kazimierz dolny
imieniny: Wiktora i Małgorzaty
Środa 17 października 2018
Brulion on-line NR2
Wspomnień o Janie Gotardzie ciąg dalszy
Jak Kształtował się Kazimierski pejzaż
Kazimierz Marii Kuncewiczowej
Wszyscy tu byli znajomi
Na cmetarzu cmentarza w Kazimierzu Dolnym
Nieco informacji o żydach, bożnicach i cmentarzach żydowskich Kazimierza Dolnego (cz.1)
Synagoga w Kazimierzu n/Wisłą - losy religii i narodów
Przyjaciel o malarstwie Andrzeja Kołodziejka
Stanisław Jan Łazorek i jego Kazimierz
Nasz Dom
A przecież żal... - Tadeusz Augustynek
Lapidarium mojej pamięci - Julia Rusiecka
Prawie sto lat tułaczki
Psy w Kazimierzu były zawsze...


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR2 -> Wszyscy tu byli znajomi

  Wszyscy tu byli znajomi

W dzień powszedni nie było obrusa na stole, ale jak miała podawać obiad mężowi, to chociaż czysty ręcznik położyła na końcu stołu, gdzie jadł.

Po Wielkanocy, a był to rok 1939, zaczęto mówić o wojnie. Oni coś przewidywali, bo czytali gazety, a mało kto czytał wtedy. Żydowska młodzież miała organizację, niby harcerstwo. Szomrim [hebr.: strażnicy]. Mieli zebrania w lesie. Młodzież porzuciła religię, jedli kiełbasę i polską szynkę, a to grzech. Starzy martwili się z tego powodu, ale im synowie tłumaczyli, że niedługo będzie równość, nie będzie bogatych ani bardziej biednych, że świat zmieni się na dobre.

„Jak to możliwe, kiedy jeden człowiek jest udany, piękny, a drugi garbaty, brzydki”. Ale się sprzeczali, że będzie na świecie bardzo dobrze.

Na świecie zrobił się ruch, gadali o zbliżającej się wojnie. Żydzi się cieszyli: Wen der dajcz wet kimen, wet zajn beser [jid.: kiedy Niemiec przyjdzie, będzie lepiej].Oni myśleli, że to przecież język zbliżony, że się można porozumieć.

No i zaczęło się. Wpadli na rynek Niemcy jak diabli na bulgoczących motorach. A jedna stara Żydówka uspokajała: „Przecież nas nie zjedzą”.

I wkrótce spadła bomba jedna, druga i tak dalej. Popłoch, uciekłyśmy do sutereny, a raczej do piwnicy. Moja mama zaczęła śpiewać: „Kto się w opiekę ...”, a Żydzi co z nami uciekli do tej sutereny mówili: „W takim strachu, to u katolików się śpiewa. Aj, waj jak to można”. Gruchnęły następne bomby. Ewakuacja poza miasto. Niektórzy wyjechali i dotąd są za granicą . Biedni w strachu.

No i halt! Ani się ruszyć. Zrobili getto. Potem dali rozkaz: „Za pół godziny ma być kilo złota”. No i było, bo chcieli żyć. Każdy oddał co miał najdroższego. Kilka razy był taki rozkaz, aż się skończyło złoto.

Pod strachem skradałyśmy się, żeby pomoc znajomym, a wszyscy prawie byli znajomi. Wszyscy.

Siejwa doczekała dwóch synków. Jeden młodszy umarł jej w getcie, a Chylni został, miał pięć lat. Pomagałam im i innym. Buraki, chleb, cebulę, łój. Ach, jaki to był strach coś im podać. Jakoś mi się udawało. Podchodziłam, niby chleb jadłam, ale tylko do ust przykładałam i rzucałam. Buraki, marchew, łój, cebulę pod płot wsadzałam i odchodziłam. Cukier, sól w szmatce podałam, a kartofle to na gęsto (?) pod płot.

Rodzice Siejwy, Szmul i Szmulowa umarli spokojnie przed gettem i są pochowani na kirkucie.

A ta moja kochana Siejwa z Chylusiem na ręku została pognana razem ze wszystkimi Żydami z całego Kazimierza. Jeszcze się krupki dla Chylusia gotowały, jak ich pognali. To była rozpacz.

Zaczęli wyganiać z mieszkań na plac, a z placu marsz w nieznane. Kto nie mógł iść, zastrzelili na drodze. W mieście grobowa cisza, ruiny, pustki i łapanki.
1 2 3 4 5 6
Zobacz zdjęcia
Zaułek z nosiwodąn - fot. J. Wołyński - przed 1939 r.

Na rynku w Kazimierzu - fot. J. Wołyński - przed 1939 r.




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe