kazimierz dolny
imieniny: Anastazji
Poniedziałek 22 stycznia 2018
Brulion on-line NR5
Listy do "brulionu" - Drużyna WOPR w Kazimierzu Dolnym
Listy do "brulionu" - Batalion "Parasol"
Listy do "brulionu" - Wspomnienia czy oszczerstwa?
Widokówki - Kazimierz na dawnych widokówkach
Widokówki - O pocztówkach i kazimierskiej architekturze
Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste
Wspomnienia - Aptekarze
Rocznica - 20. rocznica śmierci Jerzego Kuncewicza
Sylwetki - Mój stryj Bolesław
Sylwetki - Bolesław Kurzawiński 1898 - 1987
Wspomnienia - Tamte czasy
Szkoła - Opowieść o prawdziwym człowieku
Dom w Kazimierzu - Dom Michalskiego
Kazimierzacy - Dzieje życia Florentyny Walencik
Kazimierzacy - Moja historia zaczęła się w Kazimierzu...
Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu
Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego
Sylwetki - Edward Kalinowski
Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik
Listy spod studni - Hałaśliwi, męczący, źli


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR5 -> Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik

  Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik

W szkole zaczęło działać harcerstwo. Maszerowaliśmy w kolumnie czwórkowej i śpiewaliśmy w takt marszu np. „Święta miłości kochanej Ojczyzny...” i inne piosenki harcerskie o dużym ładunku patriotycznym. Starsi koledzy uczęszczali na tzw. kursy dokształcające, gdzie uzupełniali swoje wiadomości z historii i języka polskiego, surowo zakazane w czasie okupacji. Czas płynął szybko. Musieliśmy „przysiadać fałdów”, by zdążyć z materiałem. Bo oto nastąpiło spiętrzenie świąt: trzydziestego kwietnia obchodziliśmy „Święto Lasów”, pierwszego maja – „Święto Pracy”, drugiego maja – „Święto Prasy i Książki”.

Po kilkudniowej świątecznej przerwie buchnęła radosna wieść o kapitulacji Niemiec. Było wiele radości, gdy 9 maja po raz pierwszy obchodzono Dzień Zwycięstwa. Na rynku w Kazimierzu odbyła się ogromna manifestacja, na której przemawiał burmistrz miasta Bronisław Wicisłowski i proboszcz Hipolit Boratyński. Potem nastąpił powrót do codzienności, wraz ze Stefkiem Pruszkowskim po lekcjach wracaliśmy do domu, rozmyślnie wydłużając drogę – przez Doły, a potem wąwozami na Góry. W czasie tych wędrówek mieliśmy jeden pasjonujący temat: Krysia Ciepielowska. Było to przeurocze stworzenie, które – mniemam – podobało się nie tylko nam. W Kazimierzu przebywała z młodszym bratem i mamą, a jej ojciec w oflagu. Rodzina ta pochodziła z Wielkopolski. Podobnie jak państwo Śmiałkowscy zostali stamtąd ewakuowani, jako że Poznańskie w latach okupacji zostało włączone do Rzeszy. Jurek Śmiałkowski był moim szkolnym kolegą. Jego brat Lonek, starszy o 3 lata, bardzo wyrośnięty, znakomicie grał w „dwa ognie”. Z tego powodu patrzyliśmy na Lonka, z podziwem. Po zakończeniu roku szkolnego wszyscy oni rozjechali się w swoje rodzinne strony. Mówiono nam początkowo, że zakończenie roku szkolnego odbędzie się 15 lipca, ale wbrew zapowiedziom szóstą klasę ukończyliśmy przed pierwszym lipca. Zabraliśmy nasze świadectwa, by udać się na zasłużone wakacje. Spędziliśmy je jak wszystkie dzieci, których rodzice prowadzili niewielkie gospodarstwa, będące podstawą skromnej egzystencji. „Rozrywkę” stanowiły – ku zmartwieniu dorosłych – urządzane fajerwerki i powodowanie wybuchów ładunków trotylu. O materiały wybuchowe, pozostawione przez żołnierzy radzieckich było wyjątkowo łatwo, czasami należało jednak przeprawić się po nie przez Wisłę.

GIMNAZJUM

Pod koniec sierpnia mama udała się do szkoły, by mnie zapisać do klasy VII. Wówczas to pan Edward Plisiecki oświadczył mamie, że w klasie VII nie mam nic do szukania. Powinienem, jego zdaniem, zapisać się do I klasy gimnazjum, które właśnie otwierano. Mama przeżywała rozterkę – z jednej strony miała ochotę zapisać mnie do gimnazjum, lecz z drugiej nie była pewna, czy podołamy finansowo. Z dużymi oporami zadecydowała, że będę uczęszczał do szkoły wyższego typu. Dyrektorem szkoły został ks. Józef Jachuła, nasz katecheta, znakomity organizator. Odbyły się egzaminy wstępne z his-torii, matematyki i polskiego. Pytano nas niezbyt dociekliwie szczególnie z historii, której uczyliśmy się zaledwie kilka miesięcy. Z duszą na ramieniu znalazłem się w klasie I gimnazjalnej. Zaczęliśmy się uczyć nowych przedmiotów takich jak: łacina, francuski, fizyka, biologia itd. Francuskiego uczyła pani Świderska, a po niej (po półroczu) przedmiot przejęła pani Wanda Chylewska. Łaciny i historii uczył nas o. Odoryk Brochocki, zakonnik z miejscowego klasztoru.
Był to człowiek równie wykształcony, co porywczy.

Na jego lekcjach panowała żelazna dyscyplina. Z wysoce mieszanymi uczuciami zabraliśmy się do nauki języka francuskiego. W miarę upływu czasu zmieniło się jednak moje nastawienie do tego przedmiotu, który stał się najbardziej ulubionym. Pani Chylewska,
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11
Zobacz zdjęcia
Koleżanki Poldka Pisuli podczas pierwszomajowego pokazu na Rynku, zwanym wówczas placem Stalingradzkim




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe