kazimierz dolny
imieniny: Anastazji
Poniedziałek 22 stycznia 2018
Brulion on-line NR5
Listy do "brulionu" - Drużyna WOPR w Kazimierzu Dolnym
Listy do "brulionu" - Batalion "Parasol"
Listy do "brulionu" - Wspomnienia czy oszczerstwa?
Widokówki - Kazimierz na dawnych widokówkach
Widokówki - O pocztówkach i kazimierskiej architekturze
Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste
Wspomnienia - Aptekarze
Rocznica - 20. rocznica śmierci Jerzego Kuncewicza
Sylwetki - Mój stryj Bolesław
Sylwetki - Bolesław Kurzawiński 1898 - 1987
Wspomnienia - Tamte czasy
Szkoła - Opowieść o prawdziwym człowieku
Dom w Kazimierzu - Dom Michalskiego
Kazimierzacy - Dzieje życia Florentyny Walencik
Kazimierzacy - Moja historia zaczęła się w Kazimierzu...
Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu
Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego
Sylwetki - Edward Kalinowski
Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik
Listy spod studni - Hałaśliwi, męczący, źli


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR5 -> Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego

  Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego

Jaremowicz, który mieszkał tam, często przez całe wakacje od 1965 do 1981 roku, zna dużo tajemnic jak i anegdot związanych z tym domem, ale zabronił mi o tym pisać. Chce być ich autorem.

Powodzenie pensjonatu p. Dobrowolskiego brało się zapewne nie tylko z przepięknego położenia, ciszy i spokoju jakie zapewniały Góry, nie tylko ze snobizmu, ale także z tego, dzisiaj niezrozumiałego powodu, że pokoje były z wyżywieniem!

Przydziały mięs i wędlin mogły dostać tylko uspołecznione zakłady i żaden prywaciarz nie dostałby nawet świńskiego ogona. Dlatego Dobrowolskiemu zostawała „szara strefa”, a to mogła być głównie cielęcina z pokątnych ubojów. I tak cielęcinę jadło się przez cały miesiąc, często – gęsto zdarzały się zatrucia wszystkich pensjonariuszy, dr Paradowski miał pełne ręce roboty, a pensjonariusze silne uzasadnienie całodziennego odtruwania się wódeczką od rana do wieczora... zwłaszcza wieczora...

Na werandzie służącej za jadalnię, przy długim stole, po kolacji na którą często podawano wspaniałe pierogi, przy herbatce z czymś mocniejszym zaczynały się dyskusje, które prze-ciągały się w noc głęboką i mimo niesłychanej akustyki drewnianego domu i kazimierzowskiej nocy – nikt nie śmiał się skarżyć. To była święta wartość tego domostwa. Pan Władysław Dobrowolski miał także swoją świętą wartość. Był nim Marszałek Piłsudski. W czasach, gdy wszyscy „piłsudczycy” głęboko pochowali swoje pamiątki, o Dziadku mówili szeptem lub nie mówili wcale, a żadnej wojny z bolszewikami w historii Polski nie było, powiesił na werandzie swoje medale za wojnę polsko – bolszewicką i dumnie grzmiał swoim tubalnym głosem „To za moją walkę z bolszewikami!”. W dużym pokoju, w którym mieszkał wraz z żoną, na honorowym miejscu wisiał portret Józefa Piłsudskiego, „który, gdyby żył, zrobiłby tu zaraz porządek!”.

Pani Dobrowolska, kobieta ogromnych rozmiarów, nie wychodziła z domu. W sezonie przemieszczała się na tyły domu, gdzie dobudowana była letnia kuchnia i nadzorowała wynajęte na sezon „podkuchenne”.

Pan Władysław

Pan Władysław, żwawy i ruchliwy, około godziny 11 – tej zjawiał się w jedynej w tym czasie kawiarni, gdzie miał swoje miejsce w pierwszym pomieszczeniu. Tak się dziwnie składało, że zawsze o tej samej porze, z dalekich Czerniaw przychodziła do kawiarni maleńka, elegancka, mocno wyróżowiona starsza pani i zasiadała przy tym samym stoliku. Była to pani Gierasińska, wdowa po artyście kabaretowym, który przed II wojną światową, za pieniądze zarobione na występach w Ameryce, wybudował drewniany dom na wapiennej podmurówce, vis ŕ vis traktu do Męćmierza.

Tak o tej Pani pisał zaprzyjaźniony z domem lubelski literat Konrad Bielski: „Kto przyszedł wczesnym rankiem... Oto kobieta w porannym stroju, otoczona zewsząd zwierzakami. Na ramionach jej siadły kawki, dopominając się głośnym wrzaskiem o swój udział, na rękach i u stóp wiewiórki – dookoła wiele innego barwnego ptactwa. Wszystkie te dzikie stwory zachowywały się wobec szafarki nie tylko przyjaźnie, ale nawet z dużą dozą bezceremonialnej poufałości. To pani domu zajęta normalnym karmieniem swego zwierzyńca.”
1 2 3
Zobacz zdjęcia
Plaża w Kazimierzu, lata 60.

Rynek w Kazimierzu, lata 60. Widokówka ze zbioru Zbigniewa Lemiecha




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe