kazimierz dolny
imieniny: Henryka i Mariusza
Piątek 19 stycznia 2018
Brulion on-line NR2
Wspomnień o Janie Gotardzie ciąg dalszy
Jak Kształtował się Kazimierski pejzaż
Kazimierz Marii Kuncewiczowej
Wszyscy tu byli znajomi
Na cmetarzu cmentarza w Kazimierzu Dolnym
Nieco informacji o żydach, bożnicach i cmentarzach żydowskich Kazimierza Dolnego (cz.1)
Synagoga w Kazimierzu n/Wisłą - losy religii i narodów
Przyjaciel o malarstwie Andrzeja Kołodziejka
Stanisław Jan Łazorek i jego Kazimierz
Nasz Dom
A przecież żal... - Tadeusz Augustynek
Lapidarium mojej pamięci - Julia Rusiecka
Prawie sto lat tułaczki
Psy w Kazimierzu były zawsze...


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR2 -> Prawie sto lat tułaczki

  Prawie sto lat tułaczki

Wracam jednak do losów moich dziadków. Do 1939 r życie upływało w Klewaniu dość spokojnie. W 1932 r. przy-chodzi na świat mój ojciec Ryszard, jedyne dziecko moich dziadków i jedyny wnuk pradziadka Wincentego, nic więc dziwnego, że był oczkiem w głowie całej rodziny. Niemal w przeddzień wojny umiera prababka Wiktoria. Nikt wówczas nie przypuszczał, że wnuki nie będą mogły na jej grobie zmówić modlitwy.

Wybucha okrutna II wojna światowa. Wraz z zagrożeniem ze strony Niemców pojawia się zagrożenie ze strony Ukraińców.

Pamiętam opowieść mojej babci Michaliny. Pewnego dnia przyszły do niej sąsiadki i namawiały ją, żeby poszła z nimi następnego dnia do sąsiedniej wsi na targ. Ponieważ babcia  była zajęta, odmówiła im. Sąsiadki nie wróciły z targu. Znaleziono je w lesie strasznie zmasakrowane. Z czasem było coraz gorzej. Dziadkowie nie nocowali w swoim domu. Chodzili spać do bloków kolejarzy. Na dworcu byli żołnierze niemieccy, bandyci bali się atakować. Tam było bezpiecznie.

Moja babcia z małym synkiem uciekła z Klewania w 1943. Pracujący na kolei znajomy z Kazimierza, Kobiałka, powie-dział, że pomoże babci. Żeby było bezpieczniej babcia dała mu wszystkie swoje oszczędności. Pan Kobiałka schował pieniądze babci i swoje do kieszeni munduru, po pewnym czasie okazało się, że kieszeń ma rozciętą i po pieniądzach ani śladu. Babcia z moim tatą dotarła w końcu do Kazimierza, ale bez grosza. Dziadek Wacław przyjechał do Kazimierza w 1944 roku.

Kiedy front zbliżył się do Wisły, dziadkowie przenieśli się do kuzynów, do Nałęczowa. W Kazimierzu została mama mojej babci, Maria Pielak razem z moim dziesięcioletnim wówczas tatą. Przy ul. Puławskiej stacjonowały wojska Armii  Czerwonej. Na łąkach od strony Wisły , na tym odcinku ulicy gdzie dziś stoi nasz dom, a wówczas stał dom mojej prababci Pielakowej, znajdowały się polowe warsztaty samochodowe, młyn i piekarnia. Prababcia nie chciała opuszczać domu. Tata plątał się wśród żołnierzy. Ponieważ w Klewaniu chodził do rosyjskiej szkoły, po rosyjsku mówił bardzo dobrze. Dzięki temu był lubiany przez żołnierzy. Co drugi dzień dostawał osiem bochenków chleba, to znów jakieś puszki, i inne produkty. Babcia Maria wynosiła część tej żywności na II Góry, tam zawsze czekał ktoś z rodziny, odbierał to od babci i zanosił do Nałęczowa. Tak więc można powiedzieć: mój tata żywił rodzinę. Kiedy front przeszedł na drugą stronę Wisły, dziadkowie wrócili z Nałęczowa. Ciągle brakowało wieści od dziadka Wincentego. Nie było innego wyjścia, trzeba było czekać. W tym czasie dziadek Wacław dostał propozycję pracy od pana Kołodziejczyka. Pan Kołodziejczyk przed wojną miał w Krasnymstawie tartak i teraz mógł znów w nim pracować. Potrzebował ludzi do pracy. Dziadek Wacław wyjechał do Krasnegstawu. Niestety, władza ludowa odebrała własność panu Kołodziejczykowi, znów trzeba było szukać pracy.
W Krasnymstawie dziadek spotkał znajomego z Klewania, pana Godlewskiego, który namówił go, żeby pojechali na Kujawy, bo podobno tam można dostać opuszczone gospodarstwa. Pod koniec 1945 roku dziadkowie byli już właścicielami sześciohektarowego gospodarstwa wraz z domem i zabudowaniami w miejscowości Przywieczerzyn, powiat Lubań. W tym też czasie trwały poszukiwania przez Czerwony Krzyż pradziadka Wincentego i dziadka Aleksandra. Obydwaj wrócili w 1946 roku. Byli deportowani z Klewania do Skwierzyny, stamtąd babcia przywiozła ich już do Przywieczerzyna. Wszyscy gospodarowali tam do roku 1960. Nigdy nie myśleli o pozostaniu tam na stałe. Jako pierwszy, bo już w 1958 r, przyjechał do Kazimierza mój tata. W tym też roku rozpoczęto budowę naszego domu, w którym mieszkamy do dziś. W roku 1960, kiedy budowa została ukończona, przyjechali do Kazimierza dziadkowie Wincenty i Aleksander oraz dziadek Wacław z babcią Michaliną. W nowym domu czekał na nich syn z synową oraz najmłodszy przedstawiciel rodu – mój brat Marek. Tak zakończyła się tułaczka po świecie rodziny Dudzińskich.

1 2
Zobacz zdjęcia
Żona pradziadka Wincentego, Wiktoria z Godziszewskich ze stryjecznym bratem męża, lata 20

Od lewejAleksander i Wacław Dudzińscy przy wyrobie obreczy, pocz. lat 70




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe