kazimierz dolny
imieniny: Wincentego i Wodzisława
Czwartek 19 lipca 2018
Brulion on-line NR5
Listy do "brulionu" - Drużyna WOPR w Kazimierzu Dolnym
Listy do "brulionu" - Batalion "Parasol"
Listy do "brulionu" - Wspomnienia czy oszczerstwa?
Widokówki - Kazimierz na dawnych widokówkach
Widokówki - O pocztówkach i kazimierskiej architekturze
Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste
Wspomnienia - Aptekarze
Rocznica - 20. rocznica śmierci Jerzego Kuncewicza
Sylwetki - Mój stryj Bolesław
Sylwetki - Bolesław Kurzawiński 1898 - 1987
Wspomnienia - Tamte czasy
Szkoła - Opowieść o prawdziwym człowieku
Dom w Kazimierzu - Dom Michalskiego
Kazimierzacy - Dzieje życia Florentyny Walencik
Kazimierzacy - Moja historia zaczęła się w Kazimierzu...
Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu
Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego
Sylwetki - Edward Kalinowski
Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik
Listy spod studni - Hałaśliwi, męczący, źli


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR5 -> Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu

  Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu

godziny. Niestety, próby uratowania tonącego zakończyły się niepowodzeniem. Jego zwłoki znaleziono dopiero latem w miejscu, gdzie chodziliśmy się kąpać.

W zimowe niedzielne popołudnia (soboty były dniami roboczymi) znad „dołków” niósł się szczęk walki – na lodzie toczyły się mecze hokejowe. Uderzenia krążka i kijów wystruganych z wiklin, a imitujących hokejowy sprzęt, słychać było na całej ulicy Puławskiej. Większość mieszkańców tej ulicy (by nie powiedzieć cała ulica), ale także sporo osób z centrum miasteczka, przychodziło na starorzecza Wisły by brać udział w rozgrywkach miejscowej ligi NHL. Jednym z najbardziej zaciętych były mecze dorosłych – żonatych z resztą świata. To dzisiaj wydawać by się mogło nieprawdo-podobne, jak wielkie znaczenie dla międzypokoleniowej więzi miały te spotkania na lodowisku całej niemal społeczności naszej ulicy.

Innym miejscem, które pozwalało na podtrzymanie społecznych więzi, była dzika plaża ciągnąca się od poprzecznej tamy na wysokości Rajchertówki – dzisiejszego Domu Pracy Twórczej KUL niemal pod sam kamieniołom w Nasiłowie. Urozmaiceniem kąpieli słonecznych i w samej Wiśle było pojawienie się, początkowo słabo słyszalnych, dźwięków muzyki dobiegającej ze statków żeglugi pasażerskiej. Za chwilę na zakręcie Wisły od strony Parchatki wyłaniała się „Marzanna” lub „Odetta”, a muzyka stawała się wyraźniejsza. Standardy lat 60-tych i 70-tych coraz bardziej wypełniały przełomową dolinę. Wreszcie po kilkunastu minutach stateczek przepływał obok plaży, a wtedy wbiegaliśmy do wody, aby móc przez chwilę nacieszyć się wysoką falą. Za jednostką pływającą głośno niosły się przeboje typu; „To były piękne dni...”. A my mieliśmy substytut morza.

Sygnałem, który powodował szybką ewakuację z nurtów Wisły na brzeg był dźwięk silnika motorówki. Zawsze padało bowiem podejrzenie, że oto zbliżają się „proletariusze” czyli milicja wodna, z którą spotkanie groziło dosyć nieprzyjemnymi konsekwencjami.

Od wiosny do jesieni walory akustyczne doliny Wisły wykorzystywane były podczas przepraw przez Wisłę. Chętni do przeprawienia się przez rzekę przychodzili na brzeg i po prostu wołali: „Przewozu! Przewozu!”. Na ten sygnał przypływał łódką-pychówką przewoźnik. Przez długie lata był nim pan Czerpak z Nasiłowa zwany popularnie Dziadkiem Czerpakiem. Oczywiście czasami zdarzały się żarty. Na przykład na hasło: „Przewozu! Przewozu!”, ktoś na drugim brzegu odpowiadał: „Wypij wodę albo czekaj mrozu!”.

Mało sympatyczne, a niekiedy wręcz uciążliwe, były dźwięki (hałas) związane z eksploatacją kamienia ze ściany kamieniołomu w Nasiłowie. Kruszenie skał odbywało się z wykorzystaniem metody wybuchu. Kiedy dobiegało zza Wisły wycie syreny ostrzegającej przed eksplozją, podenerwowana mama w kilku słowach wyrażała swoją dezaprobatę dla tego co miało za chwilę wydarzyć. Myślę, że bez niczyjej obrazy można by tutaj przytoczyć niektóre z zasłyszanych wówczas określeń; jedno z najcięższych było rozpoczynające się na litery „c” i „h” oznacza chorobę epidemiczną. W każdym razie w robotnikach zakładających ładunki wybuchowe w mniemaniu mojej mamy następowała personifikacja wszelkiego zła. Podczas ciągłego dźwięku syreny wychodziliśmy na taras, aby obserwować ciekawe zjawisko fizyczne: najpierw dało się zaobserwować kruszenie potężnych bloków skalnych i olbrzymie tabuny kurzu, ale dopiero po dłuższej chwili docierał silny odgłos wybuchu, który powodował drżenie murów naszego domu.

Jeszcze do niedawna zupełnie inaczej wyglądały, a właściwie dawały się słyszeć, rytuały pogrzebowe – eksportacje zmarłych do kazimierskiej świątyni parafialnej – Fary; ulicami
1 2 3 4
Zobacz zdjęcia
Wisła, lata 50.

Połowa lat 60-tych, autor z kuzynką Zofią Doraczyńską. Fot. Marian Krzysztof Doraczyński




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe