Kuncewicza
Sylwetki - Mój stryj Bolesław
Sylwetki - Bolesław Kurzawiński 1898 - 1987
Wspomnienia - Tamte czasy
Szkoła - Opowieść o prawdziwym człowieku
Dom w Kazimierzu - Dom Michalskiego
Kazimierzacy - Dzieje życia Florentyny Walencik
Kazimierzacy - Moja historia zaczęła się w Kazimierzu...
Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu
Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego
Sylwetki - Edward Kalinowski
Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik
Listy spod studni - Hałaśliwi, męczący, źli


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR5 -> Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu

  Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu

jakie dokonały się w ciągu ostatnich lat, przypomina mi się rozmowa z jednym z przyjaciół partnerskiego, niemieckiego miasta Staufen. Kiedy podczas jednej z wizyt, w środku miasta zauważyliśmy, kontrastujący z powszechnym porządkiem, zaniedbany dom i podwórko (ogrodzone przerdzewiałą siatką), po którym biegały swobodnie kury oraz inne zwierzęta gospodarskie, mój niemiecki znajomy Gerhard powiedział z nostalgią: „Jeszcze 50 lat temu wszystko tutaj tak wyglądało” i dodał z goryczą: „I co ci Niemcy zrobili?!”. Przy tym z dezaprobatą wskazał na estetyczne i uporządkowane otoczenie. Dziś chyba coraz bardziej go rozumiem – komu przeszkadzały gdakające kurki?

Do niedawna zupełnie inaczej wyglądały powroty mieszkańców okolicznych wiosek z wielkanocnej rezurekcji. Najpierw, już z odległości prawie kilometra, dawało się słyszeć rżenie koni i odgłosy podków uderzających o asfaltową nawierzchnię drogi. Wreszcie przemykały, niczym w wielkim wyścigu końskich zaprzęgów, dziesiątki furmanek wy-pełnione pasażerami spieszącymi niecierpliwie na śniadanie Wielkanocne.

Jednym z ulubionych quizów „akustycznych” z okresu mojego dzieciństwa (koniec lat 60-tych) było rozpoznawanie rodzaju pojazdu i marki samochodu po pracy silnika,dobiegającego z odległości kilkuset metrów. W porywach – co kilka lub kilkanaście minut przejeżdżał jakiś pojazd. Zgadywanka była stosunkowo prosta, gdyż wybór był niewielki – w zasadzie: „star”, „ził”, „lublinek”, „nyska”, „warszawa” i „syrenka” ze swoim charakterystycznym zawodzeniem: „eeeememem, eeeememem….”. Jedna granatowa warszawa – garbus była w dyspozycji MO. Jeździł nią milicjant nazywany przez nas Suchym Kaziem. Jego słynna nadgorliwość (być może „syndrom inspektora Javerta”) spowodowała, iż pewnego razu żołnierze służby zasadniczej rozebrali go i wrzucili w pokrzywy. Po tym wydarzeniu o Suchym Kaziu, było coraz mniej słychać, aż wreszcie zniknął z pola akustycznego widzenia. I znów wsłuchując się w stalowy wąż samochodów i motocykli, którym powracają z Kazimierza „dłudzy weekendowicze”, chciałoby się powiedzieć „Tu zaszła zmiana.”. Inną akustyczną zabawą z końca lat 60-tych ubiegłego stulecia, było doświadczenie echa. W charakterze ekranu akustycznego wykorzystywaliśmy mury spichlerza – starej gwoździarni, od której odbijały się nasze okrzyki. Mury spichlerza od strony Wisły usiane były niczym trą-dzikiem śladami pocisków z okresu wojny. Wzdłuż spichlerza, podobnie jak i wzdłuż całej ulicy Puławskiej, na stromym brzegu Wisły rosły potężne wierzby. W dziuplach tych drzew znajdowały schronienie nietoperze. W letnie wieczory nad ulicą latały dziesiątki tych sympatycznych ssaków. Nietoperze wydawały przy tym charakterystyczne dźwięki (przypominające piszczenie), które umożliwiało im echolokację i polowanie na owady. Ich powietrzne ewolucje wzbudzały z jednej strony nasz podziw, a z drugiej obawę, gdyż jak wszyscy wówczas sądziliśmy nietoperze wplątywały się we włosy. Dzisiaj nie ma już nietoperzy, bo nie ma już starych wierzb. Powstał wał przeciwpowodziowy i pięknie rewitalizowana bryła spichlerza – dawnej gwoździarni, którą nazwano „Pod Żurawiem”.

Zimą, podczas silnych mrozów dawały się słyszeć nie tylko odgłosy pękających drzew, ale również trzask pękającego lodu na Wiśle i na starorzeczach czyli „dołkach”. Z okresem zimy związane jest tragiczne wydarzenie, którego odgłosy do dzisiaj pamiętam. Problemy z zaopatrzeniem z jednej strony oraz z komunikacją z drugiej strony powodowały, że zimą mieszkańcy wiosek położonych na lewym brzegu Wisły docierali na zakupy do Kazimierza po lodzie. Podczas jednej z tego typu niebezpiecznych wypraw, na dodatek odbywającej się po zmroku, lód załamał się pod żołnierzem (przebywającym na przepustce). Jego przeraźliwy krzyk: „Ratunku!” słychać było przez długi czas. Nie wiem może 20 minut, może pół
1 2 3 4
Zobacz zdjęcia
Wisła, lata 50.

Połowa lat 60-tych, autor z kuzynką Zofią Doraczyńską. Fot. Marian Krzysztof Doraczyński




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe