kazimierz dolny
imieniny: Czesława i Hieronima
Piątek 20 lipca 2018
Brulion on-line NR5
Listy do "brulionu" - Drużyna WOPR w Kazimierzu Dolnym
Listy do "brulionu" - Batalion "Parasol"
Listy do "brulionu" - Wspomnienia czy oszczerstwa?
Widokówki - Kazimierz na dawnych widokówkach
Widokówki - O pocztówkach i kazimierskiej architekturze
Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste
Wspomnienia - Aptekarze
Rocznica - 20. rocznica śmierci Jerzego Kuncewicza
Sylwetki - Mój stryj Bolesław
Sylwetki - Bolesław Kurzawiński 1898 - 1987
Wspomnienia - Tamte czasy
Szkoła - Opowieść o prawdziwym człowieku
Dom w Kazimierzu - Dom Michalskiego
Kazimierzacy - Dzieje życia Florentyny Walencik
Kazimierzacy - Moja historia zaczęła się w Kazimierzu...
Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu
Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego
Sylwetki - Edward Kalinowski
Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik
Listy spod studni - Hałaśliwi, męczący, źli


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR5 -> Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik

  Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik

czasu incydentami. Na ulicy Puławskiej mieszkało kilku oficerów i podoficerów radzieckich, a w domu po drugiej stronie w „W zielonej willi” zakwaterował starszyna z kolegami i kilka dziew-czyn. Dziewczyny były sympatyczne i grzeczne. Obsługiwały radiostację umieszczoną na szczycie domu, który służył jako punkt obserwacyjny. Starszyna – dowódca radiostacji, okazał się kanalią wielkiego formatu. Pewnego wczesnego ranka serią pepeszy zastrzelił starego poczciwego Pudla, którym przez całą zimę opiekowali się nasi lokatorzy – kierowcy. Kiedy indziej wpadł do naszej kuchni i chciał zarąbać siekierą Pawła Walencika – młodego chłopaka, który mieszkał u nas tym-czasowo kątem. Kobiety narobiły krzyku, a moja mama powie-działa, że pójdzie na skargę do komendanta. Sprawa na razie zakończyła się pomyślnie, ale przeczuwaliśmy, że starszyna – chuligan i jego podkomendni – gagatki zakazanego autoramentu zechcą coś znowu zmalować. Nasze przypuszczenia okazały się niestety słuszne. Pewnego pogodnego marcowego dnia naszym sfatygowanym starym domostwem wstrząsnął wybuch, któremu towarzyszył jaskrawy błysk. Z okien mieszkania poleciały szyby. Okazało się, że żołnierze pod wodzą starszyny – podłożyli minę dużej mocy pod stodołę naszych sąsiadów Lewensteinów, żeby zdobyć drewno na opał. Po dokonaniu tego aktu wandalizmu wyciągali z rumowiska solidne, smolne deski i bale, piłowali wspaniałe drewno budowlane, aby potem spalać je w piecu.

W tym to czasie w Kazimierzu zjawił się p. Julian Lewenstein, który przeżył okupację pod pseudonimem Aleksander Kosidło. Po wojnie nie wrócił do swego rodowego nazwiska i posługiwał się wy-łącznie pseudonimem, do którego żywił sentyment. Towarzyszyła mu jego żona pani Olga, de domo Zyrkiewicz. Pani Olga była Rosjanką i bardzo miłą kobietą. Ku naszemu zdumieniu p. Kosidło spokojnie przeżył widok zniszczeń dokonanych przez starszynę Krugłowa i jego podkomendnych. Nazwisko to ustaliliśmy z p. Kosidło po wyjeździe „wesołej” ekipy, która wycięła na drzwiach łazienki nazwisko swego komendanta. Póki, co Krugłow srożył się w najlepsze. Pewnego wieczoru przyszedł do nas i zamierzał wszcząć kolejną burdę, ale p. Kosidłowie przemówili do niego w nienagannym języku rosyjskim i w przyjaznym tonie zaczęli go wychwalać. Krugłow uznał, że w tej sytuacji wszczynanie zadymy nie przystoi dobrze wychowanemu człowiekowi, a za takiego „uznali go” oboje rozmówcy.

Krugłow i jego podkomendni prowadzili ożywione życie towarzyskie zakrapiane suto samogonem wespół z niektórymi mieszkańcami ulicy Puławskiej. I oto pewnego wieczoru do Krugłowa przyszli jego przyjaciele z ulicy Puławskiej na wspólną ucztę. Goście byli już pod dobrą datą i w niezwykle wesołym nastroju. Krugłow podszedł do drzwi, ale zaczym zdążył je otworzyć zniecierpliwieni goście oddali kilka strzałów w drzwi. Starszyna dostał za swoje, za naszego pudla, za nasze stresy i za stodołę p Kosidły. Postrzały okazały się zresztą niegroźne. Ale widok Krugłowa w bandażach był dla nas zadośćuczynieniem za wszelkie perypetie i tarapaty, które za jego sprawą dane nam było przeżyć.

Przez kilka dni kwietnia kwaterował w sąsiedztwie również oddział Wojska Polskiego. Zaprzyjaźniliśmy się z jednym młodym żołnierzem, który miał karabin, lecz amunicji bardziej niż skąpo. Wtedy wraz z kolegami dostarczyłem mu amunicję, którą pozostawili Rosjanie, a my zgromadziliśmy jej pokaźny zapas. Poszliśmy do wąwozów i tam sobie postrzelaliśmy, ile dusza zapragnie. Trzeba było jednak przerwać tę zabawę, ponieważ huk wystrzałów zaalarmował cały od-dział. Na szczęście, w porę zauważyliśmy nadbiegającego sierżanta, by dać drapaka, zniknąć mu z oczu i okrężnymi drogami wrócić do domu. W szkole rozpoczęły się regularne zajęcia. Pani Świderska uczyła języka polskiego i historii, państwo Śmiałkowscy matematyki i śpiewu, a pan Plisiecki – przyrody. Z dużym zaciekawieniem słuchaliśmy historii, która była dla nas przed-miotem zupełnie nowym.
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11
Zobacz zdjęcia
Koleżanki Poldka Pisuli podczas pierwszomajowego pokazu na Rynku, zwanym wówczas placem Stalingradzkim




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe