kazimierz dolny
imieniny: Zyty i Teofila
Piątek 27 kwietnia 2018
Brulion on-line NR3
Malarska treść egzystencji
Góra wapienna (czyli Albrychtówka, vel Albrechtówka)
Fotografie Stanisława Terleckiego
"Wybudował dom wysoko"
Uczniowie cieśli nad grodarzem - czyli o architekturze w Kazimierzu
Malowane Canonem
Aleksander Błoński - Mój alfabet Kazimierza
Znalazłem się w miejscu niezwykłym
Jest takie miejsce w Kazimierzu
Dni wody i słońca
Na dawnej fotografii
Co Kopernik, rybak i wzorowy żołnierz mają wspólnego...z Kazimierzem Dolnym
Nieco informacji o żydach, bożnicach i cmentarzach żydowskich Kazimierza Dolnego (cz.2)
"Robiłem dobre zdjęcia" - Jerzy Szwartz (1911-2001)
Moja babcia Izabella Lenkiewiczowa
Dlaczego Kazimierz...?
Zapuszczanie korzeni


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR3 -> Uczniowie cieśli nad grodarzem - czyli o architekturze w Kazimierzu

  Uczniowie cieśli nad grodarzem - czyli o architekturze w Kazimierzu

Według licznych opinii w Kazimierzu nie ma miejsca dla innego niż romantyczny nurtu architektury. Mimo, że się z tym nie zgadzam nie widzę w takich deklaracjach niczego złego. Chyba że za głośną akceptacją form tradycyjnych kryje się cicha zgoda na pokraczną i zastępczą pseudosicińskość. Kamień, gont, drewniane belki zastępuje tymczasowo i zgodnie z prawem blachodachówa, sztuczny kamień o aromacie identycznym z naturalnym i siding zielony z promocji w składzie budowlanym. Brzydkie formy i obce materiały z góry uznaje się za nietrwałe, przemijające, jako te, które historia zmiecie i pozwoli budować pięknie i mądrze. A co będzie jeśli nie będą chciały przeminąć, nie znikną a staną się normą? Bo ile razy można skuwać portal z kamienicy Białej. A historia też nas nie obroni, przecież skończyliśmy ją na Sicińskim.

Architektura Kazimierza nie rodziła się w miasteczku. Przybywała z Włoch, ze stolic Polski, przypływała z Gdańska, przylatywała z Pruszkowskim aeroplanem. Siciński przywiózł ją z Tatr, gdzie pracował przy projektowaniu górskich schronisk. Tutaj, na miejscu, był tylko kamień i drewno, żółty rzeczny piasek, słoma i wiklina. Od kilkudziesięciu lat ten import architektoniczny, jak ruch na Wiśle, ustał. Prawie przez trzydzieści lat nie powstał dom, którym mógłbym się zachwycić, do którego chciałbym pójść na spacer. Działkę za działką zajmują domy z katalogów, nie pamiętające już ani o Sicińskim, ani o Balinie. Ta architektura nie powstała w Kazimierzu, ani z myślą o nim. Nie jest to import myśli architektonicznej, ale zwykły przemyt i kontrabanda przemykająca przez nieszczelne granice prawa budowlanego i konserwatorski urząd celny.

Pośród wszystkich ścieżek i skrótów, którymi podąża dziś kazimierska architektura zagubiła się droga ku prostocie, czystości formy i oczywistości wyrażanej przez murowaną wieżę pierwszego zamku, zwaną popularnie basztą. Dwudziestometrowy cylinder z wapiennego kamienia, dwa okna, otwór wejściowy i widok na wiele kilometrów wokół. Czysta forma, czysta funkcja i miejscowe materiały — ideał kazimierskiej architektury, do którego nie zbliża się to, co dziś u jej stóp jest budowane. Basztę znam od wczesnego dzieciństwa, ale dopiero teraz, gdy wiem trochę o twórczości Tadao Ando, Alvaro Sizy czy Rafaela Moneo zdaję sobie sprawę, iż jest to w moim życiu budynek najważniejszy. Pamiętam pierwsze pełne lęku wejścia po trzeszczących schodach. Wtedy jeszcze za darmo, bo sprzedająca bilety pani znała nas i nie łapała za rękawy z groźnym: „A bileciki…”. Baszta oddziałuje z niezwykłą siłą, jest najwyżej położonym budynkiem w miasteczku. Góruje nad nim mimo, iż pierwszy raz w jej historii rosną wokół niej drzewa i chwasty. Baszta była tu pierwsza, przed Balinem i Przybyłami, przed Voglem, Koszczycem Witkiewiczem, przed Sicińskim i wszystkimi Michalakami. I zapewne przetrwa jeszcze długo po nas.

Osiemset lat po wybudowaniu baszty w Kazimierzu pojawił się podobny architektoniczny problem — czysta funkcja, bo czym innym jest hala sportowa i basen. Szkolny ośrodek sportu, który ma powstać w Kazimierzu to wydarzenie dla przestrzeni miasteczka niezwykłe. Ogromne w zamierzeniu obiekty zaplanowano zmieścić w tak delikatnym i wrażliwym miejscu jakim jest kazimierski krajobraz. Władze Miasta i SARP zorganizowały konkurs, którego zadaniem było zaprojektowanie wielbłąda. Ucho Igielne zlokalizowane było przy Kwaskowej Górze. 56 prac, które napłynęły na konkurs, udowodniły, że niemożliwe pozostaje niemożliwym nawet przy ogromnym wkładzie pracy. Wśród nadesłanych prac dominowała architektura w stylu inżyniera Mamonia, czyli: „Podobają mi się tylko te piosenki, które już słyszałem”. Niedużą w sumie działkę wypełniały szczelnie pastisze domów stojących już w Kazimierzu. Ten romantyczny kostium miał maskować i odwracać uwagę od prawdziwego problemu wielkich kubatur basenu i sali. Te skrywano za kilkumetrowej wysokości murem, której monotonnej długości nie mąciło prawie nic. Konkursowe jury II nagrodą uhonorowało pracę arch. Zbigniewa Badowskiego z zespołem, który maskowanie historycznymi formami przeprowadził najsprawniej, w skali prawdziwie stołecznej. Zaproponowane budynki kojarzą mi się z twórczością architekta mocno związanego z Kazimierzem — Jana Koszczyca Witkiewicza, ale tymi znajdującymi się w Warszawie — ambasadą Grecji przy ul. Chocimskiej (forma zespołu hotelowego) i budynkami SGH (wielkość części sportowej w stosunku do otaczających ją budynków).
1 2 3
Zobacz zdjęcia









Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe