kazimierz dolny
imieniny: Marka i Jarosława
Środa 25 kwietnia 2018
Brulion on-line NR2
Wspomnień o Janie Gotardzie ciąg dalszy
Jak Kształtował się Kazimierski pejzaż
Kazimierz Marii Kuncewiczowej
Wszyscy tu byli znajomi
Na cmetarzu cmentarza w Kazimierzu Dolnym
Nieco informacji o żydach, bożnicach i cmentarzach żydowskich Kazimierza Dolnego (cz.1)
Synagoga w Kazimierzu n/Wisłą - losy religii i narodów
Przyjaciel o malarstwie Andrzeja Kołodziejka
Stanisław Jan Łazorek i jego Kazimierz
Nasz Dom
A przecież żal... - Tadeusz Augustynek
Lapidarium mojej pamięci - Julia Rusiecka
Prawie sto lat tułaczki
Psy w Kazimierzu były zawsze...


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR2 -> Kazimierz Marii Kuncewiczowej

  Kazimierz Marii Kuncewiczowej

Nie dane było domowi spełnić swego przeznaczenia. Jak się miało pokazać przed Kuncewiczami było wielkie wędrowanie, najdłuższa w historii rodu odyseja. Tylko dwoje szczęśliwych wakacji spędziła autorka Cudzoziemki we własnym domu. Jednak w Kazimierz wżyła się bardziej niż tego chciała. Nie znała doświadczenia przynależności do jakiegoś miejsca na ziemi, myśl o takim związku ją nie-pokoiła. Tymczasem w lecie 1938 roku Szymon Wisznia, radny miejski i zarazem sąsiad, który rok później miał zginąć z rąk Niemców, zgłosił wniosek, by nadać pisarce honorowe obywatelstwo miasta. Był w tym jakiś paradoks czy ironia losu, że o przypisujące do określonego kawałka ziemi obywatelstwo dla niej — potomkini „wozwraszczeńców” wniosek stawiał Żyd Wieczny Tułacz.

Kazimierzem dla Kuncewiczowej był już wtedy przede wszystkim dom i 6 mórg własnej ziemi. To był piękny okres w jej życiu: pierwsza przygoda posiadania domu, gruntu, czegoś na własność! Dzięki sąsiadom, żydowskim kupcom, tragarzom i faktorom, dzięki ich — jak to określi we wspomnieniach — „ekstatycznej pomocy” jej gospodarstwo zaczęło przypominać piękną bajkę o stoliczku, który na dźwięk wezwania sam się nakrywał. Któż mógł przewidywać, że przeżyje w tym domu jeszcze tylko jedne wakacje.
To ostatnie lato 1939 było szczególnie piękne:

Pogody urągliwe w zatwardziałym pięknie. Przezroczyste ranki po wieczorach bez rosy; zachody uwikłane w szarfy karminowych obłoków, po nich — dni bezwietrzne; krzyki kogutów i pawi (...) burze tak krótkie i radosne jak fajerwerki; noce rozległe jak katedry, napełnione macie-rzankowym kadzidłem, z lasem zamiast organów, z Wisłą rozesłaną przez środek, z niskim płomiennym księżycem na ołtarzu. Po sklepieniu gwiazdy, gwiazdy, gwiazdy.

Lasek drżał od wiewiórczych, wronich, psich namiętności. Nasiona brzóz nosiły się kłębami, paw Paweł, w coraz to innym drzewie zakochany, co dzień z innej gałęzi krzyczał swoje wyznania.9

We wrześniu świat się zawalił. Dom zaroił się od ludzi, ale nie była to malarska bohema, lecz uciekinierzy z Warszawy. Udzielił krótkiego schronienia Tuwimom, Słonimskim, Wierzyńskim. Stąd na wojnę ruszył jedyny syn — Witold, by po bardzo wielu latach wrócić tu już jedynie jako gość. Sama Kuncewiczowa odjeżdżała z myślą, że niebawem wróci. Do kazimierskiego portu przybiła na powrót dopiero po 20 latach.

Ten czas dla domu był ciężki, ale przecież przetrwał do powrotu gospodarzy. Pojawili się w 1958 roku i na nowo zaczęli się osiedlać w Kazimierzu. Początkowo spędzali tu tylko lato, na zimę wyjeżdżali za granicę. Ten rytm wiązał się z zajęciem Marii Kuncewiczowej, wykładającej literaturę polską na uniwersytecie w Ameryce. Niełatwo było za-aklimatyzować się w Kazimierzu, ale męczyło coraz bardziej podróżowanie, brak stałej przystani. Maria Kuncewiczowa przekroczyła już 70 rok życia. Nie do zniesienia były ka-zimierskie chłody, Kuncewiczowie uciekali więc do Włoch, do Paryża. Ucieczki te trwały tyle ile zima, a Kazimierz zabierali w pewnym sensie ze sobą. Bo każdemu wyjazdowi towarzyszyła świadomość, że tu wrócą, że tu jest ich życiowa przystań.
1 2 3 4 5 6 7 8
Zobacz zdjęcia
Fot. 2

Fot. 3

Fot. 4




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe