kazimierz dolny
imieniny: Leona i Łukasza
Niedziela 22 kwietnia 2018
Brulion on-line NR5
Listy do "brulionu" - Drużyna WOPR w Kazimierzu Dolnym
Listy do "brulionu" - Batalion "Parasol"
Listy do "brulionu" - Wspomnienia czy oszczerstwa?
Widokówki - Kazimierz na dawnych widokówkach
Widokówki - O pocztówkach i kazimierskiej architekturze
Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste
Wspomnienia - Aptekarze
Rocznica - 20. rocznica śmierci Jerzego Kuncewicza
Sylwetki - Mój stryj Bolesław
Sylwetki - Bolesław Kurzawiński 1898 - 1987
Wspomnienia - Tamte czasy
Szkoła - Opowieść o prawdziwym człowieku
Dom w Kazimierzu - Dom Michalskiego
Kazimierzacy - Dzieje życia Florentyny Walencik
Kazimierzacy - Moja historia zaczęła się w Kazimierzu...
Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu
Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego
Sylwetki - Edward Kalinowski
Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik
Listy spod studni - Hałaśliwi, męczący, źli


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR5 -> Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik

  Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik

nas języka polskiego bardzo solidnie. W 1940 r. zachorowałem ciężko na dyfteryt. Byłem bliski śmierci, ale wyleczył mnie doktor Wajda. Oczywiście opieka mamy i jej troska też przyczyniły się do mojego wyzdrowienia. Po wyzwoleniu doktor Wajda habilitował się w Lublinie i zrobił jakieś specjalizacje.

Przypadek zrządził, że w 1964 r. mój straszy syn jako dwuletnie dziecko również zachorował na dyfteryt. Byliśmy wtedy w Kazimierzu na wakacjach i jeździliśmy z dzieckiem do lekarzy, którzy nam jednak zalecali leczenie szpitalne. Doktor Wajda przebywał akurat na urlopie w Kazimierzu, więc poszliśmy do niego w nadziei, że uda nam się wyleczyć dziecko w domu. Po badaniu doktor stwierdził, że jest to przypuszczalnie dyfteryt, ale on nie może podjąć się leczenia, bo nie zna się na tego typu chorobach. Na takie dictum doktora Wajdy zdębiałem. Przypomniałem mu wtedy, że przy braku wielu lekarstw i ograniczonych możliwościach wyleczył mnie właśnie z dyfterytu, który bezbłędnie rozpoznał w 1940 r. – „Nie zajmuję się obecnie chorobami zakaźnymi i nic z tego nie pamiętam. Najlepiej będzie, gdy państwo oddadzą dziecko do szpitala” – oświadczył doktor Wajda. Z ciężkim sercem odwieźliśmy dziecko do szpitala. Wszyscy przeżywaliśmy bardzo jego szpitalne leczenie. Żona nie jadła tak długo, dopóki się nie dowiedziała, że dziecko z pewnością wyzdrowieje. Ten stan niepewności trwał cały tydzień.

W 1941 r. zachorowała moja siostra. Jej stan był bardzo ciężki z ogromnym zaangażowaniem leczył ją doktor Lewenstein, młodszy brat Stanisława Lewensteina. Wynik leczenia okazał się pomyślny, dzięki czemu dziecko wróciło do zdrowia. W tym czasie rozpoczęła się masowa wywózka Żydów do getta, usytuowanego w okolicach Poniatowej. Nasi sąsiedzi znaleźli się w getcie i wszelki ślad po nich zaginął. Ich majętność przejął Niemiec, przybyły z Rzeszy. Miał on gospodynię o imieniu Sabina, która podobno była jego kochanką. Pani Sabina mówiła biegle po polsku i po niemiecku. Czasem nas odwiedzała. Sąsiad – Niemiec – był naczelnikiem poczty. Tymczasem z klasztoru ewakuowano zakonników, zamurowano przejście łączące kościół z częścią mieszkalną, gdzie znalazła swoją siedzibę placówka gestapo. Pierwszoplanowymi postaciami w powiecie byli Sieradzki i Gede. Ten ostatni obiecał Żydom ochronę, pod warunkiem, że mu oddadzą wszystkie kosztowności. Żydzi oddali kosztowności, ale do getta i tak musieli odmaszerować. Natomiast ci, którzy byli silni i młodzi chodzili do pracy w kamieniołomach w szyku zwartym i śpiewali: „Marszałek Śmigły Rydz nas nie nauczył nic, lecz przyszedł Hitler złoty, nauczył nas roboty.” Czasem kazano im skandować hasło: „Przez nas wojna”.

Ja w tym czasie chadzałem do szkoły. Lubiłem czytać, ale nie miałem materiałów poza osławionym „Sterem”, który co miesiąc otrzymywała szkoła. Przez jakiś czas mój głód wiedzy zaspokajał kolega Tomek Kocowski, syn dyrektora jakiegoś zakładu w Kazimierzu. Bogaty księgozbiór literatury dziecięcej i młodzieżowej posiadał drugi mój kolega, Stefek Pruszkowski. Książki z jego biblioteki przeczytałem niemal wszystkie. Niektóre obszerne fragmenty „Potopu” analizowałem kilka razy.

Uczyłem się w różnych punktach Kazimierza, np. w Kamienicy Przybyłów, w szkole zawodowej i w różnych prywatnych domach. W tym to czasie uregulowano Grodarz, ujmując go w solidne mury, które stoją do dziś. Wyburzono parterowe domy na terenie Domu Architekta i posiano trawę. Obok rynku ustawiono ogromną tablicę z wielką mapą Europy. Postępy wojsk niemieckich na Wschodzie zaznaczono strzałkami.
Gdy skończyła się bitwa pod Stalingradem, tablicę dyskretnie usunięto. W roku szkolnym 1943/44 wprowadzono nowy przedmiot, który nosił nazwę: nauka o Generalnym
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11
Zobacz zdjęcia
Koleżanki Poldka Pisuli podczas pierwszomajowego pokazu na Rynku, zwanym wówczas placem Stalingradzkim




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe