kazimierz dolny
imieniny: Wincentego i Wodzisława
Czwartek 19 lipca 2018
Brulion on-line NR1
Kazimierz Dolny w twórczości Jana Gotarda
Historia Polski w siedmiu odsłonach
Wspomnienie o Edmundzie Johnie
Szalom Asz "Domek nad Wisłą" - Fragment
Czy Kazimierz Dolny Leży nad Wisłą?
Nieznany list Stanisława Szukalskiego do Antoniego Michalaka
W 1933 roku na rynku w Kazimierzu
"Zamieszkać w Kazimierzu..."
Jan Łazorek 1938 - 2000
Kilka słów o Janie Łazorku - Jerzy Gnatowski
Wspomnienie o moim dziadku, ze wspomnień innych zebrane
Moja Rodzina
Nazywam się Kinart Natalia


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR1 -> Czy Kazimierz Dolny Leży nad Wisłą?

  Czy Kazimierz Dolny Leży nad Wisłą?

Komunikacja wodna znowu okazała się najtańsza, choć już państwowa (w latach sześćdziesiątych bilet autobusowy do Puław kosztował 5 zł, a podróż statkiem 3,50 zł).Rozwijała się również turystyka
i rekreacja wodna. Modne stało się pływanie kajakami, dla bogatszych były żaglówki i motorówki. Sprzęt pływający był na ogół dość prymitywny, często własnej roboty. Dzięki temu jednak można powiedzieć, że miał duszę (czego brak dzisiejszym, luksusowym łodziom). Starsi wodniacy pamiętają na pewno jeszcze słynną żaglówkę “Babę Jagę” Władysława Filipiaka, czy motorówkę zwaną “butem”.

Trudny do opisania urok miały dalekie wycieczki parostatkami. Ze wszystkich wypraw odbytych w dzieciństwie (a może nie tylko) najlepiej zapamiętałem wycieczkę szkolną statkiem do Sandomierza, połączoną z noclegiem na wodzie. Sama buchająca parą maszyna robiła niesamowite wrażenie,
a do tego dochodziły wspaniałe krajobrazy, stada dzikich ptaków i niezwykłe opowieści kapitana. Czy takie przeżycia będą jeszcze kiedyś możliwe? Obawiam się, że nie.

Rzeka służyła ponownie masowej rekreacji. W samym centrum miasta, przy skwerze, funkcjonowała urządzona plaża. Uroku dodawała jej ciągnąca się aż do ulicy Puławskiej wyspa. Wyspa ta nie pasowała jednak do nowych koncepcji hydrotechnicznych i została zniszczona. Następna plaża po drugiej stronie Wisły, usytuowana przy starorzeczu oddzielającym zarośniętą wyspę od stałego brzegu, miała dodatkową atrakcję: dostać się można było do niej przy pomocy wielkiej, drewnianej łodzi motorowej – bata. Niestety, ta druga wyspa też komuś przeszkadzała.

Najdłużej (chyba do lat osiemdziesiątych) funkcjonowała plaża w rejonie PTTK. Stopniowo jednak coraz brudniejsza woda i zdewastowane urządzenia spowodowały upadek tego obiektu.

Szczególny urok miały obchody Nocy Świętojańskiej tzw. „Wianki”. Po rzece pływały oświetlone setkami lampionów łodzie i statki, a na brzegu przy ogniskach, słuchając dźwięków “żywej” muzyki, bawiło się dosłownie całe miasto. O dziwo nie było potrzeby zatrudniania firmy ochroniarskiej.Tak było jeszcze w latach sześćdziesiątych. Lata siedemdziesiąte to stopniowy regres turystyki i rekreacji wodnej. Nasilił się on w kolejnym dziesięcioleciu. Miasto odgrodziło się od rzeki wysokim wałem, woda stawała się coraz brudniejsza, a ludzie byli bez reszty zaprzątnięci problemami dnia powszedniego. W niepamięć odeszły słynne statki parowe, zastąpione „tramwajami wodnymi”. Windująca w górę ceny Żegluga Warszawska w końcu zbankrutowała. Wydawało się, że Wisła przestała mieć dla Kazimierza
i kazimierzaków jakiekolwiek znaczenie. Stała się dla nich obojętna. Dopiero lata dziewięćdziesiąte (a właściwie druga ich połowa) przyniosła wzrost zainteresowania rzeką. Po kilkuletnim zachłyśnięciu się możliwością zwiedzania świata, wielu turystów zaczęło na nowo odkrywać uroki „ostatniej dzikiej wielkiej rzeki Europy”. Paradoksalnie pomogły w tym wyjazdy zagraniczne. To mieszkańcy Europy Zachodniej często przypominali nam, że mamy „coś” o czym oni, mieszkając nad skanalizowanymi rzekami mogą tylko pomarzyć. Uprawianie indywidualnej turystyki wodnej ułatwia funkcjonująca (choć z dużymi kłopotami) przystań sportowa. Jest to praktycznie jedyny taki obiekt między Krakowem, a Warszawą. Coraz częściej zatrzymują się tu wodniacy z zachodu Europy. Ich wpisy do księgi pamiątkowej świadczą o ogromnym potencjale turystycznym Wisły.

Na niespotykaną w historii miasta skalę rozwinęła się prywatna flota statków turystycznych. To bardzo dobrze, bo możliwość spędzenia kilkudziesięciu minut na wodzie mają praktycznie wszyscy, a przede wszystkim uczestnicy niezliczonych wycieczek szkolnych.

Wisła wyraźnie ożyła. To musi cieszyć. Szkoda tylko, że łodzie wiosłowe, kajaki i żaglówki wyparte zostały przez szybkie motorówki, skutery wodne i rozbrzmiewające hałaśliwą muzyką statki spacerowe. Ale może takie są dziś rzeczywiście „potrzeby społeczne”? Mimo wszystko żal romantyzmu dawnej turystyki wodnej.

To już prawie wszystko o czym chciałem opowiedzieć na początek. W tej historii związków Kazimierza z Wisłą zabrakło konkretnych ludzi, którzy tę historię tworzyli. Doszedłem jednak do wniosku, że przy tak wielkim skrócie musiałbym wiele osób pominąć. Jest to temat na oddzielny artykuł. Wielu zasłużonych wodniaków już nie żyje. Szkoda, żeby pamięć o nich pozostała tylko wśród najbliższych
i znajomych. Wielu na szczęście jeszcze ma się dobrze
i najlepiej gdyby sami opowiedzieli swoje historie. A są to historie czasami zabawne, czasami smutne czy wręcz dramatyczne. Cóż z tego, że może nie do końca prawdziwe, ważne, że pasjonujące i pokazujące klimat Kazimierza leżącego nad Wisłą, którego już nie ma i chyba nigdy nie będzie.

Może jednak dzięki tym opowieściom wszyscy uświadomimy sobie, niekoniecznie z okazji zagrożenia powodzią, że Kazimierz rzeczywiście leży nad Wisłą.
1 2
Zobacz zdjęcia
foto Jerzy Kuna - 1971

foto Jerzy Kuna - Tamy

foto Jerzy Kuna - Widok z Krowiej Wyspy




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe