kazimierz dolny
imieniny: Wiktora i Małgorzaty
Środa 17 października 2018
Brulion on-line NR5
Listy do "brulionu" - Drużyna WOPR w Kazimierzu Dolnym
Listy do "brulionu" - Batalion "Parasol"
Listy do "brulionu" - Wspomnienia czy oszczerstwa?
Widokówki - Kazimierz na dawnych widokówkach
Widokówki - O pocztówkach i kazimierskiej architekturze
Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste
Wspomnienia - Aptekarze
Rocznica - 20. rocznica śmierci Jerzego Kuncewicza
Sylwetki - Mój stryj Bolesław
Sylwetki - Bolesław Kurzawiński 1898 - 1987
Wspomnienia - Tamte czasy
Szkoła - Opowieść o prawdziwym człowieku
Dom w Kazimierzu - Dom Michalskiego
Kazimierzacy - Dzieje życia Florentyny Walencik
Kazimierzacy - Moja historia zaczęła się w Kazimierzu...
Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu
Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego
Sylwetki - Edward Kalinowski
Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik
Listy spod studni - Hałaśliwi, męczący, źli


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR5 -> Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik

  Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik

mit o „Wunderwaffe” przyjęło jednak nad wyraz poważnie. Ludność Kazimierza i okolic została zobowiązana do kopania transzei i okopów na wielką skalę. Wydawało się, że nasze terytorium będzie wkrótce polem wielkiej bitwy. W połowie listopada zarządzono ewakuację wszystkich mieszkańców. Mama z siostrą, która miała 6 lat, znalazła się w Wąwolnicy. Ja zostałem w Rąblowie wraz z Anną Fabiszewską, siostrą mojej babci. Nasi gospodarze mieszkali w jednej, obszernej izbie, przyjęli do niej pięcioosobową rodzinę z Kazimierza. Nam udostępniono komórkę, w której latem, wiosną bądź jesienią można było mieszkać, ale podczas mrozów było przeraźliwie zimno. Mieliśmy, na szczęście dwie pierzyny. Ja spałem pod mniejszą, a pod większą ciocia Fabiszewska i jej mąż Marian Fabiszewski. Był to człowiek wesoły i bez-troski. Często w towarzystwie, przy kielichu śpiewał fragmenty z operetek zasłyszanych w Warszawie i zabawne piosenki o sprośnym niekiedy wydźwięku. Przez pewien czas mama i siostra nie mogły znaleźć stałego mieszkania. Szczęście się do nich jednak uśmiechnęło, bo przez przypadek pan Józef Kruk, szkolny kolega ojca, dowiedział się o nich i przygarnął obie. Pan Kruk był żonaty z fryzjerką, która miała zakład przy ulicy prowadzącej do kościoła.

Dzięki dwojgu życzliwym ludziom mama i siostra miały dla siebie niewielki pokoik. Wreszcie i ja mogłem się z nimi znaleźć w Wąwolnicy, zwłaszcza, że Graniastą przyjęli państwo Bukowscy, którzy na obrzeżach Wąwolnicy prowadzili gospodarstwo. Babcia znalazła lokum u rodziny Stępniów, a Mećka otrzymała stosowne miejsce w oborze. Teraz nasza trójka mogła jakoś egzystować.

ŻOŁNIERZE Z BLISKA

Mieszkaliśmy przy trakcie prowadzącym w kierunku Wisły. Przez cały grudzień w kierunku Wisły szły kolumny wojska, wozy konne, samochody różnych tonaży, służby sanitarne i masa sprzętu. Gołym okiem było widać, że Armia Czerwona przygotowuje się do generalnej rozprawy z Niemcami.

W początkach stycznia ruch wojsk ustał i nastała krótkotrwała cisza przed burzą. W Wąwolnicy było sporo umundurowanych Rosjan. Rosjanki również umundurowane, przychodziły do zakładu pani Krukowej robić sobie ondulację. Gdy przybyły do Polski, zaczęły przyjmować „burżuazyjne” nawyki robienia fryzur. Ja chodziłem po mieście, gdzie spotykałem swoich kolegów z Kazimierza. Nikt w najbliższej okolicy nie miał radia, więc oficjalne wiadomości dochodziły z opóźnieniem za pośrednictwem gazet. Pewnego wieczoru, zapewne 13 stycznia, pan Kruk przyniósł gazetę i odczytał z niej komunikat nadzwyczajny. Rozpoczęła się wielka ofensywa I Frontu Ukraińskiego pod dowództwem marszałka Koniewa. Ucieszyliśmy się, bo pragnęliśmy jak najszybciej być w domu, w Kazimierzu. Stało się to po kilku dniach. Zastaliśmy dom otwarty na oścież. Na spotkanie wybiegł pudel i przywitał nas z ogromną radością. Nasi lokatorzy opiekowali się nim dobrze pod naszą nieobecność, co więcej – dzięki nim mieliśmy dom prawie nienaruszony. Smutny był los tych domostw, w których żołnierze nie mieszkali. Drewniane ściany padały pod ciosami ich toporów i szły na opalanie mieszkań zamieszkałych. A nam w lutym dawały się jeszcze we znaki siarczyste mrozy. Sąsiad daleki kuzyn, Marian Wawrzycki, trudniący się stolarstwem i ciesiołką przeprowadził podstawowe remonty, naprawił drzwi, uszczelnił okna i doprowadził do stanu używalności oborę. W marcu pojechaliśmy okazyjną furmanką do Wąwolnicy, skąd przyprowadziliśmy nasze krowy. Był to wyczyn dużej klasy, szczególnie dla babci, która już przekroczyła sześćdziesiątkę. Trasa długości 14 km, gdy zaczęły się przedwiosenne roztopy należała do trudnych. Zaczęliśmy wracać do naszej skromnej codzienności i normalności. Na naszym terenie zapanował spokój, przerywany od czasu do
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11
Zobacz zdjęcia
Koleżanki Poldka Pisuli podczas pierwszomajowego pokazu na Rynku, zwanym wówczas placem Stalingradzkim




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe