kazimierz dolny
imieniny: Henryka i Mariusza
Piątek 19 stycznia 2018
Brulion on-line NR3
Malarska treść egzystencji
Góra wapienna (czyli Albrychtówka, vel Albrechtówka)
Fotografie Stanisława Terleckiego
"Wybudował dom wysoko"
Uczniowie cieśli nad grodarzem - czyli o architekturze w Kazimierzu
Malowane Canonem
Aleksander Błoński - Mój alfabet Kazimierza
Znalazłem się w miejscu niezwykłym
Jest takie miejsce w Kazimierzu
Dni wody i słońca
Na dawnej fotografii
Co Kopernik, rybak i wzorowy żołnierz mają wspólnego...z Kazimierzem Dolnym
Nieco informacji o żydach, bożnicach i cmentarzach żydowskich Kazimierza Dolnego (cz.2)
"Robiłem dobre zdjęcia" - Jerzy Szwartz (1911-2001)
Moja babcia Izabella Lenkiewiczowa
Dlaczego Kazimierz...?
Zapuszczanie korzeni


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR3 -> Góra wapienna (czyli Albrychtówka, vel Albrechtówka)

  Góra wapienna (czyli Albrychtówka, vel Albrechtówka)

Tuż przed II wojną zakupił dom od Albrychta Stanisław Szukalski, osiadły na stałe w USA, skąd przyjeżdżał do Kraju. We wspomnieniach rodziny pozostał jako nieprzeciętny, twórczy umysł. W czasie pobytów na Górze Wapiennej opowiadał o swoich pracach rzeźbiarskich i wpływie na jego twórczość prasłowiańskich mitów i legend. Założyciel stowarzyszenia artystów Szczep Szukalszczyków Herbu Rogate Serce miał swoisty pogląd na język ojczysty. Słownictwo uzupełniał sztucznymi wyrazami tworzonymi z pierwiastków prasłowiańskich. Pani Szukalska została zapamiętana z oryginalnych ubiorów, długich cygańskich spódnic i chodzenia boso.

Ruiny „Szukałki” po zniszczeniach wojennych stały się jednym z ulubionych miejsc dość niebezpiecznych wspinaczek kilku dziecięcych pokoleń. „Szukałka” bez gospodarza mieszkającego gdzieś w Ameryce, systematycznie rozbierana przez okoliczną ludność, przez chwilę miała szansę na uratowanie przez nowego właściciela — architekta. Niestety popadła w zupełną ruinę. Z okresu międzywojennego zapamiętałam też nadzwyczajną atrakcję: przyjechał Pan Magierski z kamerą filmową. Kręcił scenki wakacyjne z „Podolanki”. Do filmu tego nie udało mi się dotrzeć mimo kilkakrotnych umawiań się z Panią Danutą Magierską. Została mi tylko wspólna fotografia z Janem Magierskim — dwoje maluchów siedzących na tle starszyzny. Z opowiadań rodzinnych wiem, że jedną z wakacyjnych atrakcji było organizowanie spływów kajakowych z okazji Święta Morza. Na starych fotografiach stoją panowie w staroświeckich strojach sportowych i panie w szczelnie zabudowanych kostiumach kąpielowych. To dopiero na moje lata studenckie przypadł okres „bikini” i kusych slipek wywołujących zgorszenie u kobiet pasących krowy nad Wisłą. W latach 30-tych „brano kąpiele słoneczne” dyskretnie ukrywając się na leśnych polankach.

Postrachem dzieci był „Ciuryk”. Wyłaniał się niespodziewanie z ciemności, stawał w oknie najchętniej w porze kolacji i czekał na datki. Wyglądał niesamowicie z długą brodą i rozczochranymi czarnymi włosami, owinięty wiejskim, tkanym w kolorowe pasy, chodnikiem. Był łagodnym „dziadem proszalnym”, ale dla mnie pozostał na zawsze „zbójcą na drodze”. Po wyzwoleniu „Ciuryk” zniknął, ludzie z Mięćmierza mówili, że przeniósł się na Ziemie Odzyskane.

Do Kazimierza chodziło się „dołem” lub „górą”. Droga „dołem” wiodła przez niski, gęsty lasek, wąską ścieżką to opadającą, to wznoszącą się na górkach i dołkach po wykopanym kamieniu, dalej stromym zboczem koło domów Czarneckich i Paziaków, kamienistą drogą w dół ku Wiśle i w prawo wzdłuż kamieniołomu drogą obsadzoną wierzbami chroniącymi przed spiekotą. Nie było wału przeciwpowodziowego, więc gdy wylała Wisła (a wylewała każdego roku niosąc ze sobą wszystko, co porwała po drodze) chodziło się „górą”. Przez las do krzyża przy „drzewie wisielca”, przez Miejskie Pola przecięte leszczynowym wąwozem, ścieżką wzdłuż posesji Państwa Tymowskich, obok zabytkowego dębu, skrajem głębocznicy, przez cmentarz, drogą pomiędzy murem klasztornym, a rzędem stodół. Nie było wówczas wysokich ogrodzeń szczelnie zasłaniających jeden z piękniejszych widoków na Kazimierz i przełom Wisły tak chętnie malowany i fotografowany.
1 2 3 4 5 6
Zobacz zdjęcia
Willa „Podolanka" na Albrechtówce. 1954 rok.

„Dwugroszówka". Stoi Stanisławowa z Mańką. fot. Stanisław Terlecki.

.Rodzina Jasików: Stanisław, Stanisławowa na rękach Mańka.

Przy Bulwarze 11-Listopada  (dzisiaj w tym miejscu znajduje się ogród hotelu „Dwa księżyce". W głębi amfiteatr. Od lewej: Romana Choynowska-Orłowska,Maria Brogowska, Gustaw Rożałowski(ojciec chrzestny autorki),Krystyna Terlecka, Stanisław Brogowski

Przed "Podolanką". Od lewej: Romana Choynowska-Orłowska,Adam Choynowski, Maria Brogowska, Wanda i Antoni Choynowscy.

Na tarasie willi Szukalskiego. Od lewej: Romana Orłowska, Emil Terlecki,Krystyna Terlecka, Wanda Choynowska.

W restauracji u Berensa, na weselu K. i E. Terleckich. Siedzą: Włodzimierz Choynowski i autorka — Jadwiga Brogowska. Stoją: Danuta i Józef Choynowscy.

Maria i Zygmunt Śliwińscy w drodze do "Podolanki".

Józef Paziak. fot. Stanisław Terlecki.

Jadwiga Brogowska-Jamiołkowska pod sosną na Albrechtówce.

Czarne sosny na Albrechtówce. Fot. Janusz Jamiołkowski.




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe