kazimierz dolny
imieniny: Czesława i Hieronima
Piątek 20 lipca 2018
Brulion on-line NR3
Malarska treść egzystencji
Góra wapienna (czyli Albrychtówka, vel Albrechtówka)
Fotografie Stanisława Terleckiego
"Wybudował dom wysoko"
Uczniowie cieśli nad grodarzem - czyli o architekturze w Kazimierzu
Malowane Canonem
Aleksander Błoński - Mój alfabet Kazimierza
Znalazłem się w miejscu niezwykłym
Jest takie miejsce w Kazimierzu
Dni wody i słońca
Na dawnej fotografii
Co Kopernik, rybak i wzorowy żołnierz mają wspólnego...z Kazimierzem Dolnym
Nieco informacji o żydach, bożnicach i cmentarzach żydowskich Kazimierza Dolnego (cz.2)
"Robiłem dobre zdjęcia" - Jerzy Szwartz (1911-2001)
Moja babcia Izabella Lenkiewiczowa
Dlaczego Kazimierz...?
Zapuszczanie korzeni


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR3 -> Góra wapienna (czyli Albrychtówka, vel Albrechtówka)

  Góra wapienna (czyli Albrychtówka, vel Albrechtówka)

Willa nazwana „Podolanką” z tęsknoty za utraconym domem na dalekim Podolu, stała się na wiele lat miejscem wakacji całego klanu Choynowskich, ich krewnych i znajomych. W latach trzydziestych XX wieku bywali tu Maria i Zygmunt Śliwińscy, generał Smorawiński, oficerowie Szkoły Lotniczej w Dęblinie, a z Lublina przyjeżdżali Państwo Magierscy, Szydłowscy, Dobrzyńscy i wiele innych osób, których już nie potrafię rozpoznać na starych fotografiach. W połowie drogi do Kazimierza, przy pierwszym dębie, mieli swój letni dom Profesorostwo Tymowscy, a w głębi wąwozu wiodącego do spichlerza — znany pediatra, profesor Bogdanowicz, który szczególnie serdecznie zapisał się w mojej pamięci stwierdzając autorytatywnie, że dzieci powinny mieć konstytucyjnie zagwarantowane prawo niejedzenia rzeczy, których nie lubią. Okres przedwojenny to czas pełen słońca, życzliwości i poczucia bezpieczeństwa. Wyjazd na letnisko z Sadurek do „Podolanki” był wielką wyprawą. Jechało się końmi cały dzień z popasami, przez Nałęczów, Wąwolnicę, Celejów, Wierzchoniów i miasteczko Kazimierz. Przodem bryczka zaprzężona w dwa znakomicie utrzymane konie, za nią fura z niezbędnymi na całe lato rzeczami. W „Podolance”, wywietrzonej i obielonej po zimie, z podłogami wyszorowanymi do białości, oczekiwała nas rodzina Jasików, czyli Stanisławowie, mieszkający wcześniej w Mięćmierzu, w chacie tak pięknie teraz utrzymanej przez Państwa Pniewskich. Stanisławowie zostali zatrudnieni u nas jako całoroczni dozorcy i otrzymali stałe pomieszkanie w tzw.„Dwugroszówce” (nazwa od dwóch groszy znalezionych podczas kopania fundamentów). Stanisław zawsze w wykrochmalonej koszuli, w kamizelce, wiejskim zwyczajem boso; Stanisławowa w suto marszczonym perkalowym fartuchu, w chustce zawiązanej pod brodą. Dla mnie najważniejsza była Mańka, trochę starsza ode mnie, jedna z córek Jasików. Mańka potrafiła wszystko: najszybciej biegała, wspinała się bez trudu po gołym pniu na najwyższą sosnę, chyba była trochę „z piekła rodem”, co mnie oczarowało. Czekała też na nas moja sezonowa niania — Nastka z Okala. Nastka miała włosy ułożone na skroniach w misterne „ząbki” przytrzymywane za pomocą mnóstwa spinek-wsuwek. Z Sadurek przyjeżdżała z nami kucharka, Józefowa, która pochodziła z okolic Kazimierza. Józefowa dostawała „wolne” i szła do rodziny, a jej miejsce zajmowała Stanisławowa. Nigdy i nigdzie nie podają takiego rosołu z „prawdziwej” kury z domowym makaronem (ciach, ciach, ciach ... kroiła Stanisławowa jednakowej szerokości cienkie kluseczki) jak w wykonaniu naszej wspaniałej dozorczyni. Z przedwojennym okresem wakacji w „Podolance” wiąże się szereg zabawnych rodzinnych opowieści. Oto jedna z nich. Wytrwałym konkurentem do ręki jednej z moich ciotek był Jan Soplica (... z tych Sopliców), niestety nie potrafił podbić Jej serca. Ciotka przyjechała z Warszawy z narzeczonym, młodym przystojnym profesorem łaciny, szykując się do ślubu zaplanowanego w Kazimierskiej Farze. Pewnego popołudnia, gdy całe towarzystwo siedziało na tarasie przy poobiedniej „bałaczce” (to kresowe określenie leniwej pogawędki), zobaczono nadchodzącego od strony lasu mężczyznę z obandażowaną głową. „O Boże, chciał się zastrzelić” wykrzyknęła panna Alina, jedna z naszych kuzynek — rezydentek. Powiało grozą (tak, tak... w tamtych czasach panowie „strzelali się” z miłości). Okazało się, że to tylko biała chustka do nosa chroniąca przed słońcem. Pan Soplica został serdecznie powitany przez całą rodzinę, lecz Ciocia wiernie pozostała przy swoim profesorze. Ślub, jak zaplanowano, odbył się w Farze, weselne przyjęcie w restauracji Berensa, a miesiąc miodowy nowożeńcy spędzili w domu Szukalskich. Nam przybył nowy, kochany wuj Emil, a wraz z nim dołączyła cała rodzina Terleckich, dla których „Podolanka” na wiele lat stała się miejscem wakacji. Związek rodziny Terleckich z Kazimierzem pogłębiała tradycja rodzinna. W końcu lat dziewięćdziesiątych XIX wieku, w ramach pracy społeczno-wychowawczej dwie siostry studiujące w Moskwie, wyjeżdżały na letnie wakacje z grupą polskiej młodzieży do Kazimierza. Cel — poznanie Kraju w miejscu tak wspaniałym. Miejscem pobytów były Góry II, gdzie wynajmowano pokoje w domach Kwiatków, Szymczyków i innych tamtejszych rodzin.
1 2 3 4 5 6
Zobacz zdjęcia
Willa „Podolanka" na Albrechtówce. 1954 rok.

„Dwugroszówka". Stoi Stanisławowa z Mańką. fot. Stanisław Terlecki.

.Rodzina Jasików: Stanisław, Stanisławowa na rękach Mańka.

Przy Bulwarze 11-Listopada  (dzisiaj w tym miejscu znajduje się ogród hotelu „Dwa księżyce". W głębi amfiteatr. Od lewej: Romana Choynowska-Orłowska,Maria Brogowska, Gustaw Rożałowski(ojciec chrzestny autorki),Krystyna Terlecka, Stanisław Brogowski

Przed "Podolanką". Od lewej: Romana Choynowska-Orłowska,Adam Choynowski, Maria Brogowska, Wanda i Antoni Choynowscy.

Na tarasie willi Szukalskiego. Od lewej: Romana Orłowska, Emil Terlecki,Krystyna Terlecka, Wanda Choynowska.

W restauracji u Berensa, na weselu K. i E. Terleckich. Siedzą: Włodzimierz Choynowski i autorka — Jadwiga Brogowska. Stoją: Danuta i Józef Choynowscy.

Maria i Zygmunt Śliwińscy w drodze do "Podolanki".

Józef Paziak. fot. Stanisław Terlecki.

Jadwiga Brogowska-Jamiołkowska pod sosną na Albrechtówce.

Czarne sosny na Albrechtówce. Fot. Janusz Jamiołkowski.




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe