kazimierz dolny
imieniny: Wiktora i Małgorzaty
Środa 17 października 2018
Brulion on-line NR5
Listy do "brulionu" - Drużyna WOPR w Kazimierzu Dolnym
Listy do "brulionu" - Batalion "Parasol"
Listy do "brulionu" - Wspomnienia czy oszczerstwa?
Widokówki - Kazimierz na dawnych widokówkach
Widokówki - O pocztówkach i kazimierskiej architekturze
Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste
Wspomnienia - Aptekarze
Rocznica - 20. rocznica śmierci Jerzego Kuncewicza
Sylwetki - Mój stryj Bolesław
Sylwetki - Bolesław Kurzawiński 1898 - 1987
Wspomnienia - Tamte czasy
Szkoła - Opowieść o prawdziwym człowieku
Dom w Kazimierzu - Dom Michalskiego
Kazimierzacy - Dzieje życia Florentyny Walencik
Kazimierzacy - Moja historia zaczęła się w Kazimierzu...
Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu
Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego
Sylwetki - Edward Kalinowski
Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik
Listy spod studni - Hałaśliwi, męczący, źli


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR5 -> Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik

  Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik

Tak więc Stanisław Lewenstein został naszym najbliższym sąsiadem. Jego żona Regina pochodziła z Warszawy. Założyli rodzinę pod koniec XIX wieku. Mieszkali w Kijowie, gdzie dobrze im się powodziło, gdyż Stanisław Lewenstein był biznesmenem dużego formatu. Lewensteinowie, mimo żydowskiego pochodzenia bardzo dbali o wychowanie swoich dzieci w atmosferze polskości. Wakacje spędzali w Kazimierzu, aby dzieci władały bezbłędnie językiem polskim. Mieli bogaty księgozbiór, który obejmował całą ówczesną klasykę polską. Ich syn, Julian, skończył w 1911 roku prawo na Uniwersytecie im. Św. Włodzimierza w Kijowie. Władał biegle językiem rosyjskim, i polskim. Znał francuski, a przypuszczalnie także język niemiecki. Okupację przeżył ukrywając się pod pseudonimem „Aleksander Kosidło”. Po wojnie pozostał przy tym samym, imieniu i nazwisku. Jako uczeń liceum, a potem student, często go odwiedzałem w czasie wakacji. Bardzo ciekawie opowiadał swój życiorys. Pamiętał okres jeszcze sprzed rewolucji październikowej. Umiał mówić interesująco i z po-lotem. Dość pobieżnie znałem jego brata Bronisława. Ukończył konserwatorium w klasie skrzypiec. Był wybitnym muzykiem. Wiem, że znakomity kompozytor rosyjski Głazunow słuchał swojego koncertu skrzypcowego w wykonaniu Bronisława Lewensteina. Głazunow był zachwycony i złożył wykonawcy gratulacje. W okresie rewolucji i wojny domowej cała rodzina Lewensteinów opuściła Kijów i osiadła w Kazimierzu. Pan Stanisław zmarł na wiosnę 1939 r. Potem w okresie okupacji i holokaustu sąsiedzi i znajomi uznali to za szczególną opiekę Opatrzności, która oszczędziła szlachetnemu człowiekowi tych okropności, które były udziałem pozostałej rodziny. Do getta zostali wywiezieni Regina Lewenstein, jej syn Bronisław i inni. Ocaleli ci, którzy byli za granicą. Ich majętność została skonfiskowana na rzecz Niemca, który przyjechał z Rzeszy i władał nią do lata 1944 r.

Wróćmy jednak do okresu mojego przedwojennego dzieciństwa. Był to czas, gdy rodzice gromadzili drewno i pieniądze na budowę domu. W 1938 r. urodziła się moja siostra Hanna. Mama miała w owym czasie poważne kłopoty zdrowotne i leżała przez szereg tygodni. Z Janowca przyszła młodociana siostrzenica mamy – Krystyna Blicharska, która pomagała w wy-chowaniu siostry. Naoczni świadkowie m.in. Lewensteinowie twierdzili, że była ładnym dzieckiem – widywali ją, kiedy Krysia niosła Hanię w beciku na spacer. Co się tyczy mojej osoby: moja babcia nie była zachwycona moim urodzeniem, o czym mówiła Emilii Tarłowskiej – siostrze Wacława Pisuli. Mama była tym urażona. W miarę upływu czasu o moim wyglądzie wyrażano się podobno pochlebnie. W 1920 r. mój ojciec, który nie ukończył jeszcze 18 lat, zafascynowany jak większość jego rówieśników osobowością Józefa Piłsudskiego, poszedł na ochotnika do wojska. W bitwach nie brał udziału, pełnił służbę wartowniczą i garnizonową. W 1923 r. został powołany do czynnej służby wojskowej. Bardzo dobrze wspominał Jana Koszczyc-Witkiewicza, który był dyrektorem szkoły zawodowej w Kazimierzu i nauczycielem przedmiotów zawodowych. Bardzo lubił młodzież, którą nauczał i wychowywał z ogromnym zaangażowaniem. Nawet uczniom trudnym w dzisiejszym rozumieniu okazywał dużo serca i zrozumienia.

Bardzo uroczyście obchodzono w mojej rodzinie Święta Wielkanocne i Boże Narodzenie. Na Wigilii gromadziło się mnóstwo krewnych z dziećmi. Dzielono się opłatkiem, a potem jedzono potrawy wigilijne. Dorośli śpiewa-li kolędy, a dzieci baraszkowały na słomie, którą przykrywano umytą poprzednio podłogę. Na chrzcinach i weselach śpiewa-no ludowe piosenki, ale także pieśni do słów Wyspiańskiego i Mickiewicza. Latem w Kazimierzu przybywało mnóstwo wczasowiczów, których nazywano letnikami. Liczne pensjonaty zapewniały noclegi i wyżywienie. Takie pensjonaty prowadzono również w moim najbliższym sąsiedztwie. Okres ten zakończył się nagle pod koniec lata 1939 r. Ojciec otrzymał kartę mobilizacyjną i wyjechał do wojska pod koniec sierpnia. Dla mamy rozpoczął się trudny okres, bo po chorobie jeszcze nie była w pełni sprawna, a siostra skończyła zaledwie rok.
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11
Zobacz zdjęcia
Koleżanki Poldka Pisuli podczas pierwszomajowego pokazu na Rynku, zwanym wówczas placem Stalingradzkim




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe