kazimierz dolny
imieniny: Wiktora i Małgorzaty
Środa 17 października 2018
Brulion on-line NR2
Wspomnień o Janie Gotardzie ciąg dalszy
Jak Kształtował się Kazimierski pejzaż
Kazimierz Marii Kuncewiczowej
Wszyscy tu byli znajomi
Na cmetarzu cmentarza w Kazimierzu Dolnym
Nieco informacji o żydach, bożnicach i cmentarzach żydowskich Kazimierza Dolnego (cz.1)
Synagoga w Kazimierzu n/Wisłą - losy religii i narodów
Przyjaciel o malarstwie Andrzeja Kołodziejka
Stanisław Jan Łazorek i jego Kazimierz
Nasz Dom
A przecież żal... - Tadeusz Augustynek
Lapidarium mojej pamięci - Julia Rusiecka
Prawie sto lat tułaczki
Psy w Kazimierzu były zawsze...


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR2 -> Kazimierz Marii Kuncewiczowej

  Kazimierz Marii Kuncewiczowej

To był ważny okres w życiu Kuncewiczowej, dlatego opowiadając o nim w Fantomach próbuje wyłuskać sens tego, w czym wówczas brała udział, uzasadnić jakoś te swoje ówczesne doświadczenia. W końcu formułuje refleksję dość niespodziewaną: Z dna nostalgii mieszczańskiej podnoszą się raz po raz fale folkloru w coraz to innych sformułowaniach, innych społeczeństwach. Na tej samej zasadzie, twierdzi Kuncewiczowa, niedawni hippisi podnieśli bunt przeciw „sterylnej czystości swoich matek”. Zapewne Kuncewiczowa ma rację, uważając że działania kazimierskiej bohemy lat 20. rozumieć należy jako rodzaj pokoleniowej kontestacji. A już na pewno ma rację, gdy w tej działalności artystycznej dostrzega początki pop-artu.

Pozostańmy z Kuncewiczową w Kazimierzu lat 30. nieco dłużej i jej oczyma przyjrzyjmy się tej niezwykłej „malarskiej balladzie”, której bohaterowie sportretowani zostali w Dwóch księżycach. Dziś książka ta jest jakby rodzajem pamiętnika, od samej autorki wiemy, że można ją traktować jako źródło wiedzy o tamtym okresie. Z powieści dowiadujemy się właśnie, że kazimierskie ruiny, przepojone zaduchem zgnilizny, wnętrza, ścieki, śmiecie, chwasty, wyszczerbione przedmioty na tle cudownej przyrody objawiały blask, nabierały innego wyglądu i znaczenia. Tego wszystkiego przydawała świadomość, że szpetota w istocie rzeczy upiększa, a dodatkowo — wrażliwość na głosy przeszłości, które ożywały w ruinach zamku i pośród renesansowych kamieniczek, sprawiając że historia mieszała się z teraźniejszością. Bohaterowie Dwóch księżyców na świat patrzą jak na żywy obraz, wyczuleni na piękno, które zresztą sami aranżują. Jedna z bohaterek — Mena, której prototypem była Irena Lorentowicz, zdobi „suknie erudycją, malarstwo humorem, przyrodę muzyką, rzeczywistość snem, a wszystko — sobą”. Śpiew w odczuciu artystów powinien komponować się z malwami pod oknem. Przyroda, sytuacje życiowe i w ogóle życie — jakby oczekiwały przyozdobienia, dzięki któremu mógł się ujawnić blask, w pełni wydobyć piękno.

Aranżowanie piękna nie było sprawą łatwą — wspomina Kuncewiczowa. Kiedyś w swojej „chatce” powiesiła na drągu nad oknem kawałek muślinu i była rada z efektu, ale jej zadowolenie zamieniło się w zawstydzenie, gdy usłyszała pytanie Feliksa Topolskiego: „Czy to bielizna się tutaj suszy?”.

Chatka w sadzie nie była domem na serio, stanowiła — ocenia Kuncewiczowa z dystansu lat — rodzaj wakacyjnego żartu. Warto zajrzeć do wnętrza, zawsze we wspomnieniach pisarki wypełnionego gośćmi: Renia Lorentowicz na glinianym piecu wymalowała koguta, długi stół na krzyżakach dźwigał fantastyczną florę na dzieżach do mleka, na werandzie wilczur zjadł palto Ignacego Daszyńskiego sprawione na przyjęcia parlamentarzystów francuskich. Zuzia Pruszkowska smażyła rydze przyodziana w narzutkę z szynszyli, Strug zjadał maliny prosto z garnka, Teresa Roszkowska wabiła mężczyzn piórami Aszantki, Wanda Telakowska z prostotą rzymskiej dziewicy opowiadała sprośne kawały, Prusz śpiewał o rycerzu Mściboju: „Powiedział pass, pchnął się i zgass”, Antoni Michalak szeleścił wieńcami ze słomy, a później już — po wygaśnięciu Pruszkowszczyzny — Meir Ezofowicz, wcielony w Adolfa Rudnickiego, przychodził motać swoje melancholijne czary.7

W 1938 roku nieopodal „chatki” stanął „duży dom”, któremu przeznaczono już bardzo poważne funkcje. Miał być miejscem „zapuszczenia korzeni”, „gniazdem rodu”, „kotwicą”, pierwszym od kilku pokoleń domem budowanym od podstaw, z myślą o przyszłości. Pierwszy własny dom w rodzinie — zapisała Kuncewiczowa w Kluczach — odkąd prapradziad zaprzepaścił swoją Psią Wólkę, wstępując do legionów we Włoszech.

Dom — wspomina Kuncewiczowa z czułością jego początki — okazał się istotą. Złożony z miliona komórek, miewał rumieńce, bywał blady promieniał i chmurniał (...) gęstniał, pochłaniał mnie, a jednocześnie sam wrastał w tajemniczą perspektywę, która mogła być moją historią, chociaż nią nie była.8
1 2 3 4 5 6 7 8
Zobacz zdjęcia
Fot. 2

Fot. 3

Fot. 4




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe