kazimierz dolny
imieniny: Czesława i Hieronima
Piątek 20 lipca 2018
Brulion on-line NR2
Wspomnień o Janie Gotardzie ciąg dalszy
Jak Kształtował się Kazimierski pejzaż
Kazimierz Marii Kuncewiczowej
Wszyscy tu byli znajomi
Na cmetarzu cmentarza w Kazimierzu Dolnym
Nieco informacji o żydach, bożnicach i cmentarzach żydowskich Kazimierza Dolnego (cz.1)
Synagoga w Kazimierzu n/Wisłą - losy religii i narodów
Przyjaciel o malarstwie Andrzeja Kołodziejka
Stanisław Jan Łazorek i jego Kazimierz
Nasz Dom
A przecież żal... - Tadeusz Augustynek
Lapidarium mojej pamięci - Julia Rusiecka
Prawie sto lat tułaczki
Psy w Kazimierzu były zawsze...


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR2 -> Kazimierz Marii Kuncewiczowej

  Kazimierz Marii Kuncewiczowej

Dokuczało w Kazimierzu poczucie odcięcia od świata — „Witold w Virginii wydaje się dalszy niż Mars”. Kuncewiczowie zjeździli w ciągu swojej emigranckiej odysei cały świat, żyli w warunkach cywilizacyjnych, o jakich jeszcze w latach siedemdziesiątych nie śniło się mieszkańcom Kazimierza, nie było im łatwo osiąść na polskiej prowincji na dobre. Przybyli tu z daleka w najszerszym znaczeniu tego słowa, zastali świat jakby dawno zatrzymany w czasie. 86-letnia Józefa, ta sama co przed laty gosposia, na wieść o lądowaniu człowieka na Księżycu nie może pojąć: „że tyż Pan Jezus na takie coś pozwala”. Dla Józefowej bratanica mieszkająca 12 km od Kazimierza — zapisuje Kuncewiczowa teraźniejsze rysy egzotyczności tubylców — jest „zjawiskiem mitologicznym z powodu odległości, nieosiągalna jak święci pańscy”. Granice świata Józefowej wyznacza Rynek, Fara i miejsce, gdzie mieszka córka. Nie interesuje jej zbytnio, co dzieje się za Farą. Warszawa — w jej odczuciu to — „kuniec świata”. Do takiego miejsca trzeba było Kuncewiczowej — obywatelce świata dochodzić dość długo. Polska nie jest najpiękniejszym krajem, poznała tyle piękniejszych, ale wracając z długiej podróży na widok tutejszych drzew doznaje gdzie indziej nie zaznawanego wzruszenia. Tak mówiła w jednym z wywiadów, kiedy już osiągnęła poczucie, iż tu jest jej prawdziwy dom, że tu przebywając — wraca do siebie. Że czeka na spotkanie z Józefową, że prosta filozofia życiowa tej kobiety jej — intelektualistce, jest bliska: Józefowa (...) wygrzewa się na leżaku pod wierzbą. Za chwilę wstanie, przejdzie na górę po mleko i zagapi się na drzeworyt przedstawiający Chaima-nosiwodę (...) Od czasu Krwawej Środy w Kazimierzu Żydów już nie ma. Józefowa nie jest pewna, czy kiedyś znała Chaima, czy też jakiś malarz go sobie wymyślił. Spogląda na mnie, ubawiona, trochę jakby zawstydzona. „O jak to Żydzina dźwiga te wode i dźwiga mówi. — Ale mu kark spęcniał. Pókiz on takte wode będzie nosił? I komu to? I na co? I komu? I na co? — powtarzam w myśli.10

Ten odzyskany Kazimierz zasadniczo różnił się od dawnego. Tamten, przedwojenny przypominał malarstwo Chagalla, teraz nie ma Żydów, którzy stanowili tak ważny element pejzażu. Zniknął brud, odremontowano kamienice w Rynku. Wypiękniał także „Dom”, Kuncewiczowie nie szczędzą mu czułej pielęgnacji:

Dom stoi i pięknieje. Jakbyśmy teraz dopiero mościli sobie gniazdo na długie rodzinne i gościnne życie, zwozimy do opustoszałego wnętrza wybrane przedmioty, piętrzymy książki, kompletujemy zastawy, sadzimy klematisy — pasja gospodarska wybucha na schyłku życia z siłą podskórnego źródła.”11

Urządzają dom po raz wtóry, ściągają ze świata swoje pisarskie archiwa, piękne przedmioty, pamiątki. Kuncewi-czowa pragnęła, by wypełniły go różne świadectwa „długich wędrówek ciała i ducha”. Miał służyć rodzinie, jej przyszłym pokoleniom, nie było to wszakże możliwe. Pisarka zdecydowała więc, że ma służyć ludziom „po naszym stąd zniknięciu, jako dokument pewnej epoki, pewnego stylu życia”.

Kazimierz, dom na wzgórzu, stał się dla Kuncewiczów punktem, z którego patrzy się na świat. Zapytana o to, Kuncewiczowa przyznaje, że w jej twórczości nie ma Kazimierza tyle co innych miejsc, do których stąd jeżdżą. Wspomina o nim mimochodem, właśnie przy okazji powrotów z podróży. Ale przecież z tej atmosfery kazimierskiej — tak to czuje — wyrasta całe jej pisarstwo, tu ma swoje najgłębsze źródło. Kazimierz całą swoją stale obecną przeszłością, osobliwą estetyką odcisnął się głęboko na jej osobowości. Bez tego domu i miasta byłaby kimś innym jako człowiek i jako pisarka.

W tym miejscu powiedzmy na marginesie, że i Kazimierz otrzymał coś istotnego od autorki Dwóch księżyców. Kto zna te opowiadania, patrzy na Kazimierz trochę jakby przez ich pryzmat. To spojrzenie Kuncewiczowej upowszechnił i utrwalił piękny film, w którym ożyły opowiedziane przez pisarkę historie, sportretowane w nich postacie, pieczołowicie odtworzony został ich niezwykły klimat.

W latach 70. i 80. do Kuncewiczówki, która stała się jedną z wizytówek miasteczka, przybywali różni świetni goście. Ich wizyty miały coś z pielgrzymowania, co zdradzają późniejsze relacje o wizytach u pisarki. Wszyscy tego doświadczali, że atmosfera jej domu była absolutnie niezwykła, niespotykana. Tworzyły ją zgromadzone w domu piękne przedmioty, otoczenie, uobecniona tu w przedziwny sposób przeszłość. Przede wszystkim aurą niezwykłości emanowała sama gospodyni. Oprowadzała gości po domu, podejmowała herbatą i rozmową. Kuncewiczówka po wojnie nie rozbrzmiewała wprawdzie gwarem artystów-cyganów, ale była jak dawniej otwarta dla gości. Ileż to wspomnień opubli-kowano o tych wizytach! Z tego źródła zwykły czytelnik wiedział o pasji Marii Kuncewiczowej, jaką stało się układanie bukietów. Jak kiedyś, choć w inny sposób, dbała o aranżowanie piękna wokół siebie. O tych bukietach mówiła, że stanowią w jej domu nie tyle ozdobę co treść: Kwiat dla mnie jest istotą całkowicie tragiczną i przez to ukochaną.
1 2 3 4 5 6 7 8
Zobacz zdjęcia
Fot. 2

Fot. 3

Fot. 4




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe