kazimierz dolny
imieniny: Leona i Łukasza
Niedziela 22 kwietnia 2018
Brulion on-line NR2
Wspomnień o Janie Gotardzie ciąg dalszy
Jak Kształtował się Kazimierski pejzaż
Kazimierz Marii Kuncewiczowej
Wszyscy tu byli znajomi
Na cmetarzu cmentarza w Kazimierzu Dolnym
Nieco informacji o żydach, bożnicach i cmentarzach żydowskich Kazimierza Dolnego (cz.1)
Synagoga w Kazimierzu n/Wisłą - losy religii i narodów
Przyjaciel o malarstwie Andrzeja Kołodziejka
Stanisław Jan Łazorek i jego Kazimierz
Nasz Dom
A przecież żal... - Tadeusz Augustynek
Lapidarium mojej pamięci - Julia Rusiecka
Prawie sto lat tułaczki
Psy w Kazimierzu były zawsze...


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR2 -> Psy w Kazimierzu były zawsze...

  Psy w Kazimierzu były zawsze...

W jej sąsiedztwie, u państwa S., mieszkały dwa psy: Brytanka i Nostrom. Brytanka — śliczna, seteropodobna suka, o której mówiono, że jest wykształcona, bo część życia spędziła w akademiku, bardzo lubiła lody. Czasami udawało się jej namówić kogoś na zafundowanie tego smakołyku. Lizała powoli, przymykając rozanielone oczy. Po tragicznej śmierci Brytanki Nostrom szczupły, brązowy kundelek zaprzyjaźnił się z panią H.W.
Nostrom jest psiakiem bardzo inteligentnym i posiada swoiste poczucie honoru. Pewnego dnia zaatakował rowerzystę i został ukarany przez panią S., właścicielkę kawiarni. Obraził się okrutnie. Wskoczył na krzesło przed kominkiem i siedział nieruchomo, wpatrując się w ogień. Kiedy do stołu podchodziła pani S., pies demonstracyjnie odwracał się do niej tyłem, nie schodząc z krzesła.
   
Muszę też wspomnieć o zadziornym tandemie Hultaj – Piwko. Piwko zginął pod kołami, jego kumpel trafił w kręgi artystyczne, dostał nowe imię — Werniks i stał się modelem do rzeźby Pies Kazimierski.
   
Mały Rynek też ma swoją menażerię. Przed laty w domu pp. S. pojawiła się Baba. Była piękną, szarą suką o jasnych, ufnych oczach. Szczeniła się często, co przypłaciła zdrowiem, a w końcu życiem. Jeszcze za czasów Baby przybłąkał się Brązik — rudy z wyraźnie brązowym odcieniem. Oczy miał żółte i patrzył nimi prosto w oczy człowieka aż przechodziły ciarki. Miał iść ze swoimi na pielgrzymkę do Rzymu, ale po paru dniach wrócił i zamieszkał w barze po sąsiedzku. Doczekał powrotu pielgrzymów, jednak wkrótce zakończył życie, prawdopodobnie otruty.Na rok przed śmiercią Brązika pod Jatkami zamieszkał niewielki, szary, puszysty piesek. Była zima. Zamiecie szalały na Małym Rynku. Trzymał tęgi mróz. Pies sypiał na płytach chodnikowych. Pewnego razu ktoś przyniósł tektury, potem kołdrę. Ktoś inny obudował to legowisko pudełkami.Właścicielka baru p.B. przynosiła mleko, pani z Warszawy pojawiła się ze słoikiem zupy i miską. Pies przeżył. Pod koniec zimy Brązik zabrał go do swojej budy. Zżyli się ze sobą. Piesek został nazwany Piszczykiem lub Piszczałką,
z powodu dźwięków, jakie wydaje na powitanie. I potrafi się uśmiechać. Na prośbę, „pokaż ząbki” podnosi górną wargę i demonstruje uzębienie. Piszczałka bardzo przeżył śmierć Brązika. Już nie biega z rozwianym ogonem.

Wielu obywateli miasteczka spędza czas na Rynku w towarzystwie psa. Z reguły jest on nieduży i ma wpadające w ucho imię, np. Bukiet. Jego „znaki szczególne” to podpalany ogon model „chryzantema” i dwie żółte kropki nad oczami. Przyjezdny robotnik wybił mu oko, bo Bukiet rzekomo zjadł mu kanapkę! Pies kochał swego pana — J.C. — do granic uwielbienia. Godzinami szukał go po różnych przybytkach uciech.
Pewnej nocy spłonął dom J.C. J.C. zginął. Bukiet uratował się i po pogrzebie wrócił do swojej matki — Miśki.
   
Panem Miśki jest M.W., a suczka protoplastką rodu psów M-kowych: Bukieta, Długiego, Grubego, Miśka i wielu, wielu innych. Kiedy M.W. długimi krokami przemierza Rynek, wokół jego nóg faluje żółto-szaro-czarna chmurka.
   
Na Rynku spotkać można jeszcze Mozarta, braci Kubusia i Puchatka państwa G., Ramba, Łatka, Pimpka, Cygana i wiele, wiele innych psów.
   
Codziennie na Rynku bywa Grubcio. Poruszając się miarowym truchtem sprawia wrażenie, że przed wyjściem z domu dokładnie zaplanował, gdzie i po co ma się udać.
W przeciwieństwie do niego inne psy rynkowe przemieszczają się leniwym krokiem w poszukiwaniu sensacji, słońca lub cienia. Ostatnio — w czasie powodzi — Grubcio przeżył przygodę godną wielkiego podróżnika. Ze swoim panem popłynął łódką na drugą stronę Wisły. Z sobie tylko znanych powodów nie zdążył na powrotny rejs. Ekspedycja poszukiwawcza nie przyniosła efektów. Tymczasem wody w rzece przybywało. Powiało grozą. I nagle na Skowieszynku pojawił się Grubcio mocno sponiewierany, ale cały i zdrowy. Nigdy nie dowiemy się, w jaki sposób przedostał się na kazimierską stronę rzeki.
   
Najbardziej znanym psem w Kazimierzu jest Klocek. Niestety, ma obywatelstwo janowieckie.
Jego wyczyny pływackie są sławne, a jego dzieci szczekają zza każdego płotu na ulicy Krakowskiej.W rodzinnym miasteczku wołają na niego Cwaniak, po tej stronie Wisły — Klocek, Kwadrat, Duży, Ksiądz, Furtian, Gruby lub Miki. Na jego temat istnieje bogata foto-, filmo-, biblio- i fonografia. Nie ośmielę się opisać takiej sławy.
Czy jest Kazimierz krainą psiej szczęśliwości?Niestety, nie zawsze.I tu bowiem spotykamy się z rzadkimi, na szczęście, i zawsze potępianymi przez większość kazimierzan przypadkami ludzkiej głupoty, bestialstwa, sadyzmu.
   
A tymczasem pojawiają się nowe psy. Jeden z nich śpi obok rzeźby Psa. Może one będą tworzyły ciąg dalszy psiej historii miasteczka, a ktoś po latach znów powie:
„odkąd pamiętam, psy w Kazimierzu były zawsze”.

1 2 3
Zobacz zdjęcia
Cwaniak (klocek) czekający na prom do Janowca. 2001 r. fot. Jerzy Kuna

Brązik. 1995 r. fot. Jerzy Kuna




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe